Polacy mają rytm we krwi… tylko czasami mają problem z krążeniem

jose toress (1)

Jesteś wulkanem pozytywnej energii i pewnie dobrze wiesz, gdzie szukać smaków życia?

JOSE TORRES: To bardzo ogólne pytanie, bo jak byłem młodszy, to poszukiwałem atrakcji, gdzie indziej niż teraz. Teraz patrzę na wiele spraw przez pryzmat doświadczenia, ale i samo życie nauczyło mnie inaczej interpretować różne sygnały. Staram się smakować życie na każdym odcinku, nie raniąc nikogo i nie czyniąc nikomu nic złego, a wręcz przeciwnie – staram się pomagać ile mogę. To daje mi dużo satysfakcji, chociaż może się wydawać dość egoistycznym podejściem do życia, ale daje mi to dużo szczęścia.

Co teraz porabiasz?

JOSE TORRES: Przez cały czas prowadzę działalność artystyczną, a ostatnimi czasy powiększyła się liczba projektów muzycznych, w których biorę udział. Oczywiście pierwszeństwo mają moje projekty kubańskie, czyli Havana Dreams. Całość jest dość trudna do ogarnięcia, bo poza tym od roku  biorę udział w projekcie jazzowo-rockowo-latinoskim QYAVY (wraz z moimi synami Tomkiem i Filipem), z którym zagraliśmy ostatnio na 4 polskich festiwalach jazzowych. Najmłodszy mój projekt to VIVA SANTANA, gdzie gramy czysto „Santanowską” muzę w hołdzie Santanie i muzyce latynoskiej.

Jestem też Prezesem Fundacji „Sztuka, Zdrowie, Tolerancja”, z którą prowadzimy imprezy tematyczne, a przede wszystkim działamy na rzecz Tolerancji. Przez trzy lata prowadziliśmy cykl spotkań w szkołach na różnych poziomach (szkoła podstawowa, licea, wśród studentów i nawet w akademii trzeciego wieku). Więc mam ręce pełne roboty.

Mieszkasz na stałe we Wrocławiu, jak Ci się tam żyje?

JOSE TORRES: We Wrocławiu mieszkam już 14 lat, nie licząc lat studiów. Znam bardzo dobrze to miasto i myślę, że szybko znalazłem swoje miejsce w Polsce. Bardzo śmieszne jest przysłowie mojego Taty „Lepiej być głową myszy niż ogonem lwa”. I tak tutaj się czuję. Piękne miasto, które według mnie miało szczęście do pozytywnych działań ostatnimi czasy. Dwa lata temu było Europejską Stolicą Kultury i dużo się działo.

A nawet i dziś wciąż zadziwia tubylców i turystów. Poza tym we Wrocławiu jest  miejsce, z którym jestem bardzo związany, czyli najbardziej kubański klub we Wrocławiu, w Polsce i myślę, że nawet w całej Europie – Casa de la Musica, gdzie kipi Kubańskością!!!!!!!!!!!

Twój syn jest perkusistą tak jak Ty, miałeś wpływ na to, że wybrał taki zawód?

JOSE TORRES:  (śmiech) Miałem wpływ i udział w tym, że się urodził :-),  a co do muzyki, to zawsze miał wolny wybór.

Oczywiście widział, że jestem perkusistą, ale nie z tego powodu wybrał ten fach. Zawsze chciał grać na bębnach, ale droga do tego, co chciał była dłuższa niż sobie wyobraził. Jednak dopiął swego i dziś jest świetnym nie tylko bębniarzem, ale muzykiem i artystą.

Najbardziej lubisz grać na…

JOSE TORRES:  Na tzw. „przedzkadzajkach” albo raczej „pomagajkach”, na których grałem na ponad 55 płytach, z różnymi wykonawcami z każdego gatunku (jazz, rock, pop, muzyka do filmu, kabaret).

 Gra na tych instrumentach to chyba dobry pomysł na eksplozję emocji, które w nas siedzą…

JOSE TORRES:  Hmm… żeby eksplodować nie trzeba grać na tych instrumentach, ale z tymi instrumentami jest przyjemniej. To jest związane z moją teorią, czyli przynależności człowieka do rytmu, z którym jest związany przez całe życie, chociaż może nie zdawać sobie z tego sprawy. Polacy mają rytm we krwi… tylko czasami mają problem z krążeniem (uśmiech).

