Zorganizowany włóczęga po mieście

przemek glowa szczecin

foto: Aga Kam

90 % mieszkańców na pytanie z kim warto zrobić wywiad w Szczecinie odpowiada: z Przemkiem Głową, alternatywnym przewodnikiem miejskim.

Przemek Głowa: Wierzę w mit postaci miejskich. W dzieciństwie fascynował mnie Piotr Skrzynecki, Szymon Kobyliński, czyli gawędziarze, opowiadacze miast. Potem obejrzałem na kanale Planete materiał o mostach, w którym prowadzący szczegółowo o nich opowiadał. No, i przeczytałem książkę prof. Krzysztofa Rutkowskiego „Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach” i „Pasaże” Benjamina Waltera i wtedy już wiedziałem, że chcę zostać zorganizowanym włóczęgą po mieście.

Miasto to ważna przestrzeń dla Ciebie.

Miasta ciągle rosną, patrząc w nocy na mapę satelitarną ziemi, światła aglomeracji coraz bardziej ją zapełniają. Życie w mieście staje się dla mnie przedmiotem naukowym, ponieważ dotyczy tak wielu ludzi, których ciągle przybywa. Ciągłość miast i odnajdywanie jednego elementu miasta w drugim też bardzo mnie interesuje. Na przykład rozmawiamy w Szczecinie w pubie „Czeski film”, w którym jestem codziennie jeśli nie mam wycieczek, gdzie oglądamy filmy i można powiedzieć, że rządzi tu pięć miast, bo oglądamy obrazy o Nowym Jorku czy Londynie.

Szczecin też oddziaływał na inne miasta, bo był portem…

Wciąż jest portem, choć już nie na taką skalę. Był centrum komunikacyjnym, gdzie idee z innych miast szybciej się pojawiały. I przypływali tu też wielcy ludzie jak Hans Christian Andersen, William Turner, Tove Jansson. Kultura była budowana przez ludzi podróżujących, takich jak Dohrnowie, którzy założyli nasze Muzeum Narodowe. Szlaki mieszkańców tego miasta na świecie bardzo mnie interesują. To jest dla mnie fascynujące.

Co jeszcze Cię fascynuje?

Podziemia, ruiny miasta. Nie tylko mnie, bo nawet dorosłe, wykształcone osoby, które oprowadzam do dziś wierzą, że można przejść podziemiami ze Szczecina do Berlina. Może to wynikać z tego, że mamy podziemia we krwi. Nasi dziadkowie i rodzice żyli w zburzonym kraju, bawili się w jakiś zrujnowanych przestrzeniach.

Na swoim blogu łączysz losy Szczecina ze sztuką i literaturą.

Wspomniany Andersen był tu jeden dzień. Zapamiętał, że hotel był drogi i nie znalazł osoby, której szukał. Lubię odnajdywać krainy z dzieciństwa w dorosłym świecie w formie konkretnej. I tak na przykład znalazłem Pana Kleksa w filozofie Franciszku Fiszerze, który jest mi bliską postacią. W jego epoce, każdy kto chciał pisać koniecznie musiał go poznać. Znany był też z tego, że zapisał się na studia na kierunek, na który nie było chętnych, dlatego opłacał bezdomnym studia, by chodzi razem z nim na zajęcia.

Ominąłeś dzięki temu skok w dorosłość, bo robisz nadal to, co pokochałeś w dzieciństwie.

To jest bardzo ważna sprawa – sfera wyobraźni i fantazji. Szczególnie, że żyjemy w czasach dość dekadenckiego nastroju i pełnym obaw.

To Cię ratuje?

Tak, pomaga mi przeżyć. Cała sztuka polega na tym, by być tam, gdzie się jest. Czy to w Paryżu czy na przykład w Nowym Jorku.

Jak wygląda Twój dzień?

Każdego dnia chodzę na piechotę pomiędzy bibliotekami, czytelniami, księgarniami szukając w książkach magicznych fragmentów związanych ze Szczecinem, a potem dzielę się nimi z ludźmi na blogu.

Lubisz ludzi?

Uwielbiam ich odkrywać, a każdego dnia spotykam wyjątkowe osoby. Mam dla nich czas, więc kiedy się spotykamy mogę im coś dać, opowiedzieć, co dziś przeczytałem czy czego się dowiedziałem. Lubię otwierać ludzi, bo nie wszyscy mają potrzebę mówienia o sobie czy aktorską ekspresję.

