Radość ze zrobienia milionowego zdjęcia

O fenomenie Michaela Jacksona, wyciąganiu „duszy” z modeli, radości ze zrobienia milionowego zdjęcie, tajemnicy fotogeniczności Catrin Deneve, kobiecości singielek i  o tym jak zostać rozchwytywanym fotografem Nowego Yorku i zrobić idealny portret – mówi Czesław Czapliński:  artysta, fotograf, dziennikarz i dokumentalista. Mieszka w Nowym Jorku i Warszawie.

58839302494KS

W czasach, kiedy ludzie robią sobie wszędzie selfi– zdarza się, i Panu zgrzeszyć wrzucając kawałek siebie do sieci? 

Nie robię tego, ale nie dlatego, że widzę w tym coś złego, bo przecież w  XXI wieku komunikujemy się głównie obrazami, czyli poprzez fotografię i film. Wysyłając swoje zdjęcie drugiej osobie, chcemy jej coś opowiedzieć o sobie. Ja wolę być z drugiej strony aparatu. Zdjęć, na których można zobaczyć jak wyglądam jest niewiele.

Chyba, że w czasie sesji ktoś je Panu  zrobi.

Często się tak zdarza, że artyści zabierają mi aparat, kiedy są zmęczeni pozowaniem. Tak, było z Wojciechem Fangorem, który po sesji wziął aparat i zaczął robić mi zdjęcia. Często publikuję  portrety, które zrobiła mi Beata Tyszkiewicz. Jednak nie zawsze tak jest. Ostatnio, na przykład przygotowując wystawę zdjęć Jerzego Kosińskiego (od red. otwarcie w maju  w 25. rocznicę śmierci pisarza) znalazłem swoje pamiątkowe zdjęcie z Jerzym. Pochodzi z 1988 roku, kiedy przylecieliśmy z Nowego Jorku  do Polski na nagranie do legendarnego programu telewizyjnego Studio 2.

Jak to się w ogóle stało, że został Panu znanym fotografem w Nowym Jorku? Dla niektórych to marzenie w typie tych nierealnych…

Nie zgadzam się z tym, bo przecież chcieć to móc. Z takim nastawieniem poszedłem do dużego, prestiżowego studia fotograficznego ze swoim portfolio, by znaleźć pracę. Właściciel zapytał mnie: co umiem? Odpowiedziałem , że wszystko. On pokiwał głową, że to nie jest możliwe: że jak to wszystko? Według niego można  było się znać, ale osobno na fotografowaniu portretów, mody czy martwej natury. Na wywoływaniu zdjęć, powiększaniu, ale nie na wszystkim… I tak się zaczęło.  

Jak się Pan przygotowuje do sesji? Poznaje Pan wcześniej  modela.

Staram się dowiedzieć  możliwie, jak najwięcej. Aby z kimś nawiązać kontakt w czasie zdjęć, trzeba dużo wiedzieć, a to bardzo pomaga.

W tym tkwi tajemnica dobrego portretu?

Osoba fotografowana/model, musi poczuć, że to co robimy jest poważną sprawą. Wtedy nie ma problemu nawet z najbardziej szalonymi pomysłami. Portret powstaje bardzo szybko, bajki, że ktoś kogoś męczył przez kilka godzin i wreszcie coś wydobył, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Zdarza się, że ktoś przychodzi na sesję i zaczyna pozować, udawać,  jak wtedy wyciągnąć z niego „duszę”?

Aparat jest bezlitosny. Od razu widać fałsz. Aby pokazać duszę, musi coś zadziać się między fotografem, a modelem.

Mówi się, że dobrzy modele  „czują” obiektyw. Co to właściwie znaczy?

Kiedy w 1979 roku wyjeżdżałem z Polski do Nowego Jorku myślałem, że nie ma ludzie nie fotogenicznych. Trzeba tylko się postarać. Pierwszą osobą, jaką tam fotografowałem była aktorka Brooke Shields.  Zrobiłem trzy filmy, czyli prawie sto zdjęć. Każde było do wykorzystania. Wtedy zacząłem analizować zdjęcia i doszedłem do wniosku, że najlepiej wychodzą na fotografiach osoby o określonej budowie twarzy. Oczywiście, znaczenie ma też oświetlenie i ustawienie.

Fotografował Pan z bliska Michaela Jacksona. Jak go Pan wspomina?

