Razem z mężem byliśmy w łóżku raczej ludźmi czynu niż refleksji filozoficznej

35889276_2167770330122449_7351930017187627008_n

Znam cię od wielu lat, ale chyba poznałam Cię dopiero, kiedy napisałaś do mnie takie zdanie „Po co tu (na ziemi) tak długo siedzieć”. Wiara jest chyba ważną częścią Twojego życia?

Twierdzenie, że życie nie ma sensu, nie ma dla mnie sensu. Jeżeli znalazłam się tutaj, to jednak po coś, i to coś muszę znaleźć. Czuję się jak pirat poszukujący skarbu, który wcale do niego nie należy. Wiara też do mnie nie należy, ale dostałam ją za darmo. Dzierżę jak wyłowioną z oceanu butelkę z zatartą mapą. Studiuję mapę, podpływam na różne wyspy i robię zamieszanie. Jak prawdziwy pirat, mam bandę, która przeraża porządnych obywateli. Krzyczy, sika po krzakach i niedokładnie myje zęby.

Ja, jak i wielu znajomych zawsze kojarzyło cię z femme fatale, kobietą poetką, z pociągającym uśmiechem i szalonymi pomysłami. W którym momencie życia stwierdziłaś i jakie były okoliczności, że postanowiłaś założyć rodzinę i zostać mamą?

Założenie rodziny to chyba najbardziej szalony i poetycki pomysł, jaki mi się w życiu przydarzył. Co do zniewalającego uśmiechu, powłóczystych spojrzeń i zasypiania o poranku, niewiele się zmieniło. Mam znajomego, który ciągle szepcze w łóżku w uszko, że jestem dla niego femme fatale, nawet bardzo fatale. Innymi słowy, szalone pomysły się nie skończyły. Wręcz przeciwnie, realizują się na co dzień.

Jeśli chodzi o świadome postanowienia, to w kwestii rodziny miałam jedno stanowcze: nie chcę mieć żadnej rodziny! Od dłuższego czasu cieszę się więc raczej nieprzewidywalnością losu niż betonowaniem życia w excelowskich tabelkach.

Masz 6 dzieci, pracujesz w szkole przy ambasadzie. Czy Ty jesteś supermenką?

Nie. Byłabym, gdybym pokonała fizyczność. A mi nie zależy, bo fizyczność bardzo i owszem. Ja po prostu – jak to mówią – swoje robię, odpocznę w grobie.

Czym się kierujesz wychowując dzieci, można się nauczyć wychowywania?

Można się nauczyć, ale w niewielkim stopniu. Nawet z książek psychologicznych można się czegoś nauczyć. Najtrafniej powiedzieć, że w wychowaniu trzeba się kierować miłością, a i to nic nie powiedzieć. Konkretnie więc zalecałabym poświęcenie młodzieży czasu i uwagi, żeby poprzestać na abecadle edukacji rodzicielskiej.

Teraz rodzice są lekko skręceni w stronę dzieci i wielu z nich traktuje dziecko jako misję życia. Żyją życiem dziecka, ciągle o nim mówią. W Twoim przypadku byłoby to chyba dość trudne…

Przy dużej gromadzie łatwiej zrozumieć, że dzieci to nie my. Łatwiej odpuścić, bo szybciej się usamodzielniają i okopują własne przyczółki. Jednocześnie nigdy nie są samotne, choćby ze względów praktycznych, bo rodziny wielodzietne na ogół nie mieszkają w Pałacu Buckingham. Rodzicowi dobrze służy pokora wobec losu i jego niespodzianek.

O dzieciach najchętniej rozmawiam z mężem. Na zewnątrz tylko, gdy ludzie pytają, bo wiem, że cudze dzieci nie muszą budzić zainteresowania.

Łatwo jest pozwolić dzieciom żyć swoim życiem?

W dużej rodzinie trudno sprzeciwić się samodzielności, bo ona rodzi się naturalnie. Starszaki obierają swoje ścieżki, nawet nie wiesz kiedy, bo w tym czasie uspokajasz drobnicę albo zmieniasz pieluchy.