Szkoda, że nie zostałeś aktorem.

Aktorstwo mam we krwi, moja babcia pracowała w teatrze lalek Pleciuga. A ja robiłem swoje show w teatrze Kana pt. Paprykarz wspomnień, gdzie opowiadałem o swoich fobiach dziecięco – chłopięcych, które mogłyby się zdarzyć. Opowiadałem te historie z ambonki w kształcie wieloryba.

Masz osoby na swoim poziomie intelektualnym, z którymi możesz sobie pogadać?

Dbam o swoich znajomych! Trzeba ich podlewać, zabiegać, by byli w dobrej kondycji i dużo czytali.

Co robisz w wolnym czasie?

To pojęcie dla mnie dość rewolucyjne, bo żeby pisać i czytać trzeba mieć bardzo dużo wolnego czasu. Ja właściwie nie mam wolnego czasu, bo mam cały czas wolny! Ale jest on zapełniony. To jest dla mnie czasami ciężkie, a tym bardziej trudne dla osób, z którymi się spotykam. To co robię polega na tym, że występuję albo opowiadam ludziom o tym, czego się dowiedziałem, bo robię z ludźmi „spektakl z nauki”, a przewodnictwo temu służy. W ten sposób mogę porwać ludzi w jakąś historię, zupełnie niesamowitą, w której wszyscy jesteśmy trochę badaczami, odkrywamy jakieś nowe rzeczy.

Co jest dla Ciebie ważne?

W życiu robimy wszystko, by spełnić nasze marzenia. Możemy sobie mówić, że pewnych rzeczy nie zrealizujemy, ale jeśli czegoś naprawdę pragniemy i o czymś marzymy, to będziemy to całe życie robili. Największy problem jest w znalezieniu drogi do tego. W moim życiu tak się potoczyło, że nie zawsze robiłem, to co chciałem od razu. Musiałem wywalczyć sobie tą przestrzeń.

Jesteś szczęśliwym człowiekiem?

(Bardzo długa cisza). Uzyskuję harmonię, kiedy wszystko się spina. Nie umiem tego opisać słowami.

A w co wierzysz?

Wierzę, że jest między nami kościół międzyludzki, w którym wszyscy się za ręce trzymamy – jak to kiedyś powiedział Gombrowicz. Żyjemy w czasach, kiedy ludzie szukają schronienia w duchowości, tradycji duchowej. Ja też lubię uczestniczyć w tych poszukiwaniach. Nie lubię być z boku lub budować między ludźmi takiej sytuacji, że ktoś jest z boku jakiejś idei. Są rzeczy, które dają ukojenie bez względu, czy jesteś we wspomnianym Paryżu czy Nowym Jorku. I w te dni odczuwamy harmonię i wtedy ten kościół międzyludzki działa.

Dla Przemka Głowy istnieje Bóg?

Zadaję sobie to pytanie rano i wieczorem. Nie znam na nie odpowiedzi.

Wracając na ziemię. Myślisz, że jesteś w stanie obciąć dredy i przemienić się w człowieka w garniturze? Co na to Twoje ciało i dusza?

Parę razy sprowokowałem taką sytuację. Jeśli sytuacje są opresyjne, to człowiek się sam wewnętrznie buntuje. Mój wizerunek to jest też scenografia poszukiwań. Przez wygląd miałem różne sytuacje w życiu i pozytywne i negatywne. To było mi jednak w tamtych momentach w jakiś sposób potrzebne. Mój wizerunek czasem daje mi duży komfort w podejściu do ludzi. Buduje różne sytuacje, a to jest dla mnie ważne, bo moje działania mają charakter teatralny i musi być we mnie trochę teatru. Przypuszczam, że jakbym mieszkał w trochę większym mieście, to bym tak nie wyglądał. Może robiłbym więcej konkretnych rzeczy, w trochę innej sferze. Kto wie?

Przemek Głowa: przewodnik miejski po Szczecinie. Związany z tym miastem od zawsze. Syn przewodnika – geografa. Wnuk pioniera Szczecina. Harcerz, ministrant, marynista. Animator sztuki powszechnej. Fan niszowego sportu – noszenia książek w plecaku. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s