Jerzy Płażewski – człowiek, który obejrzał 14,5 tysiąca filmów

e88be0ce-0929-4dd2-a044-2f6215600fe1

Pamięta Pan swoją pierwszą recenzję?

Jeszcze w czasach licealnych prowadziłem notatki w dzienniczku lektur filmowych. Z zapisanych tam filmów dwa były mi najbardziej bliskie i otrzymały ode mnie najwyższą notę… Były to  film „Płomienne serca: oraz „Towarzysze broni”  wielkie działo Jeana Renoira, które przeszło do historii kina. Natomiast do napisania pierwszej drukowanej recenzji  – z filmu „rodzina Froment” – namówił mnie, już po wojnie, Tadeusz Konwicki. Ukazała się w tygodniku kulturalnym  „Odrodzenie”.

Na co zwraca Pan uwagę oglądając film?

Najważniejsza w kinie jest publiczność. Staram się zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej reaguje.

Czyli reżyser robiąc film powinien wiedzieć, co chce przekazać, a Pan, jako krytyk umieć to dostrzec.

Dokładnie tak. Bywa jednak, że reżyser dziecko swojej epoko – robi to nieświadomie. Stąd często czytamy w wywiadach z twórcami, że nie spodziewali się takiego odbioru. Czasem też świadomy zamiar reżysera wychodzi topornie i dydaktycznie. A to niedobrze, bo widz powinien przede wszystkim czerpać z filmu przyjemność.

A nie jest ta, że film, jak literatura powinien zmuszać odbiorcę do myślenia, czy na coś zwracać mu uwagę?

Nie uważam, że należy traktować film, jako źródło informacji. Od tego jest kino dokumentalne czy oświatowe. Widz powinien czerpać z kina przyjemność. Jednym dają ją westerny, a inni znajdują ją u Bergmana czy Felliniego.  Tu oprócz przyjemności odczuwanej z obcowaniem z takim dziełem powinny rodzić się myśli, krytyczne uwagi i obserwacje.

Jaki film dał Panu najwięcej przyjemności?

„Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, film o pierwszych dniach wolności ze znakomitym Zbyszkiem Cybulskim w roli Maćka Chełmickiego. Jeśli  idzie o współczesnych twórców to filmy Woody Allena. Znakomity komizm, o który zawsze trudno. Ktoś może powiedzieć, że jego filmy są do siebie podobne. Filmy Chaplina  też były do siebie podobne, a  były genialne. Mimo, że nie grzeszyły nadmiernym artyzmem fotografii. Obraz jednak nie był w nich tak ważnym elementem. Piękno jego konstrukcji nie miało takiego znaczenia jak we wspomnianym „Popiele i diamencie” gdzie scena z Chrystusem odwróconym do góry nogami lub białe konie zastąpione banalnymi obrazkami nie miałyby spodziewanej wymowy.

Czy jakieś filmy miały wpływ na Pana sposób widzenia świata?

Neorealizm włoski.  Było w nim coś  nowego, odmiennego od przedwojennego, salonowego kina polskiego czy ówczesnej działalności hollywoodzkiej. Rozwieszona na sznurkach bielizna w dzielnicach robotniczych udowodniła mi, że kino może pokazywać prawdę. Natomiast dzięki „Obywatelowi Kane” Orsona Wellesa przekonałem się, że życie drugiego człowieka jest tajemnicą. Ma wiele zakamarków, w które nie każdy może się zagłębić.

Jak widzi Pan rozwój polskiego kina?

Zalew filmów hollywoodzkich, które zawładnęły naszymi ekranami, spowodował podglądanie warsztatu tych filmów. Wielu reżyserom wydawało się, że jak będą zręcznie je naśladować  to publiczność będzie przy nich. W pewnej mierze to się sprawdziło, ale to sprawdzian na krótką metę – jesteśmy już zmęczeni agresją i przemocą na ekranie.

Że  jest nadal miejsce na kino autorskie, bardziej europejskie udowodnił tegoroczny festiwal w Wenecji, na którym obok hollywoodzkich doceniono filmy o europejskiej twarzy: „Złodzieja” Pawła Czuchraja i „Historie miłosne” Jerzego Stuhra. Te filmy o „ludzkim cieple” zauważyli także krytycy amerykańscy. Przedstawiały bohaterów myślących nad sobą i sensem życia. To są przecież pytania, które każdy sobie zadaje. Może nasi twórcy powinni podążać tą drogą i zacząć kojarzyć się „polskim ludzkim ciepłem”.

Krzysztof Piesiewicz powiedział mi, że żaden z polskich reżyserów nie zwrócił się do niego z prośbą o napisanie scenariusza. Znów nie umiemy docenić tego, co mamy?

Z lekcji Kieślowskiego, która została potwierdzona na całym świecie, nie wszyscy wyciągnęli wnioski… Wydaje się, że wyciągnął je Jerzy Stuhr oraz Krzysztof Zanussi.  Obydwaj tworzą w sposób nowy, oryginalny, bez małpowania, ale na tej samej fali, co Kieślowski.

Na czym polega sprawiedliwa ocena dzieła?

Na ponoszeniu intelektualnej odpowiedzialności za to, co się pisze, jak się ocenia i jak się widzi wszystkie konsekwencje. Dam przykład. Bardzo wiele filmów ostatnio jest niestety poświęcone przemocy, gwałtom i rozlewowi krwi. Dodatkowo zalewa nas fala przestępczości.  W sposób „nieintelektualny” postąpiło tegoroczne jury w Cannes, wyrzucają z werdyktu filmy o przemocy. Moim zdaniem jest to niesłuszne, ponieważ przemoc jest bardzo istotnym zjawiskiem. Na jej temat powstają i cyniczne, zewnętrznie efektowne dzieła, i takie, które pokazują jej korzenie, przyczyny oraz sposób przeciwdziałania. Odpowiedzialność krytyka polega na rozważeniu „za i przeciw” wszystkich racji. Recenzja nie powinna być subiektywnym wrażeniem opartym na kaprysie, lecz właśnie sprawiedliwą oceną dzieła. Przecież po obejrzeniu filmu wiedz powinien dostrzec w niej to, czego sam w kinie nie zauważył.

Co Pan radzi tym, którzy chcą pisać recenzje filmowe?

Uważam, że krytyk powinien działać zdecydowanie, mieć określone preferencje. Trzeba mieć swoje zdanie i upierać się przy nim. Starać się je jak najszerzej wykładać  i logicznie argumentować. Oczywiście trzeba też pamiętać o intelektualnej odpowiedzialności krytyka i skupić się na swoje pracy. Chodzić do teatru czy na koncerty, ale recenzje pisać tylko z filmów.

 

(wywiad z Jerzym Płażewskim przeprowadzony w 2000 roku)

Jerzy Płażewski: krytyk filmowy, historyk kina. Obejrzał ponad 14 000 filmów. Był autorem książek m.in. Historia filmu dla każdego, Szkice filmowe, 200 filmów, które tworzą historię najnowszą kina, Historia filmu francuskiego 1895-1989.

zdjęcie: wikipedia licencja CC

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s