Od 20 lat częstuje książkami!

2 (1)

Podobno częstujesz książkami. Czym uraczysz przeciętnego czytacza lubiącego przygody?

Marta Kurzyńska: „Częstowanie książkami”, to działanie realizowana w ramach „Odjazdowego Bibliotekarza”, czyli rowerowo-czytelniczej akcji miejskiej, którą koordynuję w Szczecinie  do 2012 roku. Idea „częstowania” jest taka, że  uczestnicy „Odjazdowego Bibliotekarza”  przynoszą swoje  książki, które stemplujemy naszą „odjazdową” pieczątką i w pewnym dogodnym momencie wymieniają się między sobą lub częstują przypadkowych przechodniów. Jest to więc czytelnicza  „randka w ciemno”, z której może jednak coś ciekawego wyniknąć.

Co do ”uraczania” „przeciętnego czytelnika”, to nie mam specjalnie doświadczenia, bo owszem od 20 lat pracuję w bibliotece, ale zawsze były to miejsca specyficzne – wcześniej Dział Sztuki Książnicy Pomorskiej, a teraz Biblioteka Muzeum Narodowego. Nigdy do moich obowiązków służbowych nie leżało „bycie na bieżąco” z rynkiem wydawniczym literatury pięknej. Mogę mówić jedynie o swoich własnych zachwytach.

Należę do Dyskusyjnego Klubu Książki przy Książnicy Pomorskiej i od jakiegoś czasu, jako członkowie Klubu możemy proponować zakupy naszych przyszłych lektur, więc wrzucam, co nieco do naszego DKKowskiego koszyka,  zachęcona rekomendacjami specjalistów z telewizyjnych i radiowych programów o książkach. Ostatnio wrzuciłam  „Księgę dla starych urwisów. Wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Edmundzie Niziurskim” (Czerwone & Czarne 2019) Krzysztofa Vargi. Jestem admiratorką twórczości wszelkiej Vargi, a i Niziurski odcisnął na mnie swoje piętno, więc z radością czekam na tę książkę.

Ostatnio jakoś nie było wśród moich lektur  „opowieści przygodowych”, a  jako „przeciętny czytelnik”  mogę polecić – o ile jest ktoś, kto jeszcze nie przeczytał – „A ja żem jej powiedziała…” Kasi Nosowskiej – wyzwalająca lektura, pełna ironii, ładnych zdań i dystansu do siebie, traktująca momentami o przykrych i trudnych sprawach, ale  w sposób, który dodaje otuchy. Ostatnio sięgnąłem też  po „Ulice Szczecina”, czyli erudycyjne i barwne eseje o Szczecinie Daniela Liskowackiego – książka pierwotnie wydana 1995 roku, wznowiona przez wydawnictwo Forma w 2016, której kontynuację stanowią „Ulice Szczecina (ciąg bliższy)” (Forma 2015)  – to lektura warta przypomnienia i smakowania, pełna fascynujących historii  o naszym mieście, pisanych z humorem z nutką melancholii …. czyli taka jak lubię!

Pamiętasz swoje pierwsze wspomnienie związane z biblioteką?

Jako dziecię i młodzież chodziłam do bibliotek szkolnych i osiedlowych, ale nie było to dla mnie jakieś doświadczenie formatywne – przynajmniej nie zapamiętałam je jako takie. Ale na pewno chodzenie do biblioteki było częścią mojego życia, czymś oczywistym. Jak myślę o swoim „pierwszym wspomnieniu bibliotekarskim” to jest moment rozpoczęcia pracy w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie, czyli rok 1999.  Praca przez przypadek zaraz  po studiach, na zasadzie „na razie tu, a potem coś się znajdzie lepszego”. Trafiłam do Działu Zbiorów Specjalnych, najpierw do Wypożyczalni  Kaset Wideo i Książki Mówionej, a potem do Działu Sztuki. I w miarę szybko okazało się, że to jest moje miejsce. Największą zasługę w tym mieli ludzie, głównie ”babki” – dalekie od stereotypowego wyobrażenia o „Pani Bibliotekarce” – trochę szalone, otwarte, wesołe, fascynatki z imponującą wiedzą. Przynależność do Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich  pozwala na działania według własnych pomysłów, dzięki czemu oprócz realizacji misji – czyli działań na rzecz popularyzacji czytelnictwa, bibliotek oraz integracji środowiska bibliotekarskiego – można było się trochę pobawić –  m.in.  zrealizowałyśmy dwa film „Biblioteka” (2007; zapis tytułu z błędem jest zapisem wypowiadania słowa „biblioteka”, z którym bibliotekarze się spotykają) i „Biblioteka+ ;-]” (2009), miałyśmy też profesjonalne sesje zdjęciowe, czy pokaz mody, przebierane imprezy Wojewódzkie Dni Bibliotekarza integracyjne … szalone czasy!

