Komiksy to nie są „dzieci mniejszego Boga”. Są narzędziem komunikacji i mają efekt terapeutyczny.

photo-1531501410720-c8d437636169

Ostatnio często zamiast czytać powieści czy biografię, sięgam po komiks. Jakoś łatwiej mi się go czyta… Twoi uczniowie to dzieciaki wychowywane w kulturze obrazkowej. Im to chyba całkowicie łatwiej przyswaja się wiedzę w ten sposób? Dużo jest komiksów edukacyjnych?

Piotr Wasilewski: mąż, ojciec, nauczyciel i pan świetliczanek: Czytanie jest „trudne”, wymaga większego wysiłku niż obejrzenie filmu, czy obrazka. Wymaga też większego skupienia, a w szkole (i w domu) każą czytać. Tymczasem świat rodziców, zmuszany do lektur, już zekranizował większość dzieł klasycznych, wymyślił emotki, aby nawet te najkrótsze wiadomości jeszcze skrócić i wzbogacić. Doszło do tego, ze moje dziecko (lat 3) próbuje jeździć palcem po monitorze i dziwi się, czemu ekran nie reaguje na dotyk.

Te nowe sposoby przekazywania informacji „zalatują” według niektórych powrotem do prymitywizmu. Może i tak. Nie mniej jednak dzieci uczą się chętniej. A jeśli się wciągną to dalej pójdzie z górki, wcześniej czy później sięgną po literaturę piękną lub fachową. Widzę dużo pozytywów w obrazkowym przekazywaniu informacji. Jest to coś w rodzaju wzmocnienia i uwidocznienia wiedzy. Ludzie z mojego pokolenia nie wspominają najmilej „suchej” wiedzy z czarno-białego podręcznika.

Komiksów edukacyjnych jest trochę, moim zdaniem za mało. Głównie są to produkcje historyczne (choćby publikacje IPN), ale pojawiają się też komiksy psychologiczne, przyrodnicze czy np. instruktaże bezpieczeństwa. Co mnie cieszy to obecność mini komiksów w podręcznikach. Autorzy coraz chętniej wplatają je w treść, aby zobrazować wiedzę i nadać jej trochę „ruchu”. Zabieg dość stary (pamiętam mój podręcznik do angielskiego sprzed 30 lat), nareszcie do nas dotarł.

Osobiście polecam „Trupie gadki” od planety komiksu, serie Tomasza Samojlika od Krótkich Gatków, dla dzieci znakomite.

Twierdzisz, że powoli „komiksowa brać” stara się podkreślić odrębność komiksu i książki. Czym się ta odrębność wyraża?

Niestety „walka o odrębność komiksu” prawie się nie wyraża. A przynajmniej nie „na zewnątrz”. Ludzie związani z komiksem nie przebijają się za bardzo do „świata”. Dyskusje toczą się raczej w wąskich kręgach. W grupach na FB toczą się żywe dyskusje na ten temat jak już ktoś tam wejdzie…

Taka sytuacja: stoisko komiksowe na jednym z festynów, ludzie podchodzą nieśmiało, bo to przecież książeczki z obrazkami. Radośnie podbiega ośmiolatek i łapie pierwszy lepszy horror z masą krwi i golizny. Sprzedawcy opanowują sytuację i zwracają uwagę rodzicom. „Przecież to komiksy!” pogardliwie prycha ojciec. Pokazanie okładki z napisem 18+ wywołało jedynie wzruszenie ramion. Druga sytuacja – stwierdzenia: „komiks to nie książka”. Ile razy ja to słyszałem? Jest nawet mem na ten temat ukazujący komiks i różne „książki”: kucharską, czekową, adresową, telefoniczną, ale „komiks to nie książka”. Zatem może trzeba przytaknąć i potraktować je faktycznie jako zupełnie odrębną gałąź. Tym bardziej, że moim zdaniem odrębność jest faktem. Od tej strony patrząc komiksowi bliżej do filmu, czy serialu – sekwencja obrazów okraszona (nieobowiązkowym) tekstem. No i zostaje kwestia podziału. Książki maja klasyczny podział: powieść, nowela itp. Kryminał, SF itp. A komiks? Gatunki są prawie takie same ale… Wyróżniamy komiksy amerykańskie, europejskie i japońskie. Do tego komiks i powieść graficzna. A w warstwie obrazu? Style rysowania nie zawsze dają się określić. Czasem określa się komiks jako dramat z elementami art-deco. Czasem jako kryminał noir. Itp.

Czy dzieci czytając komiksy – przeważnie są w nich krótkie zdania, emotikonkowe wypowiedzi – nie będą miały potem problemów z pisaniem i czytaniem lektur?

