Kocha judo, rower i co roku musi odwiedzić Azję!

79419023_2411087965809682_3757749329167646720_n

Jak zaczęła  się Twoja pasja? I która była pierwsza? Rower, judo, podróże po Azji?

Artur Gorzelak : Z trzech, które wymieniłaś pierwsze było judo. Zacząłem trenować, gdy miałem 9 lat. Teraz też trenuję, ale przede wszystkim innych. Spełniam się w roli trenera judo. Rower uważam za najfajniejszy środek transportu podczas turystycznych wypadów. Z perspektywy siodełka rowerowego widać dużo więcej niż zza okna autobusu czy pociągu. Można się w dowolnym momencie zatrzymać czy zmienić plan. W 2013 roku miałem możliwość pierwszy raz odwiedzić wspólnie z bratem Japonię (kolebkę judo) i od tej chwili nie wyobrażam sobie, żeby chociaż raz w roku nie odwiedzić azjatyckiego kontynentu.

Jak pasje zaczęły być pasjami?

Nie szukałem życiowej pasji. To przyszło całkiem naturalnie. Robię zwyczajnie to co sprawia mi przyjemność. Sport jest istotnym elementem mojego życia. Uwielbiam to uczucie po solidnym treningu, kiedy ma się przekonanie, że dało się z siebie wszystko! Podróże to forma spędzania wolnego czasu. Od jakiegoś czasu udawało mi się łączyć podróżowanie i uprawienia sportu. Na swoim koncie mam też kilka ciekawych biegów długodystansowych w różnych zakątkach świata.

Jest coś co łączy pasje?

Pasje dzielimy wspólnie z żoną. Oboje uwielbiamy aktywnie spędzać czas. Chyba podstawą wszystkich pasji i tym co je łączy jest plan i jego konsekwentna realizacja. Ciężko byłoby nas przekonać do wyjazdu z biurem podróży. Lubimy mieć kontrolę nad wspólnie spędzanym czasem.

60454663_2251572275094586_8178936935083933696_o.jpg

Czy pasja jest pracą? Może się z niej utrzymać?

To chyba najlepsze rozwiązanie gdy coś w czym się odnajdujemy może być także źródłem naszego utrzymania. Działalność wydawniczą traktuję jako ciekawą formę spędzania czasu, możliwość poznania nowych ludzi, szansę do przekazania swojej historii, sposób sprawdzenia się na nowych płaszczyznach. Nie traktuję jej w kategoriach zarobkowych. Łączę jednak pasję z pracą będąc trenerem judo.

Pasja w dzisiejszych czasach to chyba niezbędna sprawa. Czym jest dla Ciebie?

Pasja pozwala mi wyznaczać kolejne cele i je realizować. To niezwykle istotny element życia. Daje sporo satysfakcji, a także pozwala złapać oddech w tzw. „szarości życia codziennego”.

Czym różni się jazda rowerem po Polsce i Azji? Tak z punktu widzenia technicznego i duchowego. Byłeś tam jeżdżąc  na rowerze i trenując… Czy to był całkowity spontan? Jedziesz, widzisz klub i postanawiasz wejść, by potrenować?

W Polsce jeździ się po prawej stronie, a w Japonii ruch jest lewostronny ;),  ale to oczywiście żart.  Przygotowania do wyjazdu do Japonii trwały miesiącami. Musiałem wyznaczyć trasę, zaplanować treningi, kupić i przetestować sprzęt. Nie jestem osobą planującą wszystko w najmniejszych szczegółach, ale to był solidny projekt. W Japonii niewiele jest miejsca na spontaniczne działania. Całość przygotowań i przebieg całego wyjazdu opisałem w swoim reportażu „W judodze na rowerze. Japońsko – koreańska przygoda na dwóch kółkach”. Książka dostępna jest w formie papierowej w księgarniach podróżniczych, a także w formie ebooka.

Czego szukasz w podróżach? Co ci dają? Do jakich miejsc byś  nie pojechał, a  o jakich marzysz?

Chwili wytchnienia, lubię też poznawać ludzi i poznawać ich stosunek do życia. Uwielbiam próbować lokalnych specjałów. Nie ma chyba miejsc, do których bym nie pojechał. Marzy mi się zwiedzenie wszystkich ciekawych miejsc w Azji. Jeszcze sporo przed nami. Obecnie przygotowujemy się do planowania letniej wyprawy i wahamy się między: Mongolią, Kamczatką i Wietnamem. Szczegóły dotyczące naszych podróży publikujemy na fan page http://www.facebook.pl/wjudodzenarowerze – zachęcam do śledzenia!

