Aktywiści szukają winnych, a społecznicy szukają rozwiązań

donata 2

Trudno  zacząć rozmowę z Donatą Rapacką, bo ciągle ktoś podchodzi do stolika, by się z nią przywitać i… załatwić jakąś sprawę. Jednemu przeszkadza dziura na ulicy, a inni narzekają na smród przy ulicy Krasińskiego…

– Ciągle przenikają się w moim życiu dwa światy – oficjalny i nieoficjalny. Do pewnego momentu jest to fajne, ale lubię jesień: na przykład mogę spokojnie idąc po Żoliborzu porozmawiać przez telefon, bo nie spotykam po drodze tylu osób.

Ale Ty lubisz działać!

Tak, te spontaniczne spotkania nakręcają mnie do pracy.

Od ilu lat działasz na dzielnicy?

Od ponad 20 lat! Moja rodzina jest pokoleniowo z XII kolonii WSM. Ja też urodziłam się na Żoliborzu. Potem przez lata z rodzicami mieszkałam na Służewie, by wrócić na Żoliborz do mieszkania po babci, już po studiach.

Wróciłaś, bo tęskniłaś?

Tak, moje korzenie zawsze były na Żoliborzu. Przez wiele lat przyjeżdżałam tu tylko na weekendy, ale  strasznie chciałam być dłużej. Gdybym nie była na wygnaniu, nigdy nie doceniłabym mojej dzielnicy! W Żoliborz jest się wrośniętym duchem. To jest tak, jak pisał Kazimierz Brandys „Mam przyjaciół , klasycznych żoliborzan, którzy mieszkają na Marszałkowskiej 18” , bo Żoliborz to stan ducha i określona świadomość.

donata 1

Dużo teraz jest przyjezdnych na dzielnicy. Jak się popatrzy na rejestracje to WX pojawia się na co na szóstym  aucie…

Unikam wartościowania ludzi w ten sposób. Oczywiście są osoby, którzy nie czują żoliborskiego ducha, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za miejsce, w którym mieszkają i wtedy się wyzłośliwiam nazywając ich arywistami (od francuskiego słowa arriver, czyli przybywać). To bardzo staroświeckie określenie „słoików”, którego używało starsze pokolenie.  Pisał o nich np. Jerzy Stuhr nazywając ich „pazernymi arywistami w Krakowie”.

Jaki  jest ten żoliborski duch?

Jest taka definicja Żoliborz, że jest społeczny, zaangażowany, a jego mieszkaniec to społecznik, nie aktywista…

Czym to się różni?

Kiedyś aktywista to był ktoś partyjny w czerwonym krawacie. W języku polskim zawsze był działacz lub społecznik. Wydaje mi się, że dzisiejsi aktywiści są bardziej roszczeniowi, a mniej jest w nich pracy u podstaw. Zawszę wolę mówić o sobie, że jestem społecznikiem, który robi swoje i szuka rozwiązań, a nie wskazuje  winnych.

Których jest więcej w dzielnicy?

donata 13

Nie ma sensu dzielić ludzi, bo najważniejsze jest, że chce się im działać. I to jest niesamowite, że duch tego miejsca wciąż jest żywy. Różne motywy kierują ludzi do pracy, często zaczynają chaotycznie, ale to się potem porządkuje. W naszym Stowarzyszeniu Żoliborzan często pojawiają się osoby z chęcią do działania, ale bez narzędzi ani wiedzy.

Wiedzy?

W Polsce poziom wiedzy obywatelskiej jest dosyć niski. Ludzie często nie wiedzą,  jak napisać pismo, do kogo się zwrócić z interwencją, jakie mają prawa albo za co odpowiada Urząd Dzielnicy czy wojewoda. Mimo to mieszkańcy Żoliborza są bardzo aktywni, co widać było np. przy projektach do budżetu partycypacyjnego.  Duch społecznikowski w nas jest!

Tu zaczęła się myśl spółdzielcza.

Są teorie, że wszystko zaczęło się od dobrej architektury, która była zasiedlona specyficznymi mieszkańcami. Jeśli przyjmiesz, że Żoliborz powstał 100 lat temu, to wiadomo, że tutaj nic nie było. Można było budować szklane domy od podstaw – tę wymarzoną Polskę. Była potrzeba tanich mieszkań dla ludzi, a osoby, które zakładały spółdzielnie miały ideę pomagania innym!

Coraz więcej osiedli na Żoliborzu jest zamykanych, za kodami bram chyba nam wygodniej…

Ja myślę o tych osobach, które przychodzą na konsultacje społeczne. To są ludzie, którzy jak jest niebezpieczeństwo budowy jakiejś trasy przez dzielnicę zjawią się na spotkaniach i pytają, co mogą zrobić, by temu zapobiec. Ale jest też tak, że to działa jak koło zamachowe, jak już ktoś w coś wejdzie to zostaje.

A jak ty się wkręciłaś w to koło?

Z grupą znajomych szukałam starych zdjęć Żoliborza i powoli się wkręcaliśmy w różne działania, zapisaliśmy się do Stowarzyszenia Żoliborzan i działamy, bo ciągle się coś dzieje.

Na czym teraz się skupiasz?

Chciałabym zbierać wspomnienia związane ze spółdzielczością i w ogóle z Żoliborzem od starszych ludzi, którzy dużo pamiętają.

Słyszałam, że mieszkańcy Woli w ankiecie stwierdzili, że zamiast kultury wolą zrobić wspólnie kompostownik… to super pomysł, ale na Żoliborzu by to nie przeszło.

To dobrze, że ludzie chcą zrobić coś wspólnie i jest to bardzo pozytywne. Ale faktycznie, na Żoliborzu nie skończyłoby się na kompostowniku, u nas ludzie zaraz zaczęliby planować kolejne działania w ramach swojej wspólnoty sąsiedzkiej (śmiech).

Donata Rapacka – żoliborzanka, mieszka na XII kolonii WSM, jej miejsca to park Żywiciela i Sady Żoliborskie. Od lat bardzo aktywnie działa w Stowarzyszeniu Żoliborzan. Od 2010 roku jest radną Żoliborza (startowała jako osoba bezpartyjna z ostatniego miejsca na liście PO). Obecnie jest członkiem klubu radnych Żoliborz Demokratyczny i wiceprezesem stowarzyszenia o tej samej nazwie.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s