Czego jako dziecko szukałaś w bibliotekach, a czego szukasz w nich teraz? Pamiętasz takie papierowe karty czytelnicze? To był czad! Szkoda  w sumie, że czytelnicy też są skatalogowani w komputerze…

W bibliotekach szukałam książek i je wypożyczałam.  Właściwie jest to dalej aktualne. Oczywiście teraz  doszły elementy dodatkowe – zawodowe –  wchodzenie we współpracę, dzielenie się doświadczeniami. A prywatnie jestem „łazęgą” i jak coś się dzieje interesującego dla mnie w jakiejś bibliotece – prelekcje, warsztaty, spotkania autorskie i tematyczne itd.  –   to idę.

A co do „skatalogowanych” czytelników , to w mojej bibliotece jest dalej analogowo. Choć nie mamy kart czytelniczych takich jak pamiętasz, ale mamy coś na ich podobieństwo, czyli grube pliki papierowych rewersów przypisane danej osobie – pracownikowi Muzeum, bo tylko oni mają prawo do wypożyczeń. Niektóre pliki zawierają pożółkłe „prehistoryczne” rewersy ,-). Mamy też katalog kartkowy zbiorów zamknięty w 2012 roku.  Bardzo go lubię. Robi klimat w naszej czytelni. I czasami bardziej mu wierzę, niż temu elektronicznemu, bo i taki mamy w naszej bibliotece.

Dlaczego postanowiłaś zostać bibliotekarką? Ile książek czytasz miesięcznie? 

Jak ktoś mnie pyta co robię, odpowiadam, że jestem Panią Biblioteką i wtedy pada standardowe stwierdzenie: Ale fajnie! Masz dużo czasu na czytanie!  Nigdy tego nie rozumiałam skąd taki automatyzm, bo czy naprawdę widuje się w bibliotekach czytających książki bibliotekarzy?! Byłoby cudownie, gdyby to było częścią obowiązków służbowych – 15 min. dziennie publicznego czytania, czyli dawanie dobrego  przykładu ,-). W pracy,  robiąc wykazy publikacji, które wpłynęły w danym miesiącu do Biblioteki, przeglądam książki i czasopisma, wyłapuję smaczki i żałuje, że nie mam czasu poświęcić im  więcej uwagi. Prywatnie przy dwójce dzieci – 11 lata i 3 lata – trudno znaleźć komfortową chwilę na czytanie. Dyscyplinuje mnie wspomniany już Dyskusyjny Klub Książki, w którym czytamy jedną książkę miesięcznie, a  potem wspólnie ją omawiamy. Zdarza się, że dyskusje są ciekawsze niż zadana książka, dlatego lubię tę formę  zetknięcia z literaturę – przez wrażliwość i pamięć innych osób.  Namiętnie też słucham i oglądam programy o książkach – mam swoje ulubione w Programie 2  Polskiego Radia i w TVP Kultura – to są moje czytelnicze protezy.

 Pracujesz w zawodzie już 20 lat! I z Twoich działań można wywnioskować, że jesteś też trochę menadżerką? 

„Menadżerka” uważam, że to okropne słowo, choć może powinnam uznać, że to komplement, bo zawiera w sobie wartość profesjonalizmu. Bliżej mi do „misjonarki”, choć nie mam w sobie chęci zatracania się w misji. Lubię robić to, co sprawia mi przyjemność, więc to jest trochę egoistyczne i narcystyczne.

