Katarzyna Chudyńska-Szuchnik od praskich rzemieśliników

Projekt bez tytułu

Przypadkiem trafiłam ostatnio na zajęcia z szycia na maszynach dla małych dzieci. Sala pękała w szwach! Wracają dobre czasy dla rzemieślników?

KCH-SZ: Dzieci szyjące na maszynach to faktycznie dzisiaj brzmi ekstrawagancko. Zastanówmy się jednak co jest dla tych dzieci atrakcyjne, co je tam przyciągnęło? Może możliwość stworzenia czegoś własnoręcznie, pewnie z atrakcyjnych, kolorowych materiałów? Kilka myków, wskazówek podpowiedzianych przez prowadzących sprawia, że mogą wyjść z takich zajęć z czymś konkretnym, co sami dla siebie zaprojektowali i wykonali. To dzisiaj jest szalenie pociągające.

Praca rzemieślnika, jego wyroby, to, że są wykonane z jakichś oldschoolowych materiałów, albo z materiałów naturalnych również jest atrakcyjne dla dzisiejszych konsumentów. Ale rzemieślnik to przedsiębiorca, który codziennie musi mieć klientów, a nie raz w tygodniu na warsztatach, dlatego trudno stwierdzić, że dobre czasy wracają i każdy, kto wykonuje coś rzemieślniczo prosperuje świetnie. Na pewno sam rzemieślnik musi siebie mocno przedefiniować, aby się w tych nowych czasach odnaleźć. Prowadzenie warsztatów jest jednym ze sposobów na utrzymanie ciągłości finansowej swojej pracowni, ale wymaga zmniejszenia produkcji własnej. Jednak część rzemieślników idzie tą drogą i są oblegani.

W Warszawie dosyć wyraźnie widać też tzw. nową falę rzemiosła, ludzi w wieku 30 – 40 lat, którzy świadomie uczą się starych zawodów, łączą je z nowymi technologiami, zakładają swoje pracownie.

Od kilku lat prowadzisz projekty w których wspierasz działania rzemieślników. Skąd takie zainteresowanie tematem?

KCH-SZ: Pracuję w Muzeum Pragi, muzeum dzielnicy, w której zawsze się handlowało i wytwarzało. Kilka lat temu dostałam propozycję, aby zająć się organizacją spotkań w pracowniach rzemieślniczych. Organizowałam je przez dwa lata, jednocześnie rozwijając inne projekty, które pączkowały z tego pierwszego cyklu – jak współpracę z ASP, projekt rewitalizacyjny dla Spółdzielni Stopa, czy szkolenie z mistrzami dla kontynuatorów rzemiosła.

Zainteresowanie jest efektem takiej kuli śniegowej, to temat, który z jednej strony sam się nakręca, bo ciągle pojawiają się nowi ludzie, których warto poznać, udokumentować, albo, którzy mają fajny pomysł do współpracy – zrobienie jakiejś akcji promocyjnej z rzemieślnikami itd.  Z drugiej wymaga pracy w terenie, nawiązywania i dbania o relacje z ludźmi.  Również odpowiedzialności za nich. Takie kontakty dają mi dużo satysfakcji, chociaż często jest to kliniczne wychodzenie ze strefy komfortu i wchodzenie w nowe sytuacje, często związane z problemami jakie dotykają mikro przedsiębiorców.

Masz jakiś ulubiony dział rzemieślniczy? 

KCH-SZ: Fascynują mnie głównie tzw. stare technologie. To, że ręczne uszycie biustonosza czy wykonanie termometru to kilkadziesiąt precyzyjnych czynności.

Ale ulubione branże mam – szewstwo i cholewkarstwo oraz formowanie szkła. Tym zawodom poświęciliśmy w Muzeum dużo uwagi – z jednej strony są charakterystyczne dla Pragi i były tu mocno reprezentowane, z drugiej są bardzo pociągające dla młodych projektantów, więc ciągle bierzemy je na warsztat.

