Wszystko, co chcesz wiedzieć o operze, ale nie masz kogo zapytać

Projekt bez tytułu

fot. Kinga Karpati

Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z operą?

MAGDALENA KRYSZTOFORSKA BEUCHER : Jako dziecko często chodziłam z rodzicami do Teatru Wielkiego Opery Narodowej i kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na scenie śpiewaczkę wydawała mi się taka malutka, a jednocześnie była dla mnie postacią magiczną, miała moc – głos, który wypełniał cały ten ogromny teatr.

Też tak chciałaś?

Wydało mi się to niezwykłe i fascynujące, że można wydobyć z siebie takie dźwięki! Zawsze lubiłam śpiewać, ale wtedy poczułam, że to musi być pasjonujące wykonywać taki zawód.

Śpiew operowy jest straszne męczący: wymaga oddechu, siły…

(śmiech!) Mi też się wydawał taki na studiach. Sale ćwiczeniowe na Uniwersytecie Muzycznym to niewielkie, dobrze wygłuszone „boksy” z podwójnymi drzwiami  –  niektórzy nazywają je boksami dla koni. Znajdują się w nich: fortepian, 2 krzesła, stolik i pulpit na nuty. Kiedy jesteś w tym boksie, pracując nad perfekcyjną techniką wokalną, nie zdajesz sobie sprawy, jak naprawdę  wygląda życie śpiewaka, dopiero scena uczy tego zawodu…

Czyli czego?

Przede wszystkim współpracy z dyrygentem, innymi śpiewakami, kontroli nad rekwizytami, kostiumem…to bardzo złożona sztuka. Ważne też by wiedzieć jak rozplanowywać energię w trakcie spektaklu. Niektóre przedstawienia są bardzo długie. Najgorsze są takie, gdzie wchodzisz na scenę w pierwszym akcie, a potem w ostatnim i czekasz na swoją kolej dwie godziny w garderobie, wtedy cała energia i adrenalina opada i na nowo trzeba się rozgrzać.

Tobie to akurat chyba energii nie brakuje ;-).  Studiując  śpiew operowy, skończyłaś prawo i zdążyłaś nauczyć się sześciu  języków!

Moja prawdziwa przygoda ze śpiewem rozpoczęła się w Rzymie, co najśmieszniejsze, w trakcie stypendium prawniczego.  Chodziłam tam do Konserwatorium Muzycznego i na prywatne lekcje śpiewu.  Tam całkowicie pochłonęła mnie muzyka. Rzym to magiczne miasto, a Włochy to ojczyzna opery, gdzie czasami nawet z pizzerii słychać arie operowe śpiewane przez kucharza. Świetnie zobrazował to Woody Allen w filmie „Zakochani w Rzymie”.

Ostatnio śpiewałaś też w Szwajcarii w języku jidysz. Zawsze tłumaczysz sobie arię czy uczysz tekstu na pamięć?

Naturalnie. Jeśli uczę się utworu w języku, w którym nie mówię, zawsze najpierw tłumaczę sobie cały tekst. Muszę wiedzieć o czym śpiewam, bo każde słowo niesie ze sobą jakąś emocję, którą przecież trzeba wyrazić, przekazać.

Opera to trochę  przyciężkawe emocje: zdrada, nieszczęśliwa miłość…

Oczywiście to często przerysowane historie, bohaterami targają wielkie emocje. Ale to musi porwać publiczność, która przyszła do teatru po to, by posłuchać niezwykłego śpiewu, muzyki i zobaczyć historię szalonej miłości, zabójstw w afekcie, zdrad, niezwykłych namiętności i podążania za głosem serca. Czasami tej spontaniczności może brakować w zwykłym życiu i po to jest opera: niezwykły spektakl skrajnych uczuć, to porusza każdego, a niektórych bawi.

Poza tym, dzieki mojej miłości do opery poznałam miłość mojego życia. Wraz z moim mężem Davidem Beucher, który też jest śpiewakiem, jesteśmy parą w życiu i na scenie.