Wróćmy do filmu. Konkretnie do „Niekończącej się opowieści”. Jest tam scena, w której chłopiec przyłapany w antykwariacie tłumaczy starszemu panu, że czyta książki. „Pfff… Pewnie komiksy” – prycha starszy pan z odrazą. Tak. Właśnie tak. Tak traktowane były komiksy. „Dziecko gorszego boga”. Książeczka dla dzieci. Ale zaraz… Tak samo mówiono wcześniej o telewizji – miała ona spłycić przekaz i spowodować umysłową stagnację (nawet się to zdarza – telewizyjne zombie siedzą przed ekranem po 10 godziny). A wcześniej na cenzurowanym było radio – szkodliwe dla umysłu. No i gazety… Mało kto wie, że w czasach królów wydawano kwartalniki z ploteczkami, sprzedawano ich więcej niż dzieł literatury. A dziś, w dobie komputera, nadal się boimy, tym razem co KOMIKS zrobi z naszym mózgiem.

Jak się rozmawia z komiksomaniakami to prawie wszyscy mówią, że czytają książki, uwielbiają książki, zawsze są one drugie po komiksie. Gdybym miał zaryzykować śmiałe stwierdzenie to powiedziałbym że: komiks jest zwykle pomostem do czytania w ogóle. Raczej (w dobie audiobooków) w komiksie widzę koło ratunkowe dla książek.

Jakie komiksy według ciebie mają zdolności terapeutyczne? Co polecasz do czytania swoim uczniom?

Jest cała seria komiksów na „nie”: „poniżanie? NIE!”. Są to krótkie historie uczące radzić sobie w danej sytuacji. Ale każdy komiks, opowiadający o konkretnym problemie może być terapeutyczny. „Przygody Stasia i złej nogi” polecam dzieciom niepełnosprawnym i nie tylko. „Amelka i mozaika” polecam wszystkim. Dorośli (nie tylko znerwicowani) na pewno docenią „Codzienną walkę”.
Dzieciom polecam praktycznie wszystko, rzucam komiksami na lewo i prawo wszystkimi jakie mi wpadną w ręce, a są stosowne do wieku. Staram się „zarażać” czytaniem. To jest dla mnie najważniejsze. Mnie osobiście urzekła „Muzyka Marie” od wydawnictwa Hanami. Nie wiedziałem, że manga kojarzona często z tasiemcami może wywołać takie wrażenie. Polecam.

A po jakie komiksy sięgają oni sami?

Mówiąc krótko: Donald rządzi! Faktycznie dzieci najwięcej czytają serii Gigant. Ja osobiście za nimi nie przepadam, trochę mierzi mnie „taśmowość”. Ale… Dzieciom się podoba. Historii jest dużo i są zabawne. Postaci znają z bajek, więc łatwo w nie „wsiąkają”. Mój najstarszy syn (10l.) czyta sporo komiksów, raczej wybiera te z potworami i przygodami kosmicznymi, a zatem seria „Amulet”, „Battling boy”. Ale nie stroni też od lżejszych, zabawnych historii jak np. „Ariol”, „Calvin i Hobbes”, czy „Tymek i Mistrz”. Mamy też trochę komiksów edukacyjnych. Staram się zabierać dzieci do sklepów i na eventy, aby same wybrały sobie coś do czytania – samodzielny wybór zwykle zwiększa szanse czytania.
Dzieciom szkolnym proponuję czasem coś bardziej interaktywnego – czyli z kolorowanką w środku lub łamigłówkami i tu sprawdzają się gazetki Lego.

Jak zaczęła się Twoje przygoda z komiksami?

Moja historia zaczyna się we wczesnych latach osiemdziesiątych. Mama czytała mi „Tytusa, Romka i A’Tomka” oraz „Kajka i Kokosza”. Wodziła palcem po tekście. Tak nauczyłem się czytać. W wieku pięciu lat czytałem same dialogi. W wieku sześciu czytałem już z przypisami. W wieku siedmiu chodziłem na filmy z napisami. W wieku ośmiu przeczytałem pierwsze duże książki (np. „Wesołe przygody Robin Hooda”). Potem ruszyły Thorgale i czytane pokątnie inne komiksy (jakby rodzice przeczytali część z nich i zobaczyli, że w niektórych było trochę golizny to by było). Potem nastały nowe czasy i galopująca inflacja i cała reszta. Ale rynek komiksowy istnieje, trzyma się i moja pasja trwa wraz z nim.
Teraz staram się być też aktywnym członkiem społeczności. Nie rysuję i nie piszę (nawet recenzji), ale: reklamuję komiksy, organizuję konkursy komiksowe dla dzieci, bywam na eventach i panelach dyskusyjnych. Gdy mogę, zbieram autografy.

Dlaczego wolisz filmy z napisami?

Lubię słyszeć głos aktora. Zarówno lektor jak i dubbing zubożają nieco odbiór filmu, kradną ton głosu, moim zdaniem odbierają nawet nieco z pozawerbalnych komunikatów. Czytam polem widzenia, więc nie tracę szczegółów, a jeśli film jest po angielsku to i napisy nie zawsze są potrzebne:).