 Piszą o Tobie, że zarażasz innych do czytania. Jak to się robi? To chyba trudne, bo z każdej strony krzyczą, że nie czytamy.

Hmm … nie wiem, czy kogoś zdołałam zarazić. Ciężko idzie mi z moim synem. Jedyny mój połowiczny sukces w tym temacie, to taki, że zaraziłam go audiobookami, które odkrył dla siebie, jako dostępniejsza forma spotkania z lekturą. Obracam się w środowisku osób czytających, wśród których jednym z podstawowych tematów poruszanych w towarzyskiej rozmowie jest czytana właśnie książka lub ta, którą chce się przeczytać.  Co do statystyk czytelnictwa są jakie są, nie mam do nich stosunku histerycznego. Podoba mi się zdanie, które usłyszałam od Mateusza Matyszkowicza, prowadzącego „Chuligana Literackiego” – życie jest mądrzejsze od statystyki.  Jadąc tramwajem widzę czytających książki pasażerów (fakt, że w mniejszości, ale jednak są ,-), na cykliczny  Festiwal Czytania w Książnicy przychodzą tłumy, na spotkania z autorami książek przychodzą tłumy ….A osobom nieczytającym po prostu współczuję, że pozbawiają się tak łatwo dostępnej sposobności życia innym życiem  – przeżywania przygód, czerpania z myśli i czynów postaci literackich. W zarażaniu czytaniem najważniejszy jest osobisty przykład, głośne czytanie, spotkanie z  charyzmatycznym czytelnikiem lub twórcą, a dla najmłodszych z nauczycielem w szkole, który przeprowadza głośne czytania tekstu lektury, stanowiącej punkt wyjścia do interesującej rozmowy – czyli tak wiele przypadkowych  czynników. Na szczęście ma się całe życie, żeby zaskoczyć.  A bibliotekarka lub bibliotekarz lubiący swoją pracę  może w tym pomóc.

2 (2)

Praca w bibliotece, to też obsługa oryginałów, bo umówmy się do was często przychodzą męczący goście zatruwający spędzającym tam czas innym…

Faktycznie bywają „spotkania trzeciego stopnia”. Spotkałam paru. Jakoś sobie poradziłam. Najważniejsza jest uprzejma stanowczość.

Żyjemy w świecie, gdzie dominują  obrazki, nawet w książkach! Komiks ma się bardzo dobrze.

Dominują, dominują…., ale żeby obrazek stał się znaczący, musi się osadzić w jakimś kontekście, który umie się rozpoznać. Człowiek z wyobraźnią i wiedzą zobaczy w obrazku więcej, niż człowiek bez takiego zaplecza. Książki niosą i wiedzę i rozwijają wyobraźnię, więc są niezbywalną częścią rozwoju osobistego. Komiksy, szczególnie te współczesne,  postrzegam jak intelektualną przygodę – rysunek stanowi skrót myślowy, który trzeba odczytać; to zabawa z wyobraźnią rysownika-opowiadacza historii.  Poza tym wyjście poza tematykę superbohaterów w komiksach, przedstawianie biografii postaci  lub wydarzeń historycznych  może stanowić przyjazny punkt wyjścia dla dalszego zainteresowania tematem.

Dużo projektów realizujesz z kultowym szczecińskim przewodnikiem Przemkiem Głową. Czy w tym „związku” 😉 on jest od obrazków Ty od słów?

Z Przemkiem znam się od lat, ale faktycznie od kiedy zaczął działać, jako przewodnik miejski nasze drogi się zbiegły. Miał swój złoty okres pisarski,  gdy był felietonistą szczecińskiego „Magazynu Kulturalno-Informacyjnego SiC” (2010-2011), które czytałam z zachwytem.  Teraz na jego blogu dominują obrazki, ale dopełnione hasłowymi impresjami słownymi, ale tematem głównym są książki, dobra literatura.  Przemek jest oratorem. Spotkanie z nim to gra w flippera – nigdy nie wiadomo, w którym kierunku piłka rozmowy  poleci. Chodzi o jego dygresyjność  – trzeba mieć refleks, żeby nadążyć. W naszej współpracy faktycznie to ja piszę, ale na podstawie rozmów z Przemkiem i głównie ze względu na terminy ,-).

