Życie bez namiętności jest nic nie warte

FiCa Szczecin.jpg

Nie wyobraża sobie dnia bez papieru, wąchania książek i czytania. Jest jedną ze 100 osób, które prowadzą w Polsce kameralne księgarnie.

Uprawiasz zawód na wymarciu? Czujesz się dinozaurką?

Małgorzata Narożna: Dla wielu osób jestem jak bohaterka z filmu „Masz wiadomość” w którym księgarka czyta odwiedzającym dzieciom książki (śmiech). Tak, to prawda uprawiam zawód na wymarciu, przede wszystkim dlatego, że nie ma już szkół, które uczą w tym kierunku. A tak naprawdę w dzisiejszym pośpiesznym życiu potrzeba nam księgarzy-przewodników-czytaczy, którzy polecą, doradzą, zainspirują. Ja miałam przyjemność uczestniczyć w pięknym projekcie – Polskiej Akademii Księgarstwa, która była na poziomie studiów podyplomowych na Uniwersytecie Warszawskim.

I tak zaczęła się twoja przygoda z książkami?

Parę lat temu byłam bez pracy i stwierdziłam, że nadchodzi mój czas! Moja córka Martynka miała wówczas 5 lat, a w Szczecinie nie było miejsca, gdzie mogłabym z nią spędzać wolny czas – w towarzystwie książki i kawy, bo jestem ogromną kawoszką. To była odważna decyzja – chciałam sprzedawać, coś ładnego i ambitnego. Intuicyjnie wybierałam książki, których, jak się okazało nie było w żadnej szczecińskiej księgarni.

Rynek książek dla dzieci jest ogromny. Mam wrażenie, że wszyscy piszą bajki. Jakich pozycji brakuje?

Książek, które mają dużą czcionkę do samodzielnego czytania. Rodzice często sami zniechęcają dzieci, kupując im pozycje, które mają dużo liter, a to czasem bardzo męczy. Dziecko musi mieć przyjemność z czytania, a ma ją wtedy, gdy sobie radzi. A czego brakuje na rynku? Martynka zauważyła, że w książkach bohaterowie nigdy się nie załatwiają (choć ostatnio w 2 pozycjach to znalazłam) 😉 i nie korzystają z toalety. A co ciekawe, rodzice często szukają książek, które pomogą im załatwić kłopot z pieluchą.

Czego jeszcze poszukują rodzice w książkach?

Tematów oswajających i przybliżających narodziny rodzeństwa, odchodzenie, czyli śmierć i bardzo trudny temat 🙂 emocje. Coraz częściej też dorośli zaczynają sobie zdawać sprawę, że książka może stać się poduszką do oceniania i krytykowania.

IMG_0278

W twojej księgarni nie ma przypadkowych książek. Chyba wydawcy dobiją się do Ciebie, byś postawiła na półkach ich pozycje?

Wszystkie książki, jak nie przeczytałam, to przeleciałam i wiem o czym są. Wydawcy nie doceniają małych księgarni, bo najwięcej książek sprzedaje się w internecie. Problemem jest to, że nie ma stałej jednej ceny książki. Np. w Niemczech książka wszędzie kosztuje tyle samo i tam czytelnictwo oraz księgarnie mają się dobrze.

Modne jest wydawanie bajek, opowiadań z czasów PRL-u w nowej szacie graficznej. Czy ich treści mogą zainteresować współczesne dzieci?

Czytając te książki dzieciom przede wszystkim tworzy się kod kulturowy między nami, a nimi. Ostatnio czytaliśmy w FiCe „Bajkę o szczęściu”, czyli tematycznie bliską bajkom z dawnych czasów. Takich bajek nie chcą dziś samodzielnie czytać dzieci, bo to są książki o wartościach i powinny być one przeczytane im przez rodzica czy dziadka. Dotykamy w nich prawdy, a brakuje w nich akcji. Jest nuda. Nic się nie dzieje. Współczesne dzieciaki domagają się w książkach świata, który znają. Rywalizacji, gier komputerowych, pośpiechu.

