Emilia Kiereś o romansie z Adamem Mickiewiczem

 

IMG_9330aMłody Mickiewicz miał długie wijące się ciemne włosy, zielone oczy. Był drobnej postury, skromny często zamyślony… z Twojego opisu wygląda na to, że był interesującym mężczyzną, a nie jak mi się wydawało tylko wieszczem od Dziadów z dziwną fryzurą. Jesteś jego wielbicielką od lat, dlatego zapytam: gdybyś miała do wyboru – romans z Adasiem czy balladę, którą napisałby specjalnie dla Ciebie, co byś wybrała?

Od razu sprostuję: opis nie jest mój, tak opisywali Mickiewicza jemu współcześni. Mickiewicz na pewno był interesujący, ale decydował o tym chyba nie tylko wygląd, lecz przede wszystkim charyzmatyczna osobowość.

Wracając do pytania: wolałabym balladę. Jestem monogamistką, nie nadaję się do romansów (śmiech). Ale na herbatę dałabym się zaprosić.

Czytając Twoje komentarze do Ballad i Romansów czuje się, że rozumiesz A.M na wylot.

Nie mam tej pewności, ale przemawia on do mnie, bez wątpienia. Pomysł na tę książkę nosiłam w sobie bardzo długo. Ogromnie lubię „Ballady i romanse”, uważam, że zawarta w nich tajemnica, niesamowity nastrój, bogactwo sytuacji, postaci i opisów wbrew popularnym opiniom mają szansę trafić do współczesnych młodych czytelników. Było mi żal, że te teksty siłą rzeczy, z biegiem lat, stają się niezrozumiałe i że nowi czytelnicy mogą się do nich zniechęcić – chociażby poprzez barierę języka. Długo i solidnie przygotowywałam się do napisania tych komentarzy. Postarałam się znaleźć jak najciekawsze informacje i szczegóły, które mogłyby przyciągnąć dzieci i młodzież do tej lektury.

Stop! Ta książka jest nie tylko dla dzieci i młodzieży. Czytając ją zaczęłam od Twoich komentarzy i na nowo odkryłam stare 😉 Ballady i Romanse. Bardzo mnie cieszyło, że wreszcie wiem dokładnie, o co w nich chodzi. To taka książka do podumania…

To prawda, chyba rzeczywiście to lektura do czytania powoli, taka, po którą sięga się raz po raz, żeby na spokojnie, po troszeczku poczytać sobie wieszcza.

Piszesz, że Mickiewicz nie lubił pisać…

Natrafiłam na takie wspomnienia dotyczące jego dzieciństwa. Opowiadał kiedyś przyjacielowi, że w dzieciństwie czuł wręcz wstręt do pisania, a litery przypominały mu wnętrzności rozgniecionego pająka. Mickiewicz nie lubił samej czynności pisania, ale w końcu chyba musiał się przemóc, bo tworzenie poezji z pewnością sprawiało mu przyjemność. A wiersze zapisywał przecież ręcznie.

Piszesz też w komentarzach do „Ballad i romansów”, że Mickiewicz robił swoje, pisał do samego końca tak, jak dyktowało mu serce. Ty też robisz swoje – a twoja dusza jakby fruwała pomiędzy jego czasami, a współczesnością…

Kto wie, może odnalazłabym się w tamtych czasach, ale mimo wszystko wolę współczesność. I owszem, staram się konsekwentnie robić swoje – piszę książki tak, jak czuję, nikogo nie udając i nie podążając za modami. Moje książki są takie jak ja, i już.

„Ballady i Romanse” to jak piszesz zwrot ku fantastyce. Można powiedzieć, że to była forma ucieczki od rzeczywistości?  Dla Mickiewicza i Ciebie… 😉 

Niekoniecznie – „Ballady i romanse” były manifestem młodego romantyka, te utwory nie miały być ucieczką, tylko w dużej mierze poetyckim zaprezentowaniem własnych poglądów na literaturę, na to, jak powinna wyglądać. Dla mnie też nie są one formą ucieczki, raczej wyprawą w świat pełen tajemnic. Pozwalają mi też podziwiać wspaniały, niepowtarzalny warsztat Mickiewicza.

