Kolekcjonowanie to niekończąca się przygoda!

60484070_2227827877270452_1574540173264289792_n

Kapitan Żbik i Gapiszon to Pana ulubione postacie. Który jest ważniejszy i bardziej wpłynął na pańskie losy?

Nie mogę tego stwierdzić. Gapiszon to postać rysunkowa, od której zaczęła się moja przygoda z komiksem. Żbik to już późniejsza fascynacja i można się zapytać psychologa, na ile fascynacja nim wpłynęła na rozpoczęcie pracy w Policji, gdzie spędziłem 17 lat.  Czytałem też „Pilota śmigłowca” ze wspaniałymi rysunkami Grzegorza Rosińskiego, który też  mógł mieć na mnie wpływ, bo na krótko, ale zawsze wylądowałem w Dęblinie na pilotażu samolotów odrzutowych. Można tu snuć różne teorie. (śmiech)

A od jakiej dobranocki zaczęła się fascynacja bajkami?

W smarkatych latach wpływ na mnie miały animacje rysunkowe takie, jak:  „Bolek i Lolek”, „Reksio” i najważniejsza – „Zaczarowany ołówek”, gdzie jest nieustająca sensacja, kryminał. Zaczęło się od animacji rysunkowych, a dopiero później odkrywałem animację lalkową.

Jak zaczęło się kolekcjonowanie?

Razem z młodszym o 4 lata bratem, Maćkiem zbieraliśmy różne rzeczy: bajki, komiksy, historyjki obrazkowe z gum do żucia Donald. On z tego wyrósł, a u mnie to zostało i przerodziło się w pasję kolekcjonerską, która trwa!

I zaraził Pan pasją swoją żonę 🙂.

Kiedy mieszkaliśmy w Krakowie często odwiedzaliśmy giełdę staroci pod Halą Targową, na której natykałem się na przedmioty, które pamiętałem z dzieciństwa i takie, które były nowościami. Kupowaliśmy te rzeczy, tak na zasadzie ziarnko do ziarnka i w pewnym momencie zorientowałem się,  że mam kolekcje,  które opowiadają historię dobranocek. I wtedy stwierdziłem, że warto to rozwijać i szukać tematów związanych z nimi.

I wtedy założył Pan Muzeum Dobranocek?

Odwiedziłem Muzeum Zabawek w Karpaczu i nie była to szczęśliwa wizyta, bo wracałem z  wędrówki po górach i miałem całe 5 minut, by je zwiedzić. Wtedy nie udało mi się zwiedzić muzeum. Obiecałem sobie, że odwiedzę je znów za rok. Zwiedziłem i wtedy pojawiła się myśl, że warto, by moje zbiory związane  z dobranockami pokazać innym.

Czym są bajki dla Pana?

Pasją kolekcjonerską, choć obecnie Muzeum Dobranocek przejęło tą pałeczkę (nie pracuję już tam od 8 lat). Obecnie to forma spędzania czasu i traktuje je jak nasz dorobek kulturalny. A mamy się czym pochwalić, choć tego nie robimy. W czasach PRL, ale też obecnie takie bajki, jak np. „Miś Uszatek” czy „Bolek i Lolek” to są wspaniałe produkty eksportowe. One wtedy już odnosiły takie sukcesy, a dziś mam wrażenie, że za bardzo zadzieramy nosa, jako naród. Szukamy rzeczy górnolotnych, wydumanych, a nie potrafimy docenić tych rzeczy „drobnych”. To jest tak, jak z Misiem Uszatkiem.  Kiedy jego figurka stała już w muzealnych gablotach, to zwiedzający stawali przed nim i ze zdziwieniem mówili: o to on jest taki mały? Myślałem, że on jest większy.  Tłumaczyłem wtedy, że on jest mały (ok. 20 cm), ale jest wielki! To jest naprawdę dzieło sztuki! Dzieło polskiej animacji.

Wiem, że na świecie jest ogromny fanklub Misia Colargola – w Stanach, Kanadzie, Francji, ludzie zbierają gadżety, a my jakoś nie potrafimy tego docenić. Mówimy… e… to tylko bajki.

I że bajki i komiksy są tylko dla dzieci.

