Marzi przypomina, że warto być wdzięcznym

IMG_6265

Marzi to komiskowa opowieść o Polsce lat 80. widzianej oczami kilkuletniej dziewczynki – Marzeny Sowy (rocznik 1979), która swoje wspomnienia spisała, a stworzenie obrazków przekazała we francuskie ręce rysownika Sylvaina Savoia. Dzięki Nim Marzi czyta się z wypiekami na twarzy, bo to powrót do czasów dzieciństwa – wspomnień,  których często już nie pamiętamy – jak te z jeżdżeniem samochodzikami po dywanie lub zatrzymywaniem windy na każdym piętrze, by zdenerwować sąsiadów…

Książka  utrzymana jest w barwach, które od razu kojarzą się z PRL-em i bardzo dobrze, bo pozwala to powoli zanurzyć  się w latach 80.  i wspomnienia łatwiej wracają.

Opowieść zaczyna się od zabijania karpia na święta –  temat wciąż aktualny, mimo upływu czasu. Nadal ryby głosu nie mają, ale za to dzieci, dzięki świadomości swoich rodziców nie muszą już ich zjadać ze łzami w oczach, co niestety czekało w 1980 roku małą Marzi. Na szczęście autorka wspomnień ma dystans do tej sytuacji, bo pisze, że jedząc karpia była zdziwiona,  że mimo, że splunęła troszkę pasty do wanny, w której pływał karp to wigilijna ryba nie ma miętowego smaku…

Życie na klatce schodowej

Kto się wychowywał w bloku pamięta, że ze względu na ciasne mieszkania, życie towarzyskie kwitło na klatce lub przed blokiem. Zatrzymywanie windy na każdym piętrze czy naciskanie dzwonów do drzwi to była znakomita zabawa. Nic jednak nie przebije zabawy Marzi w papieża. Zabawa polegała na odtworzeniu przyjazdu papieża do Polski. Bohaterka przebrana za Jana Pawła wychodziła z windy lub ze zsypu – odziana w suknię ślubną swojej mamy, by majestatycznie pozdrowić zgromadzony tłum, czyli pozostałe dzieciaki. Nie odbywało się też bez ucałowania ziemi i przekazania darów czyli np. starej wycieraczki papieżowi.

Kolory w czarnych okularach

Nasze dzieciństwo to nie tylko radosne dręczenie sąsiadów i jeżdżenie resorakami po dywanie i wannie, ale i pan w czarnych okularach, który oznajmił całemu światu, że oto przejmuje nad nami kontrolę. Wątki polityczne są w komiksie bardzo emocjonujące. I smutne… bo jak pisał Janusz Korczak:

Bo małe dziecko bardzo wiele ma pracy, zanim własny dom zrozumie. Kto starszy, już nie pamięta nawet, jak oglądał pokój, podłogę, sufit i ściany, ile niezrozumiałych i trudnych widział rzeczy, ile niespodzianek i tajemnic spotkał.

A Marzi nikt nie chciał wyjaśnić o co chodzi z tym stanem wojennym, dlaczego jej ukochany tata zostaje przez kilka dni w fabryce, w której pracuje, by strajkować. Po omacku próbuje zrozumieć, o co chodzi, śledzi klapiącą kapciami mamę, która ciągle wychodzi na klatkę schodową sprawdzić, czy jej mąż nie wraca…

Marzena-Marzi (1).jpg

Na smutki zawsze natura

Na szczęście mała Marzi ma rodzinę na wsi. Każde wakacje spędza u najbliższych, gdzie czas płynie spokojnie, ale i dość brutalne otwiera przed nią swoje oblicze przyrodnicze… Kury tracą głowy pod toporkiem cioci, by znaleźć się  w zupie, wujek lubi sobie wypić, a rodzina każe jej zbierać truskawki, zamiast pozwolić Marzi bawić się z rówieśnikami. Ona umie poradzić sobie i z tymi wyzwaniami – przygląda się im z daleka, jako obserwatorka. Umie wyciągnąć wnioski z tego, co widzi i skupia się na pozytywach. Jak na małą marzycielkę przystało, kiedy jedzie na grzyby z tatą, zamiast je zbierać przygląda się im i żałuje, że nie mają twarzy, by mogły do niej przemówić.  Widzi w nich nieśmiałych panów, którzy chowają swoje oblicza pod kapeluszami. Jest przekonana, że gdy tylko nikt nie widzi zdejmują swoje kapelusze i odpoczywają.

Zapach pomarańczy

Dziecko przywiązuje się do lalki, szczygła, kwiatka w doniczce, bo nie ma jeszcze nic więcej i więzień lub starzec tak samo się przywiązują, bo już nic nie mają. (Janusz Korczak)

Nie tylko zapachy z dzieciństwa powracają czytając Marzi, ale jej opowieść to przypomnienie tego, co już niby wiemy, że najszczęśliwsze chwile, to zwykłe chwile, gdy w lesie, po zbieraniu grzybów, możemy trzymać w rękach ciepłą herbatę z termosu. Mając moc  towarów w sklepach – warto sięgać po wymarzoną w latach 80. pomarańczę  – wsadzić w nią nos i poczuć całym ciałem jej zapach… I z wdzięcznością patrzeć na obijanego obecnie z każdej strony Pana z wąsami, dzięki któremu żyjemy w wolnym kraju, a Marzi, czyli Marzena Sowa żyje szczęśliwie w Belgii!

zdjęcia: Archiwum prywatne Marzeny Sowy

https://egmont.pl/komiksy

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s