Mariusz Szczygieł: Czesi są kapciowi a Polacy w pogoni

800px-Szczygel,_Mariusz.IMG_3179

zdjęcie: wikipedia na licencji CC

Ale jest Pan punktualny, tylko pięć minut spóźnienia. 🙂

Musiałem poskładać rzeczy przed przyjściem pani, która  u mnie sprząta raz w tygodniu. Ludzie ciągle mi coś dają:  papierki, listy, książki, przedmioty. Znoszę to wszystko do domu i kładę w różnych miejscach. Pani Marlena nie wie, gdzie kłaść te rzeczy, dlatego robię wstępną selekcję.

Dziś sobota, pewnie wolałby Pan posnuć się leniwie w kapciach po mieszkaniu…

Nie cierpię kapci. Po domu chodzę w japonkach albo boso. Zupełnie odwrotnie niż Czesi. Na przykład w czeskim biurze – Czech przychodzi do pracy w butach, a na miejscu szybko zmienia je na kapcie. Dodajmy: ohydne kapcie. Jak rzecz się dzieje w korporacji, gdzie pracują też Polacy, to siedzący przy komputerze Czech wie, kto idzie po korytarzu… Polacy nie idą, tylko biegną. A więc Czesi są kapciowi a Polacy w pogoni.

No i Polacy nie lubią też jak się im mówi prawdę.

A który naród lubi? Wynika, to z ludzkiej  ułomności emocjonalnej. Mamy najczęściej zaniżone lub zawyżone poczucie wartości i czyjaś szczerość czy krytyka może nas dotknąć. Mam koleżankę, która od lat nie może sobie znaleźć faceta, bo ciągle mówi prawdę. Jej szczerość polega na tym, że natychmiast ujawnia, że wie więcej niż większość z tych facetów. Na przykład idzie z mężczyzną do kina, który mówi, że świetny był ten hiszpański film, a ona na to, „Jaki hiszpański? Przecież to jest reżyser z Południowej Ameryki, jak możesz tego nie wiedzieć?”. On, żeby wspiąć się na szczyty intelektu, mówi, że świetne są te obrazy Opałki, a ona: „To nie są obrazy, on pisze tylko rzędy liczb…” I tak za każdym razem. Kastruje tych chłopaków jakby z sekatorem się nie rozstawała.

Tylko ograniczone laski znajdują facetów?

Nie! Jej porażki wynikają z tego, że musi zawsze wszystkim udowodnić, że jest lepsza, a większość facetów źle to znosi. Ludziom radykalnym jest zawsze trudniej. Mówienie prawdy pozwala zachować godność, żyć w zgodzie ze sobą, ale jest też ułomnością społeczną. Poza tym trzeba być ostrożnym ze szczerością, bo jak  mówi w „Projekcie: Prawda” profesor Osiatyński – prawda może bardzo zranić i zniszczyć człowiekowi życie.

W  „Projekcie: Prawda” można się też doczytać, że nie wierzy Pan w Boga i nie lubi katolików.  Z moich obserwacji wynika, że wielu z nich nie lubi INNYCH ludzi, a Pan lubi. Zakładając, że Bóg jednak istnieje – a my jesteśmy jego dziećmi, byłby z Pana bardzo zadowolony…

W ogóle się nie można tego doczytać. Katolików lubię, bo po prostu lubię ludzi. Ale rzeczywiście z Bogiem nie mam wiele wspólnego.  Ale lubię jak mi ludzie o nim opowiadają. Bo lubię słuchać o miłości.

Najważniejsze jest chyba, że swoją działalnością pomaga Pan innym. Kiedy przeczytałam jak mówił Pan w wywiadzie o swoich rodzicach – poczułam, jakby mnie ktoś po duszy pogłaskał.

Prowadzę tajny profil na Facebooku dla znajomych, na który wrzucałem przed chwilą zdjęcia m.in. z wakacji  z tatą w Pradze. Posty cieszyły się niesamowitym zainteresowaniem. Tata, czyli Jerzy Szczygieł jest strasznie zabawny. Kiedy wrzuciłem jego zdjęcia na profil zapytał, co tam o nim piszę. Kiedy dowiedział się, że już pięćdziesiąt osób go pozdrawia, zaproponował: tylko nie pisz im broń Boże, ile mam lat. To co mogę pisać? Poinformuj  ile ważę: 78 kg i 80 deko, ale nago! Po nim mam apetyt na ludzi i tak jak on chętnie z każdym porozmawiam.

Rozmawiać też trzeba umieć…

Jako reporter idąc do kogoś do domu nie zaczynam od razu od trudnych pytań. Kiedy wchodząc  widzę rower, zaczynam od pytań o przerzutki, wtedy pęka napięcie i tak po godzinie domownicy się orientują, że w ogóle nie rozmawiamy o sprawie, w której przyjechałem. Potem domownicy proponują mi zupę i pojawia się moment, by zapytać o to, co potrzebne do reportażu.

W takich sytuacjach, niektórzy mogą powiedzieć za dużo.

Wtedy sugeruję takiej osobie by się zastanowiła, czy na pewno chce o tym mówić. W talk show  „Na każdy temat” zdarzały się odcinki, kiedy pokazywaliśmy dwadzieścia procent z tego, co nagraliśmy. Ludzie nie zdają sobie sprawy z siły mediów. A ja czuję się za nich odpowiedzialny.

