Nie dotykaj mnie, bo jeszcze coś poczuję

fundacja sztuka cialo

Joanna Płóciennik i Katarzyna Markowska z Fundacji Sztuka Ciała próbują nas przebudzić za pomocą ruchu, dotyku, by stworzyć miejsce…

… autentycznego spotkania, w którym wychodzimy od doświadczenia ciała, używając różnorodnych (artystycznych) środków wyrazu. To fragment z waszej strony. Ważna misja!

Katarzyna Markowska:  Żyjemy w świecie, w którym wszędzie szukamy dla siebie korzyści: co da nam udział w danym wydarzeniu? Jakie moje potrzeby zostaną zaspokojone, jakich nowych umiejętności się nauczę. Taki mamy sposób widzenia świata i sama się łapię na tym, że też tak postrzegam rzeczywistość. A przecież najważniejsza jest bezinteresowność. Warto zatrzymać się – usiąść, by zobaczyć,  na jaki pomysł wpadniemy za chwilę i co naprawdę chcemy robić. Fajnie jest się też ponudzić, w tym nie ma nic złego. Kiedy jest przestrzeń – pomysły pojawiają się w naturalny sposób.

To pierwszy krok i trudne zadanie!

Joanna Płóciennik: W ramach naszych działań często jeździmy do szkół na warsztaty z młodzieżą. Zapraszamy ich do tworzenia i widzimy, że oni mają coraz większy z tym problem. Żyją w szablonach, ktoś im mówi, że coś mają robić tak, a nie inaczej. Chodzą na konkretne zajęcia, które dają im konkretne umiejętności, ale kompletnie nie wiedzą,  jak stworzyć coś swojego. Nie mają czasu, by zastanowić się na tym, co bym stworzyli, gdybym mieli taką szansę. To jest trudne dla nich. Rzadko zdarzają się jednostki, które mają głowę pełną pomysłów, zazwyczaj to są te dzieciaki (młodsze i starsze), które trzeba okiełznać i mówi się o nich, że  źle się zachowują.  To właśnie one mają odwagę, by tworzyć.

Fundacja Sztuka Ciała działa już 10 lat! Co było i jest dla was ważne w przekazie?

Katarzyna Markowska:  Zaczynałyśmy w studiu pantomimy i pamiętam, że strasznie chciałyśmy zrobić coś swojego, by pójść dalej własną ścieżką.

Joanna Płóciennik: Ważny był ruch szeroko rozumiany, dlatego zaczęłyśmy robić spektakle. Jeden z pierwszych był o kobietach. Opowiadał o rolach, w jakie wchodzą,  o tym, że  mamy ich dużo, ale każda z nas może być sobą i funkcjonować w strukturach społecznych tak,  jak chce.

Czym jest ruch dla was?

Katarzyna Markowska:  To wyrażenie czegoś, ale nie wprost. Ruchem można opowiedzieć historię, która nie jest zamknięta w słowie. Dłuższa jest ścieżka jego przekazu. Trzeba się mu przyjrzeć i po swojemu zinterpretować. Kiedy pokazuję kota, należy się zastanowić  czy to może nie jest kobieta? A może chodzi mi o naturę kota. Więcej można zawrzeć w ruchu.

Joanna Płóciennik: Słowa powodują nieporozumienia. Inaczej je rozumiemy i ciężko jest siebie wyrazić nimi, bo każdy rozumie je inaczej przez swoje emocje i przez to jest w stanie w bardzo szybkim tempie ocenić innych. W ruchu nie ma mówienia wprost, nie ma nieporozumień, bo każdy może interpretować go po swojemu.

Ruch jest językiem uniwersalnym, trafi do dzieci i staruszków.   

Joanna Płóciennik: W ruchu też jest fajne czucie i emocjonalność – przecież jak gramy jeden spektakl po kilkanaście razy to za każdym razem jest inny. Dajemy inną energię widzom i od nich otrzymujemy coś wyjątkowego. To pozwala na różną interpretację za każdym razem. Jesteśmy w stanie komunikować się w inny sposób i dawać rozmaite nastroje.

Co chcecie przekazać widzom?