Większość z nas boi się swoich emocji, woli nie zwracać na nie uwagi lub ich nie akceptuje. Ty chyba nie masz z tym problemu?

JOSE TORRES: Ludzie mnie widzą (najczęściej) uśmiechniętego, zadowolonego i dowcipnego. Akceptują mnie takiego i nawet bardzo lubią. Nie zapominajmy, że ja zarówno tak jak się mocno cieszę, tak samo się denerwuję, a tego już ludzie nie akceptują. Niestety, jestem człowiekiem i te dwa oblicza mocno we mnie siedzą i stąd taka energia „plus i minus”.

Jesteś specjalistą od salsy, muzyki, to pewno całe Twoje życie, ale nie miewasz czasem takich myśli, by rzucić wszystko i wyjechać?

JOSE TORRES: Kilka wyjaśnień:

– Nie uważam się za specjalistę póki jest wielu lepszych ode mnie.

– Na muzyce się znam i staram się być zawsze na swoim miejscu.

Czasami napadają mnie takie myśli, żeby rzeczywiście rzucić to wszystko, ale kiedy się zastanawiam na co zmienić, nie znajduję lepszego zajęcia niż bycie Artystą.

Co do wyjazdu?!?!?!?! Sorry, ale będąc polskim obywatelem od 1988 roku, nie wpadłem na pomysł, żeby wyjechać na stałe. Ja tu zostanę i jako ostatni pogaszę światła.

Często bywasz na Kubie?

JOSE TORRES:  Kiedyś przez okres trzydziestu lat, nie odwiedzałem Wyspy. Było to z powodu porwania mnie w lutym 1984 roku przez władze kubańskie. Napisaliśmy książkę na ten temat pt. Salsa na Wolności.

Postanowiłem, że już nigdy tam nie pojadę i trwałem w tym postanowieniu przez 30 lat. Ale jednak musiałem i chciałem zamknąć ten rozdział, w którym było bardzo dużo przykrych spraw. Tyle lat oddalenia od domu, odejście moich Rodziców, z którymi się nie pożegnałem. Braku kontaktu z moją Rodziną i przyjaciółmi… Dlatego najpierw wyjaśniłem kwestię mojego statusu, wyrobiłem legalnie paszport i z zapewnieniem powrotu, pojechałem na Kubę w 2014 roku.

Jeszcze do tego zawsze moja żona Iza powtarzała mi przez piętnaście lat, że „Kiedyś będziemy wszyscy razem na Kubie”, w co nigdy nie wierzyłem, aż do 2015 roku, kiedy Hawanę zobaczyła cała rodzina Torresów z Polski. To było bardzo wzruszające.

Jest coś za czym tęsknisz? Do czego chciałbyś wrócić?

JOSE TORRES: Tęsknimy za czymkolwiek, jeśli nie mamy możliwości powrotu to tego czegoś. Ja trochę, w głębi serca tęskniłem za domem rodzinnym, za Rodzicami, za Rodziną, ale wszystko mi się wyklarowało. Zamknąłem pewien etap i uważam go za rozliczony. Już nie tęsknię i co lepiej, dużo się nauczyłem, bo tęsknota zasłania nam umysł, a do tego nie wolno dopuścić.

Zdjęcia: Klaudia Kim, Studio ILUMINACJA

Jose Torres: najsłynniejszy polski Kubańczyk, tancerz i instruktor salsy, mistrz instrumentów perkusyjnych. W Hawanie spędził 23 lata swojego życia, w 1981 roku zdecydował się na przeprowadzkę do Polski, gdzie zatrzymał się na stałe. Z miłości – na studiach poznał przyszłą żonę. Grał z największymi osobowościami: Tomaszem Stańko, Maanamem, Michałem Bajorem, Kayah, Marylą Rodowicz.

Zapraszam do współpracy. Piszę teksty, robię wywiady. Więcej o mnie tutaj. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s