Malowanie na stodołach to kontynuacja mojej fascynacji starymi fotografiami

arkadiusz sanok (2)

Powtórzysz za Wyspiańskim, który pisał „O kocham Kraków” w stylu o kocham Sanok? Jak to robisz, że tworzysz wciąż w jednym miejscu, nie goniąc za nowym?

Arkadiusz Andrejkow: Mieszkam tu od urodzenia i nie jestem typem podróżnika. Przez chwilę żyłem w Rzeszowie i Krakowie, ale po tych wojażach zawsze wracałem do Sanoka. Może to wynika z tego, że długo się przywiązuję do miejsca? Poza tym Sanok to małe miasto, znam wszystkie jego zakamarki, połączenia, gdzie co jest. Dodatkowo jest bardzo malowniczo położone – jest mnóstwo różnych górek, wszystkie obrzeża mają leśne szlaki, po których lubię chodzić, jest świetne powietrze i dużo obok wsi, podkarpackich i już tych bieszczadzkich.

Dzięki projektowi „Cichy memoriał”, czyli malowaniu fotografii na starych stodołach, który realizujesz od ponad 2 lat – masz blisko do pracy.

Swoją pracę zaczynam od sprawdzenia czy stodoła nadaje się do pomalowania i jest w fajnym miejscu. Czy są zdjęcia osób, których wizerunki  mają się na niej pojawić. Malowanie na stodołach to kontynuacja mojej fascynacji starymi fotografiami. Ważne dla mnie są w tym projekcie materiały, na których maluję: stare deski. Wcześniej tworzyłem na betonie, w pustostanach, śniegu, kłodach drewna.

Naturalne podejście!

Tak, nie lubię zaczynać od czystego płótna czy białej kartki, gdzie  muszę myśleć jak połączyć postacie z tłem, tylko tworzę w miejscu, gdzie już natura zaczęła swój obraz. To wynika trochę z mojego lenistwa, bo wykorzystuję to, co już zostało zrobione. Odpowiada mi też swoboda wsi, że pracuję na zewnątrz i nie martwię się, że trzeba coś zabezpieczyć. Swobodnie się maluje i mam pełną kontrolę nad ruchami pędzla. Ten projekt jest w 100 % mój, mimo że maluję na nie swoich obiektach, to właściciele stodół nie ingerują w to, co robię.

I nie bierzesz za to pieniędzy.

Tak, ludzie obdarowują mnie darami natury: miodami, grzybami, marchewką czy własnymi wyrobami. Taki mamy swojski barter.

arkadiusz sanok (1)

Jak przechowujesz swoje  prace dla nazwijmy to potomnych?

Archiwizuję je robiąc zdjęcia. Drugie życie prace dostają w Internecie, gdzie pokazuję je odbiorcom. Mnie rajcuje najbardziej cały proces malowania, że mogę gdzieś w naturę samotnie uderzyć i na szybko coś stworzyć.

Natura to twój drugi dom.

Tworząc staram się w nią nie ingerować za bardzo.  Mój obraz jest jej częścią, szanuje to, co jest dookoła przyrody i staje się fragmentem mojej pracy. Nie chcę niszczyć wiejskiego krajobrazu nazwijmy to muralem z białym podkładem, który wyglądałby jak baner tylko tworzę z szacunkiem do otoczenia, by obraz, który maluje dobrze wyglądał z każdej perspektywy i nie odbierał niczego otoczeniu.

Jak wygląda  proces tworzenia?

Zaczynam od znalezienia miejsca, które do mnie przemawia, potem robię zdjęcia i zastanawiam się, co ze starych fotografii można w nie wkomponować. Staram się, by zdjęcia były z danego miejsca i wioski, tak by osoba z obrazka znów do niego  wróciła.

Co jest ważne w byciu artystą?

Na pewno nie zacząłem swojej przygody od marzenia, by nim zostać. Plastyką zająłem się dość późno, bo dopiero w wieku 17 lat. Nie myślałem wtedy o artyzmie, bo zaczynałem od graffiti miejskiego, który jest mało estetyczną formą. Potem powoli zacząłem tworzyć portrety, a następnie ukończyłem studia plastyczne i zacząłem łapać zlecenia. Naturalnie układa się moja droga twórcza.

Jak wygląda Twój dzień, co dzień coś malujesz?

Obecnie nie, bo mam dzieci i dużo obowiązków. Teraz jest ciepło, więc to moja pora roku, kiedy mogę dużo i szybko działać na zewnątrz. Na zimę mam plan, by w pracowni coś robić w mniejszym formacie na deskach.

Jesteś niesamowicie spokojnym człowiekiem…

Dużo osób mi to mówi. Ciężko mnie zdenerwować. Nie ma sensu tracić sił na rzeczy typu polityka. Teraz ważne są  dla mnie rodzina i żeby moja działalność się rozwijała, bym mógł utrzymać najbliższych.

Mówi się, że artysta potrzebuje bodźców, by tworzyć…

To stereotypy. Traktuję malowanie, jak swoją robotę. Zdarza mi się mieć ciśnienie, by w miarę szybko wrócić do domu, o jakiejś normalnej porze. Mimo, że jestem szybki i maluję obraz na stodole w jeden dzień!

 

Arkadiusz Andrejkow: Urodził się w 1985 roku w Sanoku. Jest absolwentem Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie w 2010 uzyskał dyplom w pracowni malarstwa Marka Pokrywki. Obecnie mieszka i tworzy w Sanoku. W 2017 roku otrzymał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację projektu „Cichy Memoriał”. Brał udział w kilkunastu wystawach indywidualnych i kilkudziesięciu zbiorowych na terenie kraju.

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s