Książki budują świat wartości.

Tak, właśnie jest! Czytając dziecku „Plastusiowy pamiętnik” sami się wzruszamy, co widać na naszych twarzach i wtedy przekazujemy te emocje dzieciakom. To świetnie łączy i buduje więzi.

Potem przestajemy czytać dzieciom, a one albo czytają albo nie. Podobno Twoja córka ma sposób, by ta więź czytelnicza między wami trwała…

Martynka zmusza mnie, bym przeczytała jej książki, które często mają po 380 stron, bo chce ze mną o nich porozmawiać. Czasem jest to trudne, ale zdaję sobie z tego sprawę jakie jest to ważne dla niej, a więc nijako i dla mnie. Bo przecież po to mam dziecko, które mnie potrzebuje nie tylko materialnie, ale i duchowo…

Twoja Martynka to chyba ewenement, w końcu dziecko księgarza.

Każdy może zrobić takie dziecko! 😉 (śmiech) Do tego potrzeba tylko konsekwencji. Zamiast zabawki wręczasz dziecku książkę. Jak była mała, a ja robiłam obiad to zajmowałam ją książkami aktywnościowymi (kolorowanka z naklejkami). Z każdej podróży przywoziłam jej książkę, choć nie odbywało się bez jej komentarza typu „znowu książka?” (śmiech). No, dobra nie byłam tylko takim potworem, bo zdarzyło mi się wyjść po papier toaletowy do sklepu i wrócić dla niej z lalką Barbie.

Zaspokoiłaś jej zwykłe potrzeby.

Rodzice często kupują dziecku tylko te książki, które sobie życzy lub nie kupują, bo twierdzą, że nie lubi czytać, albo twierdzą, że to nie jest dla niego. Jeśli wychodzi z takiego założenia, to trudno zarazić potomka pasją do czytania. Ja po prostu kupowałam córce te książki, które uważałam, że powinna przeczytać i te, które chciała. W rodzicach jest moc sprawcza! Nie wierzę, że to jest nie do zrobienia.

Wychowujesz czytelniczkę doskonałą!

Albo towarzyszę życia – dzięki której staję się trochę dzieckiem. Kiedyś Martynka zapytała mnie, dlaczego musi iść na wystawę ilustracji. Odpowiedziałam, że dorosły czasem podejmuje decyzję za dziecko i chce zobaczyć, jak ono na coś patrzy. Świadomie odrzucam często imprezy kulturalne dla dorosłych, by jak najwięcej pokazać córce i wprowadzić ją w świat, by za kilka lat móc z nią pójść, na przykład na wystawę Zdzisława Beksińskiego.

Nie boisz się, że któregoś dnia Martynka się zbuntuje i oznajmi, że nie przeczyta więcej żadnej książki?

Nie martwię się takim ewentualnym buntem, bo nie czytając zaszkodzi sobie, a nie mi. Nie sądzę, że kiedykolwiek porzuci książki, bo one są w niej zaszczepione zbyt głęboko.

Książki są coraz grubsze, że chyba nawet dorośli czytelnicy się buntują. Skoro żyjemy w świecie, gdzie dominują obrazki może komiks – powinien zająć ich miejsce?

Każda historia – komiks, książka obrazkowa, poezja, kryminał czy też romans ma jakąś rolę do odegrania i na szczęście jest ich tak dużo, że każdy dla siebie może wybrać to, co mu pasuje. W różnorodności jest siła.

Co ostatnio czytałaś?

