O herod babie, której książka pt. 365 obiadów za 5 złotych przekraczała nakładami powieści Prusa i Mickiewicza!

Lucyna_Ćwierczakiewiczowa_(cropped).jpg

Na swoich książkach Lucyna Ćwierczakiewiczowa zarobiła 84 tysiące rubli. To równowartość czterech majątków ziemskich. Bolesław Prus w swoim dwuwierszu pisał o niej „O czym u nas nie marzył Mickiewicz, to zdobyła pani Ćwierczakiewiczowa”. W Królestwie Polskim, czyli pod koniec XIX wieku żadna inna kobieta nie odniosła takiego sukcesu jak pani Lucyna. Doradzała kilku pokoleniom kobiet nie tylko co zrobić na obiad, ale wydawała książki, kalendarze i promowała zdrowy styl życia. Do dziś niektóre gospodynie, jak choćby żona prof. Bralczyka gotują obiady z jej przepisów.

Książkę o niej pt. „Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia” (wyd. literackie) napisała dziennikarka, Marta Sztokfisz. Czyta się doskonale, a dodatkowo krótkie rozdziały tej pozycji powodują, że po lekturze każdego z nich chcemy się dowiedzieć więcej i nasz apetyt wzrasta do tego stopnia, że nie jesteśmy w stanie nawet na chwilę opuścić historii życia tej wybuchowej narodowej kucharki, która porównywana jest do Julie Child, prekursorki programów kulinarnych i kuchni francuskiej. Co wydaje się też łączyć obie panie, to wspaniali mężowi. Nad którymi obie dominowały i który wspierali je w czasach, kiedy kobiety nie miały specjalnych praw, ani możliwości rozwoju osobistego. Mąż pani Lucyny zgadzał się na jej szalone pomysły, był jej powiernikiem: „Moje czytelniczki muszą mieć pewność, że dobrze wiem, o czym piszę. Wtedy mi zaufają, nieprawdaż Stasiu” – pytała męża szukając potwierdzenia tych przemyśleń. Czytając książkę ma się wrażenie, że Staś miał wypływ na to, że przy ogromnym sukcesie, woda sodowa nie uderzyła jej do głowy. Widać wyraźnie, że pogubiła się po jego śmierci, kiedy to całemu światu wykrzykiwała „Jadę za granicę. Wydałam 13 edycję Obiadów i wzięłam za moje książki gospodarcze 84 tys. rubli”.  Mimo, że przyjaciele próbowali ją przystopować przypominając, że „tisze jedziesz, dalsze budiesz”, ona jednak była nie do zatrzymania…

W końcu bycie kobietą sukcesu  tamtych latach nie było prostą sprawa. U jednych wzbudzała podziw i szacunek,  u innych zazdrość i zgorszenie.  Panią Lucynę atakowano za tupet,  spryt, wysokie nakłady książek i za sposób radzenia sobie w życiu. Szczególnie, że jej publikacje np. kalendarzy wyróżniały się wśród innych publikacji poziomem edukacyjnym. Pisząc o zdrowym trybie życia czy potrzebie ruchu (hm… sama chyba z tych rad nie korzystała, bo była bardzo otyła) wyprzedzała swoją epokę. Dodatkowo miała intuicję, umiała trafić w potrzeby i gusta swoich czytelniczek.  Na przykład motywowała kobiety, by budowały swoją przyszłość i zakładały własne biznesy. Co w czasach, gdy kobieta była na końcu szeregu społecznego było niezwykle nowoczesne.

W czym tkwił sekret jej sukcesu? Wydaje się, że w jej ogromnej pracowitości, bo pracowała tak, jakby miała na utrzymaniu ośmioro dzieci, a miała tylko jedną córkę,  i pasji jaką była jej praca. Ona po prostu kochała gotować, a gdy przyjeżdzała do majątku przyjaciół, nie witając się z gospodarzami od razu pędziła do ich kucharki omawiać przepisy.  Dużo zawdzięcza też swojemy podejściu do życia, bo dostrzegała głównie jego pozytywy np. jadą po Warszawie zachwycała ją szykowność miasta: „Czy świat nie stanie się pełen szczęścia, jeśli ludzie zaczną je dostrzegać?” – przypominała swoim czytelniczkom.

Bolesław Prus w swoich kronikach pisał o niej „Była bowiem epoka, w której zajmowanie się kuchnią i spiżarnią należało do złego tonu. Wówczas znikła rasa znakomitych gospodyń i tradycja polskich potraw. Przeciw niezdrowym prądom owego czasu Ćwierczakiewiczowa podniosła sztandar 365 obiadów i zrobiła pierwszy krok do ocalenia kraju”. Była wskrzesicielką gospodarczych tradycji – dodaje.

Lucyna Ćwierczykiewiczowa udowadnia, trzeba robić swoje bez względu na modę i nie przejmować się tym, co powiedzą inni! A plotkowali o niej wszyscy: damy, damulki, panie dziedziczki i kręgi literackie i artystyczne. Warszawskie salony cytowały w kółko to, co ona sama z głośnym śmiechem szczerze o sobie mówiła „Jeden tylko jest Szekspir i jedna jest Ćwierczakiewiczowa”. Mówiła tak, bo myślała, że każdy odczyta w tym ironiczną przesadę, lecz jej słowa były odbierane dosłownie. Nie przejmowała się złośliwościami specjalnie, bo ja mawiała „Nikt nas nie pochwali, jeśli sami tego nie zrobimy”.

Róbmy swoje tak, jak pani Lucyna!

Sztokfisz_Pani od obiadow_Historia1 (1)

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego 14 listopada

Zdjęcie: licencja CC wikipedia

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s