Projekt bez tytułu (1)

fot. Kinga Karpati

Opera to magia. Mam motyle w brzuchu, kiedy słyszę dźwięk strojącej się orkiestry. Magiczny jest moment przed rozpoczęciem spektaklu, kiedy każdy śpiewak jest jeszcze w garderobie i przygotowuje się do wyjścia na scenę, inspicjent zaprasza na scenę przez głośniki zamontowane we wszystkich garderobach. To moment, kiedy za chwilę rozpocznie się spektakl. W teatrze panuje wtedy niezwykła atmosfera koncentracji i mobilizacji, wszyscy czują, że niebawem wydarzy się coś magicznego. Zza kurtyny słychać już publiczność, to niezwykłe uczucie.  Każdy spektakl jest inny bo np. twój partner sceniczny ma danego dnia inną energię. No i fascynujące jest to, że opera to sztuka efemeryczna, która dzieje się zawsze tu i teraz.

Dla mnie operę można porównać do wytwornego pudła na kapelusze. Otwierasz je i nagle słychać szelest bo, oto wylatują z niego kolorowe motyle, totalna magia, coś niepojętego.

No, i ten zapach teatru….

Tak, to prawda, jestem zapachowcem i uwielbiam zapach teatralnych kulis i sceny. Na przykład w rzymskim teatrze operowym Teatro dell’Opera di Roma zapach drewna miesza się z wonią wosku i kurzu, a nad tym wszystkim na suficie niezwykłe freski i złocenia.

Wracając do emocji. Wchodzisz w te wszystkie zdrady, nieszczęścia i jak po spektaklu z nich wychodzisz?

We Włoszech przedstawienia często zaczynają się o godzinie 20stej, a czasem nawet około 21.30 i potrafią skończyć się nawet o 1 w nocy. Trudno wtedy wrócić do domu i zasnąć.  Każdy spektakl i koncert to duże emocje i niesamowita adrenalina, czasem euforia. Potrzeba trochę czasu, by po spektaklu emocje opadły. Naszym sposobem jest omawianie spektaklu „na gorąco”, a jeśli mamy nagranie, oglądamy je od razu żeby zweryfikować ewentualne błędy i złapać dystans. Dużo rozmawiamy.

Bardzo złą rzeczą jest kiedy śpiewaka w trakcie występu ponoszą emocje. Najważniejsze jest mieć sprawy techniczne pod kontrolą.  W innym przypadku głos potrafi zabrzmieć niezdrowo. Nie jest dobrze kiedy emocje biorą nad nami górę. To oczywiście powinno tak wyglądać z perspektywy widza ale my musimy mieć wszystko pod kontrolą.

Jak przygotowujesz się do roli?

Przygotowanie partii zaczynam od dogłębnego poznania historii, o której dana opera opowiada. Kim jest moja postać, jakie ma relacje z pozostałymi postaciami. Jak już wspomniałam, jeśli opera jest w języku którego nie znam, tłumaczę teksty. Analizuję co powoduje w granej przeze mnie postaci konkretne emocje i zachowania. Następnym etapem jest oczywiście nauka samej muzyki. Po opanowaniu całości, pozostaje „wśpiewanie” partii, żeby nabrać swobody i lekkości w jej wykonywaniu. Dopiero potem zaczynają się próby w teatrze.

Projekt bez tytułu (2)

Krytykujecie się nawzajem?

Konstruktywna krytyka jest podstawą rozwoju. David jest znakomitym muzykiem i bardzo liczę się z jego zdaniem. Jeden z moich profesorów na studiach mawiał, że jeśli poczujesz, że już wszystko wiesz to należy zakończyc karierę, bo nie pójdziesz już do przodu. Nasz zawód jest ciągłym uczeniem się. Każdy dobry śpiewak, którego znam ma swojego coach’a wokalnego – zewnętrze ucho, do którego ma zaufanie. My również mamy naszych profesorów, z którymi się konsultujemy.

