Kocha naprawiać parasole i dawać im drugie życie

parasole 10.jpg

Jak idzie ulicą czy jedzie tramwajem to od razu widzi kto ma zepsuty parasol. Wie, której parasolce przydałoby się wymienić druty i od razu poznaje skąd  pochodzi dany egzemplarz.

– Bardzo mało jest ładnych parasoli w Polsce. Chciałabym, aby na naszych ulicach pojawiły się takie, jakie noszą Japończycy –  kolorowe z pięknie wytłaczaną rączką – mówi Barbara Szafrańska, z drugiego pokolenia rzemieślników parasolników.

Jej ulubione modele pochodzą z czasów przedwojennych. Kiedy były elementem stroju każdej damy. Miały rączki przepiękne: rzeźbione, idealne do powozu.

parasole 13.jpg

– Moja mama zresztą też nosiła długie, taftowe, jednobarwne  parasolki, które dopasowywała kolorystycznie do butów, torebki i rękawiczek. Sama jestem bardziej praktyczna. Mam tylko jedną malutką parasolkę i noszę ją do wszystkiego – mówi ze śmiechem.

Parasole to jej pasja, ale jako młoda dziewczyna nie specjalnie marzyła, by przejąć zakład po rodzicach.

– Moje pierwsze wspomnienie związane z parasolami to zapracowani rodzice. Wiecznie nie mieli czasu, a nas wychowywały nianie. Najbardziej lubiłam się bawić pod stołem, gdzie było pełno ścinków po parasolach, bo często po pracy w zakładzie przynosili pracę do domu. Wracali koło 19-tej i kiedy ja z siostrami szłyśmy spać, oni znów pracowali. Tata kroił materiał parasolkowy, mama turkotała na maszynie…

Mama starała się, by córki przejęły zakład. Zdecydowała się na to tylko jedna z córek. Właśnie p. Basia. Szyje parasole od 12. roku życia. Skończyła liceum ekonomiczne jednocześnie przystępując do egzaminu czeladniczego z parasolnictwa. Warsztat przejęła w 1980 roku. Do dziś korzysta z narzędzi ojca np. samodzielnie przez niego skonstruowanej wiertarki stołowej.

parasolki 4.jpg

Mimo oporów na początku, dziś najbardziej na świecie lubi naprawiać parasole i jest wdzięczna mamie, że ją wrobiła 😉  w ten zawód.

– Lubię dawać parasolom drugie życie. Może to wynika z wychowania, bo w domu zawsze się wszystko naprawiało i cerowało. Od małego szydełkowałam i robiłam na drutach.

Za szyciem nie przepada, ale jak już ma coś stworzyć… to parasol w stylu antycznym. Niestety bardzo mało jest osób, które interesują się dawnymi parasolkami. Czasem klienci przynoszą jej antyczne parasolki w prezencie, bo nie mają co z nimi zrobić.

Zdarzają się okazy ze srebrnymi rączkami z 1890 roku. Rączki sprzed ponad 100 lat pani Basia kolekcjonuje, a zachwyca się starymi angielskimi parasolami, w której każdy drut zrobiony jest ze stali sprężystej, nie do zdarcia –  podkreśla i prezentuje mi piękny okaz, który w jej rękach, jak to nie zabrzmi – rozkwita.

parasol 7.jpg

– Coś pięknego – powtarza – proszę popatrzeć jak zdobiona jest rączka, a parasol po tylu latach nie potrzebuje żadnych napraw. 16 drutowy. Tyle lat przetrwał w idealnym stanie! – zachwyca się.

Do zakładu wchodzi oniemiały klient z parasolem i ma opory,  by go naprawić. Pani Basia go namawia, a po jego wyjściu mówi, że w głowie już widziała, jaki może być piękny po remoncie ;-).

– Naprawiam nawet jednorazówki, bo uwielbiam dawać przedmiotom drugie życie. Kiedy wstawię nowy drut lepszy niż był wcześniej to parasolka będzie funkcjonowała, tak jak nowa. Jak tylko trafia się stary parasol, to przypomina mi się co mówił do mnie tata i razem remontujemy – śmieje się.

Uwielbia parasole do tego stopnia, że najchętniej ogląda filmy historyczne, by przyjrzeć się jakie nosili w dawnych czasach.

– Wszędzie i zawsze zwracam uwagę na nie. Sklepy parasolnicze zagranicą zawsze odwiedzam. Każde muzeum też zwiedzam ze względu na te dodatki.

Coraz mniej osób zamawia nowe parasole i wciąż się zastanawia, jak to możliwe, że jeszcze trwa. Nie wie ile jeszcze wytrwa na rynku. W każdym razie jej córki są przyuczone do wykonywania zawodu parasolnika.

– To mozolna praca, potrzeba do niej cierpliwości. Ręce bolą i skóra pęka. Moja mama miała całe ręce w egzemach, palce powykrzywiane…

Pewnie dlatego teraz nie ma chętnych do wykonywania tego zawodu. Nie ma też szkół, ani wymogów, by zostać czeladnikiem czy mieć jakieś certyfikaty.

– Wraca moda na wszystko, ale jakoś na parasole nie wraca. To wdzięczny element teatralny czy filmowy. Czasem wypożyczam rączki z różnych lat do filmu, ale… parasol  to przedmiot niechciany, bo jak pada to mamy zły humor i wolimy zaszyć się w kapturze.

parasolki 2

Najczęściej parasole kupują panie, które dbają o fryzurę lub osoby noszące okulary.

A przecież parasol może być taki piękny – mieć piękną rączkę z drewna obciąganego masą celuidową, galalitu barwionego na różne kolory. Doceniają je często klienci z Niemiec i Austrii, którzy chętnie zamawiają różne modele.

Sklepik Pani Basi mieści się przy ul. Skaryszewskiej 6 w Warszawie.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kocha naprawiać parasole i dawać im drugie życie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s