 Jak się czujesz, jako Bibliotekarka Roku? To świetne wyróżnienie!!!!

Tak, to prawda – ogromny zaszczyt. Wspaniale jest być docenionym, to dodaje skrzydeł. Choć jest też gorzko – dużo osób składa gratulacje, ale nikt nie pyta właściwe za co ten laur ,-)   W tej sytuacji nasuwa się dla mnie też pewna paralela związana z moim nazwiskiem  – Kurzyńska –  które może pochodzić od kurzu lub kury: ta nagroda to jak złote ziarno, które trafiło się ślepej kurze, bo w woj. zachodniopomorskim jest 116 bibliotek publicznych , w których pracuje około 800 bibliotekarzy, a jeszcze są inne rodzaje  bibliotek –  akademickie, specjalne, szkolne – w których bibliotekarze zwiększają wymienioną pulę  osób. Wiadomo, że nie wszyscy bibliotekarki / bibliotekarze to osoby aktywne w swojej pracy, ale na pewno jest ich wiele / wielu. Przez działalność w Stowarzyszeniu Bibliotekarzy Polskich niektórych znam i stykam się z ich działalnością. W tym roku trafiło na mnie, bo miałam to szczęście, że osoby z którymi współpracuję zobaczyły we mnie kandydatkę do tej nagrody. Miałam silną konkurencję – z czego bardzo się cieszę.  Wygrałam jednym głosem, czyli o czubek nosa przed Anią Rutkowską, która otrzymała wyróżnienie razem z Ewą Chruścianą, Andrzejem Puławskim, Anną Sagan.  Ilość osób które mogą być nagrodzone jest ograniczona,  dlatego uważam, że sama nominacja w Konkursie stanowi miły i ważny  dowód uznania dla bibliotekarskiej pracy i jest świadectwem, że środowisko osoby nominowanej dostrzega i dolecenia jej działanie. Dlatego wymienię tu jeszcze osoby nominowane, bo choć  bez nagród, to z osiągnięciami w 2018, czyli Hanna Góralska, Aleksandra Muzyka-Hajdukiewicz oraz Irena Kozłowska.  Pracujemy w różnych instytucjach, w różnych środowiskach, bywa , że z inną materią bibliotekarską, ale jedno nas łączy – chcemy coś robić ponad i osiągamy różnej skali sukcesy. Fantastycznie jeśli są one  dostrzeżone i publicznie pochwalone. Dlatego chcę dzielić chwałę z innymi osobami, bo na to zasługują ,-).

Co planujesz, kiedy już prasa i fotoreporterzy przestaną Cię męczyć po tym wydarzeniu? 😉  

To co robiłam dotąd. Maj jest bardzo gorącym okresem. Czeka mnie akcja biblioteczna w trakcie Nocy Muzeów (18.05.), stoisko Okręgu Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich na  Pikniku Organizacji Pozarządowych „Pod Platanami (19.05.) i kolejna edycja Odjazdowego Bibliotekarza (25.05.), a w czerwcu V Forum Bibliotekarzy Pomorza Zachodniego (04.&06.06.), czyli wydarzenia, w które jestem zaangażowana organizacyjnie.

7

Co lubisz czytać prywatnie?

Hmm… co lubię. Uwielbiam opowieści takie jakie pisze Olga Tokarczuk, czy Jaume Cabre, w których jest wielka historia, zawikłane i przejmujące ludzkie losy, świat nie jest czarno-biały,  często chaotyczny i przypadkowy, ale przepełniony metafizyką. Dzięki Dyskusyjnemu Klubowi Książki czytam różne  książki. Czasami dobre, a nawet zachwycające, a  czasami nużące i zwyczajnie słabe, z każdej jednak wynika rozmowa, która bywa przyjemna i rozwijająca – to cenię ,-).

Marta Kurzyńska, kustosz, kierownik Biblioteki Muzeum Narodowego w Szczecinie. Robi swoje od 20 lat! Została ostatnio Zachodniopomorskim Bibliotekarzem Roku 2018

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s