Głos jest zwierciadłem duszy i jest źródłem przekazu – naszych emocji. Zmienia się razem z nami. Najważniejsze jest słuchać siebie, bo głos lubi się buntować, kiedy śpiewamy to, co mu nie pasuje.

Mam szczęście pracować z cudownymi osobami, a największym wsparciem jest oczywiście David. Jesteśmy na swoich próbach i  wzajemnie korygujemy. David jest nieoceniony. Bardzo często, kiedy tylko jest taka możliwość, nagrywamy nasze próby, by potem przeanalizować, to co robimy. Na nagraniu widać więcej. Można spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.

Nasze szkolnictwo artystyczne jest nastawione przed wszystkim na krytykę uczniów, to chyba dobrze?

W szkole głównie słyszysz, co robisz źle. To ma jakiś sens, bo podstawą jest znakomita technika wokalna ale nadmierne krytykowanie może spowodować, że człowiek jako artysta poczuje się zestresowany i nie będzie umiał się otworzyć, by przekazać swoje emocje. Z pewnościa w świecie opery jesteśmy poddawani nieustannej ocenie. Dlatego bardzo wiele osób ma problem z przesłuchaniami – zresztą już sama nazwa nie kojarzy się z niczym miłym. Bardzo ważne by nauczyć się radzić sobie ze stresem.

Dużym problemem śpiewaków jest chyba też samotność.

Może czasami tak. Zdarzają się ekipy teatralne, które po próbach i spektaklach wychodzą wspólnie na przykład na kolację ale coraz częściej każdy rusza w swoja stronę. Pędzimy na inne występy, śpieszymy się do innego miasta i człowiek zostaje z tymi emocjami sam.  My na szczęście wszędzie jeździmy razem.

Relacje między śpiewakami są życzliwe? Są jeszcze divy i cała reszta?

Myślę, że te czasy się skończyły. Teraz jest epoka reżyserów i dyrygentów. Śpiewaków jest bardzo dużo i konkurencja jest ogromna. Zawód śpiewaka operowego to ciężka praca, nie ma miejsca na gwiazdorskie zachowania, ale relacje wśród śpiewaków nie są łatwe. Mamy to szczęście, że trafiamy z mężem na teatry, w których jest fantastyczna atmosfera.

Dla każdego śpiewaka znajdzie się miejsce na rynku?

Jeśli ma się pomysł na siebie, to z pewnością tak. Gdy wiesz, co chcesz osiągnąć to wszechświat zsyła ci ludzi do współpracy, którzy sprawiają, że to o czym marzysz i planujesz się realizuje. Kiedy człowiek koncentruje się na tym, co chce zrobić fajnego, to już sama droga do wyznaczonego celu jest fascynująca. Maestra Teresa Żylis Gara mawia, że jeśli chce się coś osiągnąć to trzeba widzieć swój cel i działać! Jest wielu niesamowicie utalentowanych ludzi na Świecie. Jestem szczęśliwa i wdzięczna, że mogę śpiewać i realizować swoje marzenia. Tyle pięknych projektów udało mi się już w życiu zrealizować, a jeszcze tyle przede mną.

Do czego teraz dążysz, o czym marzysz?

Za chwilę premiera naszej pierwszej profesjonalnej płyty, nagranej przede wszystkim na rynek szwajcarski, która będzie też dostępna na polskim rynku. W najbliższych dniach koncerty w Filharmonii Narodowej oraz kilka spektakli opery „Zamek na Czorsztynie” w wersji dla dzieci w Warszawskiej Operze Kameralnej. W maju czeka nas niesamowite tournée po zachodniej Kanadzie, gdzie wraz z Davidem śpiewać będziemy najpiękniejsze arie i duety operowe. Powstanie z tego reportaż dla telewizji szwajcarskiej. Czeka nas w tym roku również ogólnopolska edycja mojego autorskiego projektu ”Cała Warszawa śpiewa pieśni Stanisława Moniuszki”. Projekt zakłada koncerty muzyki polskiej.