56ba654701262 (1)

Wizerunek medialny Michaela nie ma nic wspólnego z tym jaki był. Jackson był niezwykle skromnym geniuszem. Natomiast jego „sława” nie jest do porównania z nikogo  innym. Fotografowałem dwie wizyty Jana Pawła II do Polski. Widziałem, jak ludzie drżeli  podchodząc do niego, ale przy Jacksonie tracili przytomność z wrażenia.

Woli Pan fotografować kobiety czy mężczyzn?

Nie ma znaczenia. Jest pewnie taka sama ilość próżnych mężczyzna, jak i kobiet. Zasada jest prosta, czym większa postać, tym skromniejsza. Puszą się ci, co niewiele mają do powiedzenia. Pamiętam, jak Ryszard Kapuściński, z którym się przez lata przyjaźniłem, potrafił słuchać prostych ludzi na ulicy. Powtarzał mi wielokrotnie, jeśli nie potrafisz słuchać, to do niczego nie dojdziesz.

Fotografował Pan kiedyś kobietę, o której pomyślał , że: to jest prawdziwa dama?

W Polsce niedaleko mnie mieszkała Nina Andrycz. Często zapraszała mnie do siebie do domu, jak również na premiery do Teatru Polskiego, gdzie grała. Zawsze było to ciekawe przeżycie. Nieopodal mieszka też Beata Tyszkiewicz, która również jest prawdziwą damą. Żyje zupełnie normalnie, kupuje w sklepie ten sam ser co ja. Pamiętam, jak kiedyś pomagała mi zrobić wystawę w Moskwie i pojechała tam ze mną. Uznanie i sława, jaką cieszy się  tam Beata, przechodzi ludzkie pojęcie. Kiedy zwiedzaliśmy Muzeum Puszkina – panie, które w salach pilnowały zbiorów „rzucały się” na Nią z prośbą o autograf..

Ile zdjęć liczy Pana archiwum?

Zbliżam się niebezpiecznie do miliona. Sporo miejsca zajmują negatywy, slides, odbitki, ale to już historia. Teraz wszystko zapisuję na dyskach. Tu główną rolę odgrywa baza danych, która pozwala  w ułamku sekundy z kilkuset tysięcy zdjęć znaleźć, to co chcę.

Świat staje się coraz doskonalszy tak, jak i sprzęt fotograficzny. Interesuje Pan się tymi ciągłymi nowinkami?  A w ogóle to wywołuje Pan jeszcze zdjęcia?

W 1998 roku kupiłem pierwszy aparat cyfrowy i od tego czasu używam już tylko zapisu cyfrowego.  Zdjęcia zapisuję w systemie RAW, a potem opracowuję je w ciemni cyfrowej na komputerze  z zastosowaniem Photoshopa. Niedawno skończyłem książkę pt. Jak fotografować cyfrowo? Czesław Czapliński zdradza sekrety, to opis ponad czterdziestoletniego zajmowania się fotografią. Mimo to zakładam, że ciągle się uczę.

Czy jest ktoś na świecie, komu mógłby Pan nawet zapłacić, żeby tylko móc go sfotografować? 

Aż tak nie myślałem. Na początku bardzo mi zależało na ważnych osobach, wiedząc, że mając je, będzie łatwiej z innymi. Teraz, zastanawiam się najczęściej, kiedy daną osobę fotografowałem. Dziś dla przykładu w Ameryce, są bardzo pożądane zdjęcia Donalda Trumpa, który bije rekordy popularności, jako kandydat na prezydenta z ramienia partii republikańskiej. Pierwszy raz fotografowałem go w 1985, a potem jeszcze wielokrotnie. W 1991 r. poświęciłem mu dwie strony w moim albumie TWARZĄ w TWARZ/FACE to FACE do którego cztery eseje napisał Jerzy Kosiński. Nadal, gdyby była szansa na ciekawe zdjęcia Trumpa, chętnie bym je zrobił.

Czy po zrobieniu miliona zdjęć ma Pan wciąż radość z fotografowania? 

Fotografia jest moją pasją i sposobem na życie, więc ciągle mnie  fascynuje. Oprócz fotografowania, również piszę oraz robię filmy dokumentalne, bo to w sumie ożywione kadry zdjęciowe.

Fotografował m.in.: Bernarda Bertolucciego, Cindy Crawford, Catherine Deneuve, Umberto Eco, Jane Fondę, Michaela Jacksona, Calvina Kleina, Jerzego Kosińskiego, Sophię Loren, Shirley MacLaine, Lizę Minnelli, Richarda Nixona, Susan Sontag, Tinę Turner czy Andy’ego Warhola. 

Autor i współautor 42 albumów i książek oraz ponad 100 wystaw na całym świecie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s