Był taki moment w podróży po Azji, gdy naprawdę się bałeś i stwierdziłeś, że nigdy więcej, po co mi to było?

Raczej nie było takiego momentu. W pewnym momencie mojej japońskiej podróży obawiałem się, że będę musiał ją przerwać: doznałem kontuzji kolana podczas treningu judo, a także mój aparat ortodontyczny rozleciał mi się na kawałki i nie byłem w stanie jeść. Zaplanowałem jednak w jaki sposób wyjść z impasu i udało mi się pokonać trudności. W każdej podróży możemy trafić na jakieś przeciwności losu, ale obawa przed nimi nie działa na mnie paraliżująco.

Najpiękniejszy moment w podróży?

Było mnóstwo pięknych momentów w podróżach. Chyba w każdej nawet najmniejszej można taki wymienić. Jeśli chodzi o podróż przez Japonię i Koreę na rowerze to takim momentem z pewnością była chwila, gdy z żoną po kilkugodzinnym podjeździe górskim (musieliśmy mniej więcej z poziomu morza wspiąć się na wysokość 1200 metrów z objuczonymi sakwami rowerami) zobaczyliśmy przełęcz zwiastującą koniec podjazdów. Potem zaczęliśmy niemal godzinny zjazd do doliny, w której mieliśmy nocleg.

O swoich podróżach piszesz książki. Długo zajmuje Ci pisanie? Lubisz to robić? Prowadzisz notatki w czasie podróży, by potem o niczym nie zapomnieć w książce?

Tak, dotychczas napisałem trzy książki. Chyba nie zajmuje mi to strasznie dużo czasu. W ciągu 14 miesięcy udało mi się napisać i wydać trzy reportaże podróżnicze. Oczywiście nie robię tego sam! W cały proces wydawniczy zaangażowana jest też moja żona, która jako pierwsza zapoznaje się z tekstem i wprowadza w nim korekty. Potem nad tekstem pracują pani redaktor oraz grafik. Teraz czas na chwilę oddechu, bo takiego tempa nie da się utrzymać na dłużą metę. Raczej nie robię notatek w podróży, chyba że coś, jakiś dialog, śmieszna albo absurdalna sytuacja może wylecieć mi z głowy.

Piękne grafik są na okładkach  Twoich książek to  twoje dzieło?

Nie. Pierwszą okładkę („W judodze na rowerze. Japońsko koreańska przygoda na dwóch kółkach”) zaprojektowali mi moi znajomi, wydawcy książek o sztukach walki DoDzieci.pl. Okładka nawiązuje do stroju wykorzystywanego w treningu judo przewiązanego łańcuchem rowerowym. Te dwie dyscypliny łączyłem podczas mojej przeprawy. Dwie pozostałe okładki („Zostawieni na lodzie. Piesza przeprawa przez Bajkał” oraz „Made it in Taiwan, czyli rowerem przez kraj rowerów”) to  prace Mariusza Bieńka grafika, fotografa, który współpracował ze mną przy wszystkich projektach wydawniczych za pośrednictwem Redakcji PRE-tekst. Zdecydowałem jednak, że na każdej okładce moich książek widoczny będzie ten sam motyw (charakterystyczna stylizowana na japońską pieczątka, na której jest moje imię i nazwisko). Mam nadzieję, że jeszcze kilka takich pieczątek zostanie przybitych.

Jakie masz plany na 2020 rok? Gdzie się wybierasz?

To jeszcze odległa perspektywa! Rok 2020 wspólnie z żoną powitamy na Cyprze podczas wyprawy rowerowej. Dalsze plany są jeszcze w fazie projektowania.

 Motto życiowe?

Nie mam takiego. Po co się ograniczać mottem. 🙂 Poza tym chyba z wiekiem zmienia się nasze spojrzenie na życie, nasze priorytety itd. więc jedno motto mogłoby być odpowiednie na daną chwilę – niekoniecznie na całe życie!

 

Artur Gorzelak – aktywny sportowiec amator, posiadacz niekończących się pokładów energii. Od 20 lat trenuje judo [stopień mistrzowski – 1 dan, członek Kodokanu – założycielskiej szkoły judo]. Maratończyk i ultramaratończyk, poszukiwacz przygód i wyzwań na całym świecie. W Japonii zakochał się od pierwszego wejrzenia, dlatego „W judodze na rowerze” postanowił przyjrzeć się jej bardzo dokładnie, przemierzając Kraj Kwitnącej Wiśni na dwóch kółkach i trenując judo w lokalnych klubach.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s