Co teraz w wersji obrazkowej czytasz? Jakie są Twoje ulubione komiksy?

Teraz czytam serię „Pluto”. Ta manga od wydawnictwa Hanami opowiada historię w przyszłości, gdy roboty uzyskują prawa bliskie ludzkim. Solidna porcja SF i kryminału na legendarnej postawie. Równolegle czytam kilka innych mniejszych produkcji jak choćby naszą rodzimą: „Totalnie nie nostalgię” i „Jak schudnąć 30 kg” – znakomite, polecam. Czytam też serię o świecie dysku, Pratchetta (to nie komiks). Czytam też „Incala”.
Moje ulubione komiksy to (trudno się zdecydować): wszystko co kiedykolwiek narysował LEO czy Moebius, a także „Rork”, „Koziorożec”, „Muzyka Marie”, „Ikigami”, „Pluto”… I wiele innych.

Myślisz, że są szanse, by kiedyś lektury były w wersji komiksowej?

Właśnie rusza seria (na razie testowa) adaptacji arcydzieł literatury. Zobaczymy czy ruszy i czy się przyjmie. Za wcześnie wyrokować. Ale trochę już jest. Spotkałem się z „Ogniem i mieczem”, „Hobbitem”. Mam też „Małego księcia”.
Raczej wolałbym, aby więcej komiksów weszło do listy obowiązkowych lektur – tak jak się stało ze „Szkołą latania” Christy.

Jak widzisz czytelnictwo w Polsce, kiedy Twoi uczniowie dorosną? Jest kiepsko, bo mało czytamy. Myślisz, że będzie lepiej?

Mam wrażenie, że rynek jest pełen książek, komiksów i czytelników. Mam też wrażenie, że ludzie kupują i czytają. Sporo dzieci w mojej szkole czyta. Z drugiej strony sporo ludzi narzeka na czytelnictwo. Nie jestem w stanie stwierdzić w którą stronę idziemy, czy będzie lepiej, czy gorzej…? Mogę tylko mieć nadzieję.

Jak reagują rodzice dzieci i nauczuciele na Twoją edukację przez komiks? 

Na ten moment odzew jest pozytywny. Inni nauczyciele też czasem organizują coś komiksowego lub okołokomiksowego. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś miał pretensje, że jego dziecko czyta Kaczora Donalda. Raz tylko napotkałem na „dziwną” bibliotekarkę, która nie wypożyczyła dziecku komiksu, kazała mu wypożyczyć coś innego i wytyczyła granicę: wolno mu brać komiksy na zmianę z „normalnymi” książkami. Dziecko się popłakało… Była z tego afera.

Mówi się, że małe dzieciaki mają cienko w sprawach psychicznych, w sensie są nadpobudliwe, nie radzą sobie z emocjami. Dlaczego do równowagi twoim zdaniem może im pomóc komiks?

Szczerze mówiąc nie wiem czy może im pomóc. Nie wiem, czy to nie za głęboka woda dla wielu „nadpobudliwych”. Na komiksie trzeba się skupić. Otworzyć na treść. Wyciszyć.
Dzieci, które dają radę to zrobić dają też radę zgłębić treści i coś z tego wyciągnąć dla siebie. Ale zdarzyło mi się się mieć w grupach „łobuzów”, nie potrafiących spędzić dnia bez używania pięści, którzy dla odmiany przesiadywali z komiksem w ręku dwie czy trzy godziny. Wtedy pilnowałem, aby nikt ich nie zaczepiał. Spędzali czas cicho, spokojnie, do końca dnia byli w lepszym nastroju.

Z czym nie radzą sobie twoi podopieczni, co rysują w swoich komiksach w czasie zajęć?

Zwykle „wyrzucają z siebie” coś, o czym realnie nie chcą rozmawiać. Czasem widać ludzi z butelkami „z tym przezroczystym piwem”. Komiksy bez jakiegoś członka rodziny. Czasem o jakichś trudnych wydarzeniach. Komiks staje się bardziej środkiem komunikacji, co w dalszym planie może mieć efekt terapeutyczny. Czasem taki komiks idzie dalej do pedagoga, czy psychologa szkolnego i staje się podłożem dla reakcji dorosłych. Czasem pokazuję go rodzicom, upewniam się, czy wiedzą, że dziecko przeżywa coś trudnego. Jeśli chcę uniknąć „terapeutyzacji” daję konkretny temat, zostawiam przestrzeń tylko dla wyobraźni.

Piotr Wasilewski: Mąż, ojciec, nauczyciel (pan świetliczanek:). Wybudowałem 2 domy (dorabiałem na studiach), posadziłem kilka drzew (cytrynę, mango, avocado, cherimoya i kilka innych), mam też dwóch synów. W pracy często lepię, rysuję, rzeźbię, sadzę, pielę, kopię, opowiadam historie, udaję innych ludzi itp. (zdarza się, że prawie wszystko jednego dnia).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s