Posiadanie dobrych, wygodnych butów na miarę nie jest wielkim luksusem. Mamy w Warszawie jeszcze całkiem sporo pracowni, gdzie można je zamówić w bardzo zróżnicowanych cenach. Dużo czasu spędziłyśmy w pracowniach szewskich razem z projektantką, absolwentką Katedry Mody – Eweliną Czaplicką Ruduchą i takie wspólne poznawanie potencjału tego zawodu jest fascynujące. Efektem są między innymi warsztaty z szycia czapsów – spersonalizowanych ochraniaczy na buty, które wymyśliłyśmy.

Jeśli chodzi o formowanie szkła to tutaj również angażuję się w próby ratowania tego zawodu. Razem z kilkoma osobami z tej branży chcielibyśmy doprowadzić do egzaminów nadających uprawnienia zawodowe następcom. Tutaj z kolei ważny jest dla mnie kontakt ze wspaniałym rzemieślnikiem – Wojciechem Dzikiem, który jest pełnym pasji i humoru człowiekiem. Kontakt z nim to zastrzyk energii za każdym razem – a dodam, że Pan Wojtek ma 60 lat pracy w zawodzie! Zresztą zobaczcie to sami na filmie z jego pracowni: https://vimeo.com/220229625

Mam jeszcze hopla na punkcie szczotkarstwa – i bardzo żałuję, że nie mamy już na Pradze żadnego warsztatu szczotkarskiego. Za to te, które przetrwały po drugiej stronie Wisły cieszą się dużym zainteresowaniem. Moda na szczotki wróciła i bardzo mnie to cieszy, to wspaniałe naturalne produkty, które mam w łazience, garderobie itd.

Jak myślisz przetrwają warsztaty i inne miejsca, gdzie powstają piękne ręczne robione rzeczy? W sumie rośnie rynek dóbr luksusowych, coraz więcej bogatych ludzi…

KCH-SZ: Tak, jak najbardziej to miejsca nigdy zupełnie nie znikną. Pokazują to przykłady takich miast jak Berlin, czy Wiedeń, gdzie można spotkać stare firmy, prowadzone przez kolejne pokolenia.

To co dla mnie ważne, to aby rzemiosło, które przetrwa zmieniając się razem ze zmieniającym się światem nie traciło na swojej autentyczności, nie stało się wydmuszką, marketingowym sloganem. Aby pasjonaci, którzy chcą je uprawiać mieli możliwość praktyki z poprzednikami tutaj na miejscu, a nie tylko bazowali na samouctwie, czy jeździli dokształcać się do Azji, czy na południe Europy.

A propo klientów, którzy konsumują dobra luksusowe to większość z nich prestiż utożsamia z produktem markowym, zagranicznym. Jeśli buty i garnitury – to włoskie. Jeśli zegarki – to szwajcarskie. Ta potrzeba marki jest tak silna, że jeden z krawców szyjących garnitury na miarę opowiadał mi, że przyszywał metkę Krawiec Praga, którą klient sam gdzieś zamówił.

Z drugiej strony to konsument bardziej obyty pozna się na jakości rzemieślniczego wyrobu i doceni go odpowiednią kwotą – to refleksje, które płyną od samych rzemieślników.

Kupowanie produktów z lokalnych firm, to w końcu kwestia świadomości, a ta robi się coraz większa. Każdy z nas chciałby mieć rzeczy solidne, długotrwałe, spersonalizowane – warto takich poszukać u rzemieślników. Na Pradze segment rzemiosła luksusowego może nie jest bardzo rozbudowany – ale mamy tu np. piękne lampy witrażowe, meble po renowacji na wysokim poziomie, kowalstwo artystyczne z wieloma realizacjami zagranicznymi i warszawskimi, stolarstwo artystyczne. Mamy krawca obszywającego celebrytów, ale tylko wtajemniczeni znają jego adres J.

W twoim projekcie łączysz rzemieślników z młodymi ludźmi, którzy uczą się np. robić buty. Myślisz, że poza projektem oni zajmą się taką działalnością? Zaczną zakładać swoje warszaty – zakłady? Czy prawda rynkowa ich wykończy…(podatki, zusy).

