Spotkanie z Kantorem miało wpływ na całe moje życie

lech stangret

foto: Tomasz Grabowski

Tadeusz Kantor to chyba MEGA ważna postać dla Pana. Poznaliście się jak miał Pan 19 lat i ciągle, nazwijmy to jest z Panem…

Kantor powtarzał, że życie składa się z przypadków, ale dodawał, że każdy ma taki, na jaki sobie zasłużył. Trafiłem do teatru Kantora całkowicie przypadkowo.

Czyli jak?

Przypadek polegał na tym, że żoną Tadeusza była siostra mojego ojca (Maria Stangret – Kantor). Jestem z Warszawy, ale chciałem zdawać na turystykę i rekreacje na AWF w Krakowie, bo w stolicy takiego kierunku nie było. Nie interesowałem się specjalnie sztuką, zamieszkałem u babci w Krakowie i któregoś dnia powiedziała mi, że Tadeusz z Marysią są w domu, wrócili po licznych wyjazdach i wypada, bym ich wreszcie odwiedził. Poszedłem, Kantor był w dobrym humorze i zapytał, co ja tutaj robię. Odpowiedziałem, że zdaję na AWF. Żachnął się, że to sport i powiedział, żebym przyszedł po egzaminach. Okazało się, że nie dostałem się na studia i zdołowany poszedłem do Kantora. Bardzo  się ucieszył: świetnie powiedział, potrzebuje młodego człowieka do spektaklu, który będę robił we Florencji.

Pojechaliście?

Przygotowaliśmy tam spektakl Wielopole, Wielopole  spędzając we Florencji  pół roku. Ale zanim wyjechaliśmy Tadeusz musiał napisać do Wojskowej Komendy Uzupełnień tonę pism, z których wynikało, że beze mnie cały spektakl się zawali. Wszystko po to, by mi odroczyli służbę i wydali paszport.

Tam zainteresował się Pan sztuką?

Tak, bo Kantor cały czas o niej mówił albo o spektaklu. Próby z Kantorem były trochę ciężkie. Bywał na nich apodyktyczny. Kiedyś strasznie się mnie czepiał i już miałem tego dosyć, bo ciągle coś było nie tak! A ja przecież  nie miałem wcześniej żadnego kontaktu z teatrem,  co się potem okazało atutem.

Poskarżył się Pan mu?

Kantor po próbie był już zupełnie innym człowiekiem. Zapraszał na wino i zachowywał się, jakby nic się nie stało. Byłem tym skonsternowany. Wcześniej wyzywał, a potem był miły. Byłem młodym chłopakiem miałem 20 lat i wszystko odbierałem inaczej. Wychodziłem kiedyś z teatru i patrzę stoi Kantor. Wziął mnie pod rękę i mówi, że on ma już taki charakter, żebym nie brał tego do siebie osobiście, co on mówi na próbie, bo on wie, co chce ode mnie uzyskać, a że nie może to krzyczy. Krzyczeć na siebie nie będzie, więc krzyczy na mnie. Musiałem się do tego przyzwyczaić.

To było takie wujkowe podejście?

Nie (śmiech)! To nie miało nic wspólnego z wujkowaniem. Zresztą nie lubił słowa wujek. Był Tadeuszem. Tak samo, jak nie lubił słowa scenograf i wolał, by nazywano go dekoratorem.

Pod wpływem Tadeusza zainteresował się Pan historią sztuki?

Zmusiło mnie do tego znów wojsko, które mogło się o mnie w każdej chwili upomnieć. Zdałem na Historię Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie potem  zrobiłem jeszcze doktorat. I pozostałem już w kręgu sztuki.

W Galerii Foksal jako kurator zajmuje się Pan archiwizowaniem dzieł Kantora.

Tak, jest ogrom pracy, bo Kantor dziś byłby nazywany artystą wizualnym. Był prekursorem tych  sztuk. To ktoś kto robi teatr, film, malarstwo. On żył w czasach, kiedy było ścisłe rozgraniczenie. Jak ktoś robił teatr to był do niego przypisany. Tadeusz mówi o sobie, że jest malarzem i człowiekiem teatru! Może wynikało to z tego, że reżyser jak mówił, to zawód od 100 lat, a taki malarz? To stary zawód.

Kantor też współpracował z Galerią Foksal.