Joanna Płóciennik: Dużo myślę  ostatnio o dotyku. Jest go coraz mniej w naszym życiu. Kiedy gramy spektakle  dzieciaki wbiegają do nas na scenę, chcą być blisko – obejmują nas. Zresztą też dorośli coraz bardziej oddalają się od swojego ciała. Myślę, o takim projekcie, w którym można by poświęcić więcej czasu swojemu ciału. Nie wiemy często, jak się czujemy. Czy świadomie podejmujemy jakieś działania czy jesteśmy w stanie siebie kontrolować. Poziom czucia swojego ciała przenosi się na wiele rzeczy – wybuchamy często w jakiś sytuacjach, bo nie wiemy, gdzie była granica, którą ktoś przekroczył. Gdybyśmy więcej czuli swoje ciało to umielibyśmy odczytywać moment, kiedy ktoś nas, na przykład zezłościł. Wtedy złość nie przechowuje się w żołądku lub głowie, która zaczyna nas boleć. To wszystko jest psychosomatyka.

Jak sobie można pomóc? Od czego zacząć pracę z ciałem?

Joanna Płóciennik: Od uważności. Starajmy się zatrzymywać w ciągu dnia, by sprawdzić, jak się ma nasze ciało. Zauważyć czy nie ma się, na przykład spiętych lędźwi i nauczyć się je rozluźniać jakimś ćwiczeniem. Kiedy zaczniesz to zauważać to szybciej możesz zareagować oddechem, wyciszyć się czy uspokoić. Wtedy napięcie się rozpłynie.

Tego nie uczą w szkole.

Katarzyna Markowska:  Dobrze jest, jak się takie rzeczy dzieją w domu. Kiedy można się w nim AUTENTYCZNIE SPOTKAĆ. Być  bezinteresownym. Oczywiście mi też  zdarza się wrócić do domu i myśleć tylko o tym, by wszyscy dali mi spokój, ale w takiej sytuacji kładę się na podłodze i pozwalam dzieciom, by po mnie skakały, przewalamy się. Nie wymyślam nic dla nich, ale staram się być blisko, by miały do mnie dostęp.

Dużo jeździcie po Polsce, spotykacie się z młodzieżą. Jest nadzieja na powrót do normalności w relacjach?

Katarzyna Markowska:  Ostatnio grałyśmy spektakl po którym organizowane były warsztaty. Nic wielkiego, zapytałyśmy młodzież: jak się mają i co czują. Patrzyłyśmy sobie w oczy… i po zajęciach przyszły do nas nastolatki (śliczne, wysportowane dziewczyny z długimi włosami) i powiedziały tak: z nami nikt tak nie rozmawia. Dlaczego chcecie tak z nami rozmawiać… i zaczęły płakać. Byłyśmy w szoku!

Joanna Płóciennik: Jesteśmy zasklepieni w swoim ciele. Często widzę, że coś młodzież porusza, ale oni nie pękną, nie pokażą emocji. Mają w sobie granicę: nie wolno podjeść blisko i ich dotknąć. Przekazują komunikat – „Nie dotykaj mnie, bo jeszcze coś poczuję”. Modna jest też postawa, wśród młodych ludzi bycia lekko olewczym – to jest najfajniejsze według nich.

Nadzieja jest właśnie w ruchu. Jest w nim prawda. Spotkanie. Kiedy zaczynasz kogoś dotykać jest wtedy szansa na autentyczne spotkanie. Kiedy poświęcisz czas drugiemu człowiekowi, popatrzysz na niego dłużej, to może coś się w nim rozpuści. Na co dzień funkcjonujemy w swoich małych światach, pozamykani i najwyższa pora to zmienić.

Jak?

Katarzyna Markowska:  Ostatnio organizowałam urodziny, które polegały na tym, że przez dwie godziny tańczyliśmy. Moja koleżanka, którą znam od wielu lat, powiedziała mi po imprezie: bardzo rzadko tańczę, ale zawsze po tym dobrze się czuję. Dziękuję Ci, że mogłam przyjść i potańczyć. Ruch zawsze poprawia samopoczucie. Nie znam osoby, która po tańcu powiedziała, że złapała doła. Zawsze jest poprawa! Każdy umie się ruszać, a w ruchu spotyka się ze swoim ciałem, oddechem i odblokowuje swoje emocje!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s