Książkę Anny Cieplak „Lekki bagaż”, która odnosi się do środowiska ngo. A teraz kończę „Kroniki Saltamontes” Moniki Marin. Lubię jej książki, bo ukrywa w treści mądrości życiowe, które warto sobie czasem przypomnieć, a tym bardziej najmłodszym. O tu jest taki piękny cytat z Marin (Małgosia zaznacza sobie w każdej książce fragmenty warte zapamiętania): „Musisz wiedzieć, że w trakcie Twojej największej podróży zwanej życiem będziesz się bał wielokrotnie. To nie brak strachu świadczy o Twojej odwadze, ale umiejętność zaprzyjaźnienia się z nim. Strach to również siła, która wskaże Ci, gdzie jest niebezpieczeństwo”.

W FiCe na półkach czekają też książki dla dorosłych. Przychodzimy pewnie szukając pozycji, które poprawią nam humor?

Zagadka jest w humorze, każdy z nas ma inne poczucie humoru i inne oczekiwania. Dla jednych dobra jest Margaret Atwood dla innych Sylwia Trojanowska nasza szczecińska pisarka. Ale z doświadczenia też wiem, że kiedy rozmawia się o książkach i literaturze to wytwarza się jakaś magia. I zamiast harlekina wybieramy reportaże Wojciecha Tochmana. Po lekturze jego książki „Wściekły pies” zastanawiałam się, jaka jest potrzeba w pisarzu, by opisywać tak przejmującą rzeczywistość. Może to jest tak, że piszemy i czytamy o tym, czego nie mamy, nie doświadczamy.

A co czytasz na lepszy nastrój?

Nie mam jakiś stałych pozycji. Często poranki zaczynam od czytania poezji. Zawsze są to teksty adekwatne do mojego nastroju i potrzeby. Sięgam po Marię Jasnorzewską-Pawlikowską, Agnieszkę Osiecką, Jacka Poniedzielskiego, ks. Jana Twardowskiego i Joannę Szczepkowską. Mam też książkę do której lubię wracać, to „Książka wszystkich rzeczy” – nie dotyka mnie osobiście, ale są rozdziały, przy których lubię sobie popłakać. Wybierając książki sięgam też często po te, których strona graficzna do mnie przemawia i potem się to sprawdza, bo dobrze mi się je czyta.

Gubię się czasem w księgarniach, bo coraz mniej dobrych księgarzy, którzy pomagają w zakupie…

Tak, podstawa to dobry księgarz. Wśród moich klientów mam wiele dzieci, które prowadzę w rozwoju czytelniczym, rodzice mają do mnie zaufanie. Czasem, aż się czuję przytłoczona odpowiedzialnością, bo w większej mierze mam klientów, którzy od progu wchodzą do księgarni i mówią: chłopak 3 lata, dziewczyna 5. Lubi, nie lubi czytać. Fascynuje się autami, nie lubi księżniczek i lubi zwierzęta. Można też sprawdzać, co polecają blogerzy, ale nie wszystkim należy wierzyć. Osobiście czytam tylko bloga Agnieszki Dobrowolskiej „Mały pokój z książkami” i „Małą czcionkę” Zosi Gwardyś.

Przeczytałaś tysiące książek. Czy możesz podać tytuł, który wpłynął na twoje życie?

Wszystkie historie wniosły coś do mojego życia. Można powiedzieć, że czytacze składają się z przeczytanych historii, aforyzmów. Są nasyceni ilustracjami i obrazami. Ja również należę do nich. Jako nastolatka zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej, marzyłam o podróży na Targi Książek, by ją spotkać i uścisnąć. Fascynował mnie jej humor i miłość do wyścigów konnych. Do dziś przypominam sobie i wpisuję znajomym na kartkach okolicznościowych jej słowa: życie bez namiętności jest nic nie warte.

Małgorzata Narożna: księgarka dyplomowana, współtwórczyni Kluboksięgarni FiKa w Szczecinie. Jej codzienna tytaniczna praca na rzecz promowania literatury i książki dla dzieci i młodzieży została doceniona w konkursie „Książka Roku 2018” Polskiej Sekcji IBBY. Nagrodzona też Magnolią Biznesu, nagrodą –przyznawaną przez portal kobietowo za którym stoją Anita Gałek i Nina Kaczmarek. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s