Wiesz, co mi się strasznie u Ciebie podoba, że masz ogromny szacunek do ludzi. Pięknie mówisz o swoich profesorach, współpracownikach.

Mam szczęście do spotykania ludzi, którzy robią niesamowicie piękne rzeczy i darzą wszystkich dookoła wielkim szacunkiem i myślę, że dzięki temu fajniej i milej się żyje.

Na zakończenie zapytam: dużo masz sukni scenicznych?

W szafie wisi ponad 35 sukni, w większości kupionych przez przypadek. Nie wiem jak to się dzieje, ale przeważnie idę kupić  chleb, a wracam z  suknią. Nie planuje ich kupować, ale jak nagle widzę kreację dla mnie, wchodzę do sklepu –  przymierzam i mam kolejną suknię!

MAGDALENA KRYSZTOFORSKA BEUCHER – polska sopranistka urodzona w Warszawie.

Solistka Teatro dell’Opera di Roma oraz Maiolati-Spontini Festival. Laureatka 11’ Internazionale Concorso Musicale „Citta’ di Pesaro 2012” we Włoszech.

Od najmłodszych lat przejawiała zainteresowanie światem artystycznym ucząc się aktorstwa, gry na fortepianie, tańca oraz śpiewu.

Jest absolwentką Wydziału Wokalnego Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Accademia d’arte Lirica di Osimo we Włoszech. Pierwsze doświadczenia sceniczne zdobyła na studiach, uczestnicząc w licznych projektach akademickich. Swoje umiejętności doskonaliła na kursach mistrzowskich w kraju i za granicą (Warszawa, Duszniki-Zdrój, Sopot, Nowy Jork, Paryż, Graz, Rzym), gdzie miała okazję pracować z gwiazdami, takimi jak William Matteuzzi, Ala Simoni, Anna Vandi, Raina Kabaivanska, Lella Cuberli, Vincenzo DeVivo, i Teresa Żylis-Gara.

W 2013 roku debiutowała partią Lucii w niezależnym projekcie operowym (Britten Gwałt na Lukrecji), który spotkał się ze wpaniałym przyjęciem publiczności i doczekał się wznowienia na scenie Teatru Narodowego w Miskolc na Węgrzech. W sezonie 2014 kreowała partię sezonie kreowała partię Sandman (Humperdinck Jaś i Magosia) w Teatro La Nuova Fenice (Osimo, Włochy), a w 2015 roku wzięła udział w wystawianej tam Carmen, (G. Bizet).

W 2015 roku debiutowała jako solistka w Teatro dell’Opera di Roma w operze Piotra Czajkowskiego Dama Pikowa (Masa) pod batutą maestro James’a Conlon’a z Los Angeles Opera. W tym samym roku wzięła udział w uroczystej Gali Operowej Christiny Muti w Maiolati Spontini oraz debiutowała na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej w partii Marzenki w operze „Sprzedana narzeczona” B. Smetany w wersji dla dzieci.

W roku 2016 Magda wzięła udział w koncertowych wykonaniach oper „Manon” J. Massenet (jako Manon) oraz „Faust” C. Gounod (jako Marguerite) w  Teatro La Nuova Fenice w Osimo. Wcieliła się również w postać Isabelli w operze “Re Enzo” O. Respighi podczas Maiolati Spotini Festival w Jesi (Włochy).

Od 2017 roku współpracuje z Teatrem Muzycznym w Lublinie (Madeleine – „Bal w Savoyu”, P. Ábrahám oraz Saffi – „ Baron cygański”, J. Strauss)

W swoim repertuarze ma kilkanaście partii operowych i oratoryjnych oraz szeroki wachlarz arii, duetów oraz pieśni. Prowadzi ożywioną działalność koncertową we Włoszech, Szwajcarii, Niemczech, Chinach (z kwartetem wokalnym Opera Team), USA i Francji.

Zanim rozpoczęła studia muzyczne, ukończyła z wyróżnieniem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Włada biegle sześcioma językami.

strona internetowa artystki: http://www.mdbeucher.com

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s