To rzadko spotykane, ale Ty zanim zaczęłaś pisać byłaś korektorem, redaktorem, więc szacunek ogromny!

Dziękuję, ale wydaje mi się, że to nie aż taka rzadkość, choć mogę się mylić. W każdym razie – można powiedzieć, że poznałam sprawy wydawnicze od podszewki.

… no, i jeszcze mama – Małgorzata Musierowicz i wujek – Stanisław Barańczak. Ładunek dodatni czy obciążający? 

Neutralny, z przechyłem na stronę dodatnią. Mama – to mama, wujek – to wujek. Na ogół nie myślę o nich jak o pisarzach, codzienne rodzinne życie i życie zawodowe biegną równolegle, obok siebie. Nie czuję obciążenia i nie obawiam się porównań. Kiedy człowiek zaczyna pisać, staje się częścią większej całości, świadomie wkracza pomiędzy innych pisarzy, tworzących kiedyś i dziś, i tych, którzy pojawią się w przyszłości. Mogą się wśród nich znaleźć też bliscy – można więc porównywać moje książki zarówno z książkami mamy, jak i z książkami – na przykład – Edith Nesbit. Jedno i drugie jest tak samo uzasadnione, w niczym nie szkodzi, nie wpływa na moją twórczość. Tak już jest.

Żyjemy w świecie korzyści, co nam daje czytanie Mickiewicza?  

Czucie i wiarę! Może nas uwrażliwić, pozwolić się na chwilę zatrzymać. Ale przede wszystkim to wybitna literatura, a obcowanie z taką zawsze przynosi korzyści, zupełnie niewymierne.

Za co tak kochasz Mickiewicza?  

A za co się kocha? Kocha się i już (śmiech). Jego wiersze do mnie trafiają, są mi bliskie, poruszają tę właściwą strunę. Bardzo lubię „Ballady i romanse”, liryki lozańskie, „Dziady”… chyba wszystko zresztą.

Odkładasz książkę, a za oknem…. Aż strach czasem odsłonić firankę. Może dlatego sporo osób pisze teraz reportaże i czyta je, bo one pokazują prawdziwy świat.

Prawdziwy świat to taki, który tworzymy my sami. A „dobra jest więcej, tylko mniej je widać” – ja w to wierzę.

Pragniemy dobra i ciepłych, dobrych prawdziwych ludzi, takich jacy pojawiają się w książkach Twoich i Twojej mamy. Czytałaś w dzieciństwie książki swojej mamy? 

Czytałam w dzieciństwie, czytam do dzisiaj. Bardzo je lubię.

A którą najbardziej? 

Trudno jest mi wybrać jedną. Może to „Noelka”, „Wnuczka do orzechów”, może „Ciotka Zgryzotka”. A może „Pulpecja”. Wszystkie!

Przyznam się, że będąc w Poznaniu, pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po wyjściu z pociągu był spacer na Roosevelta do Borejków. Nie jestem jedyną pielgrzymującą pod ich dom ;-).  Coraz więcej samotności wokół nas. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale Mickiewicz też chyba się izolował skoro pisał: „Nie masz drugiego człowieka, któremu byś w każdej próbie, tak zaufał, jak sam sobie!” ?  

Mickiewicz skupiał wokół siebie ludzi, przyciągał ich – ale w głębi duszy chyba rzeczywiście był trochę samotnikiem. Byłabym jednak ostrożna z uznawaniem tego cytatu za jego osobistą refleksję – pamiętajmy, że ballada to utwór fabularny, a poglądy jej bohaterów wcale nie muszą być jednoznaczne z poglądami twórcy! Oddzielajmy twórcę od stworzonych przez niego postaci, bohaterowie wcale nie muszą wyrażać przekonań autora.

Nad czym teraz pracujesz i co z obiecaną kiedyś przez Ciebie książką o twoich ulubionych poetach?  

W listopadzie ukaże się „Złota gwiazdka”, książka dla dzieci 6-8-letnich. To kontynuacja mojego debiutu, „Srebrnego dzwoneczka”. A książka o poetach… czeka. Do takiej książki trzeba dojrzeć.

Książkę można kupić tutaj

Emilia Kiereś –  autorka i tłumaczka książek dla dzieci i młodzieży, ilustratorka, redaktorka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s