Ludzie otwierają dusze przed Panem w ilościach niesamowitych. Czy to nie jest obciążające?

Nigdy się nie przejmę cudzym życiem, tak jak swoim. Nie będę udawał przed panią kogoś, kim nie jestem. Jak siedzę i słucham zwierzeń, to myślę, jaki tekst z tego wyjdzie, w jaką formę go ubiorę. Był tylko jeden reportaż, który pisałem przez osiem miesięcy, a  gdy już się ukazał i zacząłem go czytać, musiałem się od razu upić. To był tekst o nauczycielce, która zamordowała swojego pasierba. Za tę historię dostałem Tytuł Dziennikarza Roku 2013. Więcej takimi historiami nie będę się zajmował.

?

Mam dla swoich bohaterów ciepło, ale i chłodek. To jest tak, jak śpiewała Małgorzata Ostrowska w piosence „Droga pani z TV”: Niby daleka, a czuła jak matka, raz jak podlotek, raz jak prababka. Nie jestem ani księdzem ani terapeutą, tylko miłym facetem, który lubi słuchać.

I co fajne, nigdy Pan nie ocenia ludzi. Nawet o morderczyniach nie mówił, że to potwory.

Nie wolno mówić innym, że ich życie jest inne niż sobie wyobrażałem. Czasem współczuję swoim bohaterom. Kropka.

Wzruszają pana ludzie?

Rzadko, ale są wyjątki. Ciągle wzrusza mnie historia policjanta z Czech, który wychował się w rodzinie niewierzącej, a w wieku czterdziestu lat otrzymał łaskę wiary. Ochrzcił się w kościele pośród innych osób, wśród których była staruszeczka około dziewięćdziesięciu lat. Powiedział mi, że jest szczęśliwy, że odkrył Boga wcześniej niż ona. Ciągle mnie to wzrusza i nie wiem dlaczego.

Jak na takiego zdeklarowanego ateistę, sporo w „Projekcie: Prawda” historii z Bogiem w tle…

Tak, jest tam na przykład taka opowieść o dyrektorce marketingu, której Jezus z krzyża spada na głowę.  Dostałem od niej ostatnio maila, w którym poinformowała mnie, że ciężko zachorowała. Odpisałem jej, żeby  pamiętała o tym „znaku”, że ten Jezus, który dawno temu spadł na nią,  chciał jej powiedzieć, że będzie ją chronić. Wzięła to sobie do serca, dało jej to  siłę i z tego co wiem, powoli wraca do zdrowia. I nie ma znaczenia, że ja nie wierzę. Jeśli ona uzna, że to był znak i Jezus będzie ją chronił, to tak się stanie, ponieważ jej organizm też uzna, że Jezus ją chroni.

A Pan na kim się opiera jak coś się dzieje?

Tego, na kim się mogłem oprzeć bez względu na wszystko już nie ma między nami. Mam wypróbowanych przyjaciół, a przede wszystkim mam siebie. Bycie ateistą sprawia, że musimy więcej od siebie samych wymagać, mieć więcej siły niż wierzący. Życie bez Boga to dość trudne zadanie.

Moja kumpela mówi, że jak odchowa dzieci, to może już tam spadać, bo po co tu tak długo siedzieć. Wyobraźmy sobie, że trafia tam i Pan… siedzi sobie na chmurce ze wszystkimi swoimi książkami i mówi do władcy tamtego świata: Patrz Pan – jak się przede mną ludzie otwierali i się zwierzali…

O nie! Jak się okaże, że coś tam naprawdę jest, taki  pyszny nie będę. Wtedy poczuję, że jest ktoś doskonalszy i inteligentniejszy ode mnie. W ogóle unikam takich ludzi.

Kogo na przykład?

Pisarza – Janusza Rudnickiego. Napisał mi maila, że go unikam. Odpisałem mu, że to prawda, bo unikam dowcipniejszych i mądrzejszych od siebie. Na co mi odpisał, że muszę być bardzo samotny. O! Możemy powiedzieć, że dlatego unikam też Jezusa.

Kończąc wątek niebiański. Kogo chciałby Pan zobaczyć na wejściu w przestworza?

Mojego najbliższego przyjaciela, który już nie żyje. I może Beatę Pawlak, dziennikarkę, która zginęła w zamachu na Bali i Waldka Goszcza, modela. Bardzo ich lubiłem.

W sumie Panu się pewnie tam nie śpieszy, bo ma Pan fajne życie.

Mam nawet bardzo fajne życie, dopóki sobie nie przypomnę, że nie mam fajnego życia. 🙂

Na zakończenie zapytam o receptę jak zrobić sobie raj na ziemi… seks, wino i pisanie?

O, przepraszam, w moim przypadku odmienimy kolejność.  Pisanie, wino i seks. Czytanie pięciu książek równocześnie, leżenie na kanapie i czytanie po czesku. Można też – jak ja – trochę poćwiczyć na siłowni i  pojeździć  na rowerze (który akurat mi kolega sprzedał za wino). Ale ważniejsze od tego wszystkiego, to mieć coś do dania innym. Kiedy widzę obok siebie uśmiechniętego i zadowolonego człowieka, to w mojej głowie szaleją te wszystkie dopaminy jak podczas pisania, picia wina i seksu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s