KCH-SZ: Obok nas jest szewc młodego pokolenia, który ma swoją pracownię – wykonuje na miarę buty i inne produkty rymarsko – kaletnicze, a w innej dzielnicy ma jeszcze pracownię naprawkową. Utrzymuje się z tego i widzi w tym zawodzie wielką przyszłość. Wiem, że ostatnio buty zamawiał u niego jakiś młody zegarmistrz, więc robi się wokół tego środowisko. Znam też dziewczynę, która po rozstaniu się z pracą w korporacji zajęła się modniarstwem – ma pracownię w jednej z kamienic przy Krakowskim Przedmieściu. Bakcyla do kapeluszy i fascynatorów złapała na warsztatach u nas w muzeum. Tacy młodzi ludzie mogą skorzystać ze wsparcia przy otwieraniu firmy, a czynsz za lokalne na usługi rzemieślnicze jest obniżony. Więc są tacy, którzy próbują.

Dla wielu otwarcie własnej pracowni to raczej sfera marzeń – bardzo by chcieli, ale odkładają to na przyszłość – tak pisali z zgłoszeniach na szkolenia, które prowadziliśmy. Jeden z uczestników szkolenia z ramiarstwa i pozłotnictwa powiedział, że czuje się jak zamrażarka – poznał stare umiejętności, ale na razie nie ma gdzie ich uprawiać. Słyszałam też, o jednym młodym szewcu miarowym, który pracę znalazł w warsztacie w Berlinie.

Mam wrażenie, że młodzi ludzie, którzy już zdecydują się na ten zawód i wchodzą w niego na 100% lepiej sobie radzą niż starzy rzemieślnicy, którzy zgubili na przestrzeni lat swoich klientów i dzisiaj jest im trudno złapać ekonomiczną stabilizację.

W sumie, gdzie młodzi wielbiciele np. robienia parasolek mogą się nauczyć ich wykonywania? Szkół chyba nie ma w tym zakresie?

KCH-SZ: Jeśli chodzi o takie unikatowe umiejętności jak szycie i naprawa parasolek – tylko w warsztacie. Przy czym nie jest łatwo namówić rzemieślnika na podzielenie się swoją wiedzą. Z  naszych doświadczeń wynika, że mniej więcej co ósmy doświadczony mistrz zaprosi kogoś do swojej pracowni, by mu coś pokazać. Przeważa zniechęcenie, brak czasu, brak miejsca w warsztacie, czy względy formalne związane z rodzajem prowadzonej działalności (rzemieślnik na karcie podatkowej, bądź na ryczałcie nie może wystawiać rachunku za szkolenie). Niemniej jest mała ale bardzo wartościowa grupa osób, która chce przekazywać swoją wiedzę i umiejętności. Nowi rzemieślnicy mają więc zwykle za sobą długą drogę wychodzoną pomiędzy pracowniami, z których są wiecznie odsyłani. Wielu z nich może o tym długo opowiadać. Jeśli już jednak znajdą swojego mistrza, traktują go z wielką atencją.

Adepci korzystają z różnych szkoleń, także komercyjnych, które dostępne są na rynku, np. z jubilerstwa, kaletnictwa czy krawiectwa. Takie kursy trwają po 2 – 3 miesiące i kosztują kilka tysięcy złotych. Z moich badań wynika, że duża grupa  – 30%  z pośród nowych rzemieślników to samoucy. Robią coś metodą prób i błędów albo prując jakieś stare wyroby, robią sobie szablony. Jest też nieduża grupa profesjonalistów, którzy ukończyli wykształcenie kierunkowe wyższe np. pani zajmująca się introligatorstwem po konserwacji papieru na ASP.

Szkoły branżowe są otwarte jedynie na młodzież ale trudno znaleźć tam chętnych do rzemiosła i taką ofertę. W niektórych istnieją KKZ – kursy kwalifikacyjno – zawodowe dla dorosłych, które również są prowadzone w rzemieślniczych zawodach, np. krawiectwo lekkie, kaletnictwo, stolarstwo, cukiernictwo. Trwają 1,5 roku, są bezpłatne i prowadzone w systemie zaocznym. Wiem, że są bardzo oblegane.