Często zwiedzający dorośli wychodzili z Muzeum mocno zadowoleni, a na początku wizyty tłumaczyli się, że oni tu są tylko, jako opiekunowie. Po czym okazuje się, że bawili się lepiej niż to dziecko, które często widziało eksponaty po raz pierwszy. Najbardziej lubiłem, jak odwiedzali Muzeum całe rodziny – rodzice i dziadkowie, gdzie każdy coś dodawał, dopowiadał.

A jak wygląda sprawa z kolejnym Pana projektem – Muzeum Komiksu?

Ten pomysł kiełkuje od dawna, ale od dawna nic się nie wydarzyło w tej sprawie. Rok temu część moich zbiorów wylądowała na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Był to pierwszy taki przypadek, że komiks został pokazany w Muzeum Narodowym, jako pełnoprawna dziedzina sztuki. Przecież nikt nie ocenia literatury, co do której nikt nie ma wątpliwości, że jest dziedziną sztuki poprzez pryzmat harlekinów, które można kupić w kiosku czy nie każdy film jest arcydziełem, a należy do sztuki filmowej. Komiks był przez kilkadziesiąt lat pozbawiony miana sztuki.

Co Pan teraz zbiera?

Każdy kolekcjoner wie, że to jest niekończąca się przygoda. Kiedy kupuję lub dostaję jakiś przedmiot dostaję od razu jakąś historię i to otwiera kolejne drzwiczki… drugie, trzecie…

Podobno macie Państwo w domu niesamowitą łazienkę…

Mamy tam kolekcję pociągaczy klozetowych, czyli „zwykłych” rączek ceramicznych, uchwytów do tzw. górnopłuków,  które służyły do pociągania za łańcuszek. Nie liczę, ile ich jest, ale jest ich kilkadziesiąt.

Wasz dom to małe muzeum.

Nie da się zawiesić na kołku swoich pasji, bo człowiek każdego dnia zyskuje większą wiedzę, wie czego szuka i dalej to robi. Kwestia jest tylko taka, czy ma się pomysł na spożytkowanie tych zbiorów. Mi się wydaje, że mam, tylko muszę znaleźć do niego partnerów , bo nie wygrałem w totolotka i nie mam możliwości sfinansowania prywatnego muzeum.

A jak się Pan czuje będąc np. na wakacjach, gdzie są w hotelach puste przestrzenie.

Wystarcza mi to, co mam w domu. Jak już wyjeżdżamy to głównie na nasz ulubiony Dolny Śląsk, do miejsc związanych z historią, zwiedzamy muzea i ciągle budujemy nasze kolekcje.

Daje Pan drugie życie rzeczom.

Może to zabrzmi górnolotnie, ale ocalam je od zapomnienia. Ile osób się przejmuje takim zwykłym pociągaczem klozetowym… To są rzeczy tylko użytkowe dla wielu osób.

Czy zbieranie takich przedmiotów nie jest trochę jakby zapanowaniem nad czasem upływającym?

Nie mam problemów z akceptacją przemijania, tego, że życie jest mgnieniem oka. Krótkim epizodem, że coś mija… Akceptuję to, przyjmuję i nie zamierzam się boksować z rzeczywistością. Często przedmioty są w posiadaniu ludzi, którzy nie przywiązują do nich żadnej wagi, nie uważają wydawnictw, książek za coś wyjątkowego, a te przedmioty, gdy znajdą się pośród podobnych do siebie rzeczy – zyskują zupełnie inny wymiar. To było widać na wystawie w Krakowie, gdzie różne drobiazg były obok siebie np. opakowanie po gumie do żucia „Gąska Balbinka”, która była produkowana w latach 60.  To były produkty i nikt wtedy się nie przejmował opakowaniem, papierkiem. Na szczęcie byli tacy, dla których ten papierek był ważny i teraz można go np. obejrzeć w Muzeum Dobranocek.

Wojciech Jama – kolekcjoner, pomysłodawca i darczyńca eksponatów dla Muzeum Dobranocek. Część zbiorów jego komiksów można było zobaczyć na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie pt.  „Teraz komiks!” poświęconej polskiemu komiksowi. Uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Prowadzi stronę na FB https://www.facebook.com/MuzeumKomiksu/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s