Niedługo. Jakieś 5-6 lat może, ale był postacią charyzmatyczną. Zostałem przy nim, bo coś w nim było i jest. Kantor wciąż jest nieodkryty. Nie wszyscy wiedzą, że robił poza teatrem filmy, malował i jest to wszystko bardzo spójne. To jest to samo, ale w innych formach.

Kim Tadeusz był dla Pana?

Pracowałem z wieloma artystami, ale zgadzam się z tym, co powiedział Andrzej Wajda, że przy Kantorze czuło się GENIUSZ. Coś niezwykłego.

Był zadufany w sobie? Ponoć objawiało się to w jego relacjach z innymi ludźmi kultury?

Kantor miał po prostu zupełnie inną wizję teatru. Nie uznawał teatru repertuarowego, tradycyjnego. Jego wizja była też zupełnie inna niż Grotowskiego, choć byli najsłynniejszymi ludźmi teatru zagranicą. Kantor po prostu lubił być zrozumiałym. Opowiem taką historię – niemiecka ekipa telewizyjna chciała nagrać o nim dokument. Na jednej z prób, Kantor chciał stworzyć pokój wyobraźni, taki by widzowie nie mieli wrażenia dekoracji, kompozycji teatralnej. Tadeusz z łóżka zrobił maszynę, przez szafę się przechodziło, dzięki temu rzeczy z pokoju stawały się przedmiotami-aktorami. Kiedy doszło do nagrania – objaśnił ekipie, że to wszystko żyje i zapytał, jak im się to podoba i usłyszał odpowiedz – że to była bardzo ładna kompozycja. Kantor wybuchnął! Wyzwał ich od idiotów i kazał się wynosić. Ekipa wróciła do siebie, ale odważył się zostać operator, który uznał, że nakręcenie tego materiału to będzie doświadczenie jego życia, bo jak powiedział: Kantor jest genialny!

Bunt Kantora był słuszny!

Cały jego bunt nie wziął się znikąd. To trwało i się rozwijało. To był proces. Kantor pracował przez 20 lat jako scenograf – zrobił ponad 100 scenografii i pracował z różnymi reżyserami w Krakowie i Warszawie. Doskonale znał ułomność tradycyjnego teatru od podszewki. Sprzeciwiał się  obopólnemu udawaniu – zasadzie, że aktor udaje kogoś innego, a widz udaje, że w to wierzy. Kantor chciał, by jego widz był w teatrze bardziej kibicem, a nie obserwatorem. Kibicem utożsamiającym się z grającymi.

To przypadkowe spotkanie z Kantorem miało wpływ na całe Pana życie…

Tak, na zainteresowania, działania. Był w nim motorem sprawczym. Teraz jako Fundacja remontujemy jego dom pod Krakowem, który ma być poświęcony na działania plastyczne. Razem z Instytutem Mickiewicza prowadzimy coś na kształt rezydencji artystów. Przyjechała para, która zajmuje się sztuką w wirtualnej rzeczywistości. Nigdy wcześniej nie widzieli twórczości Kantora i byli zafascynowani tym, co zobaczyli. Bardzo ich poruszyło, ze u Kantora grały przedmioty, martwe rzeczy.

Chciałby Pan wrócić do czasów, kiedy pracował Pan z Kantorem?

Jak mówi Wyspiański – nikt żywy w czas młodości nie wraca. Cała Umarła Klasa jest o tym, że każdy z nas ma takie marzenie i wydaje mu się, że gdyby teraz wrócił do czasów młodości, z bagażem doświadczeń, które ma to przeżyłby życie lepiej i inaczej. Dokonałby lepszych wyborów…

Jak z Pana wyborami?

Nie zastanawiam się nad tym specjalnie. Nie walczę z życiem…

 

Lech Stangret – ukończył historie sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim i tam też uzyskał doktorat. Był aktorem Teatru Cricot 2. Do 2004 roku pełnił funkcję dyrektora fundacji im. Tadeusza Kantora i wicedyrektora krakowskiej Cricoteki. Opublikował kilkadziesiąt artykułów i esejów na temat twórczości Tadeusza Kantora. Autor programu Festiwalu Tadeusza Kantora podczas Festiwalu Kraków 2000- Europejskie Miasto Kultury oraz kurator wielu ekspozycji w Polsce i za granicą poświęconych sztuce tego artysty, m.in.: w Muzeum Sztuk Pięknych w Pradze, Fundacion Telefonica w Madrycie, Casa Mila w Barcelonie, La Bellone w Brukseli, CEAC w Strasbourgu. Mieszka i pracuje w Warszawie.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s