Żyjemy w ciągłym chaosie i pośpiechu nie zwracamy uwagi na cud, jakim jest spotkanie dobrych ludzi

Projekt bez tytułu

Z zawodu jest Pan adwokatem. Dzięki Hannie Krall doszło do spotkania Pana z Krzysztofem Kieślowskim. I zaczął Pan pisać scenariusze. To przypadek czy przeznaczenie?

Co to znaczy przypadkowość? Simona Weil twierdzi, że przypadkowość i opatrzność są na tym samym poziomie. W zupełną przypadkowość nie wierzę. Skądś zaczynamy podróż w swoim życiu. Sami pracujemy na to, w jakich znajdziemy się miejscach, sytuacjach i jakich spotkamy ludzi. Ponieważ żyjemy w ciągłym chaosie i pośpiechu nie zwracamy uwagi na cud, jakim jest spotkanie dobrych ludzi. Tych, którzy w sposób niezupełnie dla nas zrozumiały mają potem wpływ na całe nasze życie.

A nie jest tak, że wykonywany przez pana zawód wpłynął na ocenę rzeczywistości? Na sali sądowej widzi pan przecież wiele ludzkich dramatów.

Myślę, że duży wpływ na to, kim jesteśmy, ma dzieciństwo. Ono ukształtowało moją ciekawość i wrażliwość. Miało wpływ na to, jak uprawiam zawód adwokata, co piszę i jak widzę ludzi. Może ważniejsze są pocałunki matki niż przeczytane wiele lat później opasłe tomiska? Proszę nie myśleć, że uprawiając zawód dziennikarza kształtuje pani swoją wrażliwość. To pani wrażliwość zderza się z życiem.

Kiedyś Kieślowski powiedział, że jak zaczynał robić filmy, ważne były babcie, które zajadały kluseczki w barach mlecznych… Potem w miejsce babć pojawiły się inne postacie i tematy. Na co według pana, należy zwrócić teraz kamerę?

Coraz trudniej jest nam opisywać prawdziwe uczucia. Moim zdaniem nie potrafimy okazywać prawdziwych uczuć i wstydzimy się  wstydzić. Tylko czasami odsłaniamy się w sytuacjach dramatycznych czy krytycznych. Uważam, że jest to wielki dramat. Ludzie chcą być sobą. Jest to ciągła nie zrealizowana tęsknota. I być może opis tego rodzaju zdarzeń dałby bardzo prawdziwy film, powiedziałby dużo o nas samych.

A jak to jest z bohaterami pana filmów, myśli pan za nich i żyje ich życiem?

Kreowane przeze mnie postacie muszą być wiarygodne psychologicznie. Pochodzić ze świata, który nas otacza. Przecież opowiadam nimi jakąś historię, która powinna doprowadzić do rozmowy z widzami. Inna rzecz, jak zagrają aktorzy. Chciałbym widzieć w kinie bohaterów, którym drżą ręce, którzy nie są dobrze uczesani, z mniejszą ilością tynku na twarzy. Współczesne kino i media to jeden gigantyczny lifting. Nie tylko fizyczny, ale i psychologiczny. Chciałbym widzieć kobiety, które są inne niż też wyciągnięte z tysięcy kolorowych żurnali.

Czy pisząc scenariusz powinno się mieszać gatunki literackie, na przykład humoreskę i moralitet?

Rodzaj scenariusza jest bardzo często określony pierwszych oglądem rzeczywistości. Kiedy pisaliśmy z Kieślowskim scenariusz do filmu „Biały”, akurat mieszkaliśmy w Paryżu. Obserwowaliśmy Polskę z oddali. Widzieliśmy Polaków w nowej rzeczywistości., przebierającymi rękami i nogami. To był początek lat 90. Uznaliśmy, że trzeba na to spojrzeć z przymrużeniem oka. Uśmiechnąć się, powiedzieć: to rozbieganie przejdzie.

To chyba bardzo optymistyczne, że coraz więcej filmów nawiązuje do twórczości Krzysztofa Kieślowskiego? *

Zdarzają się filmy młodych reżyserów, którym trudno się przebić. Kilka lat temu widziałem wspaniały film Michała Rosy „Gorący czwartek”, a ostatnio jego najnowszy film „Farba”. Oba nie docenione przez arystokratów polskiego kina. Innym przykładem jest film Mariusza Trelińskiego „Łagodna”, który czekał dwa lata na promocję, a jak został wyemitowany w telewizji  to moja 17-letnia córka siedziała wczepiona w ekran i pytała, czy mogę załatwić kasetę. Myślę, że te filmy w pewien sposób nawiązywały do Kieślowskiego. Mówiły swoim własnym językiem. Pokazywały prawdziwą rzeczywistość oraz życzliwe mówiły o ludziach. Przecież w samej twórczości Kieślowskiego zawarta była wielka uczciwość, rzetelność oraz przenikliwość w spojrzeniu na otaczający świat.

Czy fakt, że w wyborach głosowało na pana tylu ludzi, nie powoduje pewnego lęku?*

Oczywiście. Wiem, że nigdy nie sprostam pokładanym we mnie nadziejom, ale będę próbował. Powiem więcej, nadzieja ma to do siebie, że nigdy do końca się nie zrealizuje.  Może jest w ty jakaś wartość, w przeciwnym razie życie stałoby się mniej ciekawe. Najważniejsze, żeby wiedzieć, gdzie jest sens i co najważniejsze – temu się podporządkować.

A co ma sens?

Jest takie słowo – miłość.

A co to jest miłość?

Kiedy doznajemy wzruszenia. To jest początek…

* (Wywiad ukazał się dawno, dawno temu w „Filipince”, ale uznałam, że jest na tyle ciekawy, że warto go powtórzyć. Pismo już od lat nie istnieje, więc nie miałam się z kim skontaktować prosząc o zgodę na publikację.)

Zdjęcie: By The Chancellery of the Senate of the Republic of Poland, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=34223210

Krzysztof Piesiewicz – prawnik, adwokat. Współscenarzysta scanariuszy do filmów: Bez końca, Dekalog, Krótki film o miłości, Krótki film o zabijaniu, Trzy kolory (Niebieski, Biały, Czerwony). Nominowany m.in. do Oskara.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s