Jak wiele z tych zakładów, które znasz i z którymi współpracujesz ma szanse przetrwać? Mistrzów tych zawodów, to już chyba jak na lekarstwo?

KCH-SZ: To wygląda tak, że ponad połowa (55%) badanych przeze mnie rzemieślników jest w wieku emerytalnym. W czasie przeprowadzenia badań kilkunastu z nich zamknęło swoje pracownie, a trzech ankietowanych zmarło. Ile z tych zakładów ma szanse przetrwać – co czwarty z mistrzów emerytów ma kontynuatora, więc można założyć, że przetrwa co czwarty.

A i tak jest to wierzchołek góry lodowej w porównaniu z latami 80 tymi XXw, gdzie rzemiosłem zajmowało się tysiące osób.

Jest według Ciebie jakieś rozwiązanie, by rzemieślnicy przetrwali? Robicie jako Muzeum jakieś działania poza wystawienniczymi, by tak się stało?

KCH-SZ: Tak, chociaż jest to może mało muzealne, zajmujemy się również aktywnie działaniami na rzecz reanimacji rzemiosła. Był projekt rewitalizacyjny dotyczący Spółdzielni Stopa – dzięki pomocy studentów ASP i Uniwersytetu SWPS spółdzielnia dostała takie nowoczesne narzędzia jak katalog produktów, nowe wzory butów, komunikację w internecie – fb i stronę. I chociaż ostatecznie spółdzielnia została zlikwidowana to znalazł się chętny, który kupił jej budynek, utrzymał pracowników i nazwę i będzie inwestował w szewstwo miarowe. Nasze działania wokół Stopy przyłożyły się do tego, że jej potencjał wydał mu się wart zainteresowania.

Na co dzień jest dużo lobbowania na rzecz pojedynczych rzemieślników w samorządach, pośredniczenia w kontakcie z urzędnikami – tym również się zajmujemy, chociaż odkąd po prawej stronie Wisły działają Liderki Obszaru ds. Przedsiębiorczości przekazujemy im wszystkie tego typu sprawy. Pomogły już wielu rzemieślnikom.

Znając te problemy zainicjowaliśmy powołanie Zespołu ds. Rzemiosła przy viceburmistrzu Dzielnicy Pragi Południe, który działał w latach 2017 – 2018 i wypracował wiele rozwiązań korzystnych dla rzemieślników, mamy nadzieję, że będą wdrożona również na szczeblu ponaddzielnicowym.

Czy to nie jest tak, że uwielbiamy chodzić do Muzeum Pragi na warsztaty np. z robienie butów, ale jak planujemy zakup butów, to pędzimy do sieciówek, bo po prostu nie stać nas na pięknie robione i wygodne ręcznie robione obuwie?

KCH-SZ: Jak mówiłam wcześniej jest to kwestia świadomości, pokonania pewnych stereotypów dotyczących rzemieślniczych przedmiotów. Przecież rzemieślnicze lody i piwo jest chętnie kupowane. Jeśli ktoś kupuje pierścionek czy obrączki nie musi iść do sieciówki, może zamówić je u mistrza złotnictwa. Prezent na ślub czy komunię – pięknie oprawiona biblia u introligatora. Potrzebujemy rzeczy wyjątkowych. Nie ma co z góry zakładać, że mnie na to nie stać, bo na pewno znajdzie się coś, co nas zachwyci.

Dlaczego rzemieślnicy są tak ważni dla ciebie?

KCH-SZ: Może dlatego, że to taki świat, gdzie nie ma sztywnych ram, gdzie można sobie pozwolić na więcej – gdzie ciągle można odkryć coś nowego, zaskakującego. Piękne przedmioty, ludzie z historią, charyzmą, którzy są blisko nas, nie muszę jechać do Paryża po wielkie artystyczne doznania ;). Fascynuje mnie też łączenie kontrastów, dwóch światów, doświadczenia i świeżości. Poza tym lubię wyzwania i im trudniejsza jakaś sprawa, tym bardziej nie chce się odpuszczać.

Katarzyna Chudyńska – Szuchnik,  Adiunkt Muzealny w Muzeum Warszawskiej Pragi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s