Jakie wartości wpajasz swoim dzieciom?

Najważniejszy jest Bóg. Jeżeli będzie na pierwszym miejscu, pozostałe wartości znajdą swoje miejsce. I dobro, i piękno, i prawda.

Mniej górnolotnie rzecz ujmując, chciałabym, żeby moje dzieci umiały kochać i żyły w wolności. Wtedy będą miały życie pełne przygód. Pirackie.

Jak to jest być mamą tylu dzieci, każdy coś od ciebie chce. Czujesz czasem, ze one cię pożerają? 😉 Każdy chce cię mieć tylko dla siebie?

Tak, chcą mnie i męża na wyłączność, ale tylko małe. Fizycznie trudno to ogarnąć. Nie dosypiam od lat i biegam jak na dopalaczach. Każdemu staram się poświęcić uwagę. Na bieżąco zajmuję się ich sprawami szkolnymi itp.

Nastolatki tak nie nalegają na kontakt. Układ niepostrzeżenie się odwraca. To ja muszę o nie zabiegać, chodzić na ich zawody sportowe i wałęsać się po podwórku. Dużo z tego mam dobrego: znajomości z ludźmi z dzielnicy i samopomoc sąsiedzką.

Czy można przypuszczać, że nie ma w tobie ani trochę egoizmu, bo dałaś dużo nowego życia, czyli urodziłaś z radością nowe istoty?

Rodzenie istot to tajemnica natury. Jak mówiłam, niewiele się nad tym rodzeniem zastanawiałam. Razem z mężem byliśmy w łóżku raczej ludźmi czynu niż refleksji filozoficznej. Dlatego nawet trudno mi uznać, że wszystko się stało z egoistycznej potrzeby szczęścia. Bo z potrzeby poświęcenia się na ołtarzu nie wiem czego to się nie stało na pewno.

Czego najbardziej się boisz w kwestii swoich dzieci? W kwestiach duchowych, czy jest coś czego szczególnie nie chcesz, ich spotkało?

Nie chciałabym, żeby były zadowolone z siebie. Niech się nigdy nie nasycą życiem. Niech czerpią zeń pełnymi garściami. Życie bowiem jest tak ciekawe i barwne, że zawsze pozostawia niedosyt. Kto go czuje, ten czuje, że żyje.

Masz czas wolny dla siebie i co wtedy robisz?

Jeżdżę na rowerze, pływam i szyję ubranka dla lalek, nie tych moich – żywych – tylko dla prawdziwych. Właściwie dla moich lalek też trochę szyję.

Dużo czytam. Mamy w naszej wsi klub literacki. Czytamy uzgodnione lektury i sobie o nich dyskutujemy. Czasami organizujemy też wieczory autorskie z pisarzami. Osobiście przepadam za młodą literaturą polską. Lubię zwłaszcza paru chłopaków piszących po męsku. Mój mąż preferuje młode pisarki…

Co planujesz robić, gdy dzieci pójdą swoją drogą?

Mam nadzieję, że będę mogła poniańczyć wnuki, bo trudno znoszę ciszę. Cisza panuje na cmentarzu. Jeżeli więc będzie u mnie głośno, to będzie dobrze.

Skoro jednak zabraknie bandy pirackiej, mam nadzieję pohasać jeszcze z mężem po łąkach. Zdarza się, że małżeństwa z długim stażem nie mają o czym rozmawiać. My póki co mamy całą kolejkę tematów.

Kiedyś kochałaś teatr, nie brakuje ci go teraz?

Nie chodzę tak często jak niegdyś, ale uparcie chodzę. Mocne doświadczenie życiowe – a wielodzietność można chyba za takie uznać – wyostrza odbiór. Pozwala wykryć na scenie ściemę, bo odpada element młodzieńczej egzaltacji, przez którą zdarzało się połykać badziewie. Nie mam klapek na oczach. Żądam opowieści o sprawach ważnych i konkretnych. Jeżeli nie znajdę jej na scenie, wolę pogrzebać z maluchami w klockach. Więcej się w ten sposób nauczę. I więcej przeżyję.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s