Im wyżej tym lepiej!

wspinaczka

 

Zaczęło się od harcerstwa, potem były obozy wędrowne w górach, rajdy. A nad wszystkim unosił się duch przygody. Wspinaczka po miejscach, które przeciętny turysta nazwie przepaścią to kontynuacja jej  młodzieńczych wypraw, ale poważniejsza i bardziej niebezpieczna. Gosia Grabowska, bo o niej mowa dla rozrywki kąpie się zimą w przeręblach ze względu na „zwiększoną dawkę endorfin”. W ubiegłym roku w zimie w Tatrach była 12 razy i spędziła tam 34 dni. To naprawdę niezły wynik, zważywszy na to, że mieszka w Warszawie i jak każdy musi też pracować. Jest posiadaczką wielu talentów, w tym zdolności do tworzenia blogów i innych projektów, w których osoby z głową na karku i dystansem do świata są mile widziane.

Wisząc w środku 200 m ściany (Zamarłej Turni) w Tatrach w Dolinie Pięciu Stawów usłyszała od turystów, którzy szli szlakiem:  o rany, ale goście, nieźli są, mocni zawodnicy.

Wspinaczka górska to pokonywanie terenu górskiego tam, gdzie jest on zbliżony do pionu. Od zaawansowanej turystyki górskiej różni się tym, że poruszamy się w znacznym stopniu przy użyciu rąk, a do asekuracji wykorzystujemy specjalistyczny sprzęt wspinaczkowy (lina, uprząż, haki, itp.).

Z kolei od wspinaczki skałkowej różni się tym, że drogi pokonywane w ten sposób są długie (np. 200-500 m w pionie) i wymagają dostania się w teren górski, co wiąże się z 2-3 godzinnym marszem.  W skrócie jest to poruszanie się w terenie górskim, który przeciętny turysta nazwałby „przepaścią” 😉 – tłumaczy Gośka.

Czy mężczyźni  bywają zaskoczeni jak widzą kobietę na górskiej ścianie? Pewnie tak, bo kobiety na skałkach to mniejszość, ludzie z góry, choć stoją na dole i nie wiele widzą, zakładają, że wspinają się głównie mężczyźni. Może dlatego, że to jest niebezpieczne.

– We wspinaczce górskiej nasze bezpieczeństwo w dużej mierze zależy od nas samych. Choć istnieją obiektywne zagrożenia, jak spadające kamienie, to jeśli sumiennie przyłożymy się do tego, aby zachować wszystkie środki ostrożności, to ryzyko jest porównywalne z tym, które ponosimy na drodze, jadąc samochodem.

Ryzyko, to drugie imię Gosi. Kilka lat temu odbyła samotną podróż do Chin… tych nie dla turystów. Prowadziła bloga z podróży, na którym opisywała jak jechała w nieznane ze swoimi potencjalnymi pracodawcami, którzy nie do końca znali język angielki.

– No właśnie tu nie chodzi o ryzyko, tylko o przygodę! Przygoda to pójście w nieznane, podjęcie jakiegoś wyzwania, które stanowić będzie próbę charakteru. Tak jest ze wspinaczką górską i tak było z moim prawie pięciomiesięcznym pobytem w Chinach, gdzie pracowałam jako nauczycielka angielskiego. Lubię sprawdzać się w nowych sytuacjach, lubię zbierać nowe doświadczenia, uczyć się świata.

– Każda przygoda i każda podróż uczy mnie czegoś o sobie – np. tego jak zachowuję się w różnych sytuacjach. Dzięki nowym sytuacjom uczę się też zaradności i opanowania nawet w najgorszych momentach.

Najtrudniejsze momenty są te, gdy na górskiej ścianie wchodzi się gdzieś przez pomyłkę, w wyniku zabłądzenia – tzw. „zapych” w żargonie wspinaczkowym. Często teren staje się bardzo trudny do wspinaczki, a możliwości asekuracji przy pomocy sprzętu również stają się niewystarczające. Wtedy trzeba zachować naprawdę zimną krew i wymyślić, jak wycofać się z takiego miejsca.

– Wspinanie to dla mnie sposób na mierzenie się z własnymi słabościami, na lepsze poznanie siebie oraz na spojrzenie z dystansu na codzienne sprawy. Gdy wracam z gór bardziej doceniam to co mam, mniej przejmuję się błahostkami oraz z większym przymrużeniem oka spoglądam na „wielkie” problemy „wielkiej” polityki.

37039719_10155739920407874_7371225213599481856_n.jpg

Zdaniem Gosi właśnie we wspinaczce górskiej nie do końca chodzi o zdobywanie szczytów, ale o zdobywanie ich nie najprostszymi drogami. Na większość tatrzańskich szczytów prowadzą łatwe turystyczne szlaki. Jednak to, co najbardziej cenione jest wśród wspinaczy, to pokonywanie trudnych dróg, które umiejscowione są na pionowych ścianach.

– Bardzo zadowolona jestem z trzydniowej „łańcuchówki”, czyli swojego rodzaju wspinaczkowej wycieczki, podczas której wspinaliśmy się z kolegą na kolejne szczyty dzień po dniu, nie wracając do schroniska, tylko biwakując w dolinach lub na szczytach.  W ten sposób wspięliśmy się wschodnimi ścianami na trzy z czterech najwyższych szczytów Tatr słowackich – Łomnicę (2 634 m), Durny Szczyt (2 623 m) i Lodowy Szczyt (2 627 m).

Wysokości robią wrażenie, wejść na szczyt jest ok, ale potem trzeba jeszcze z niego w miarę bezpiecznie zejść.

Proza wspinaczkowa jest taka, że szczyt to często dopiero połowa sukcesu. Ze szczytu trzeba jeszcze zejść, co również jest niekiedy ryzykowne. Dlatego satysfakcją ze wspinaczki można cieszyć się dopiero w schronisku. Na szczycie trzeba pozostać skoncentrowanym, aby sprawnie zaplanować zejście. 

Gosia nie lubi mówić o sobie, namówienie jej na ten materiał na nowy i nieznany blog nie było łatwe, bo ona jest typem zawodnika, który robi swoje, a nie chwali się tym całemu światu. Szczególnie, że teraz jest na etapie rehabilitacji stopy – walkę w trakcie jej leczenia relacjonowała w formie górskiej wyprawy, bez zbędnych emocji – po prostu takie miała zadanie do wykonania. Ten etap nadal trwa, ale już niedługo – Gośkę ciągnie w góry, bo jak napisał w swoim wierszu ksiądz Roman IndrzejczykTak twórca wymyślił, że Góry powstały, bliżej tu do Boga! A spotkany człowiek też bardziej przyjazny.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s