Nie podłamuje go brak kontaktu z bliskimi

olek doba

O czym myśli Aleksander Doba, gdy samotnie pływa?  Kajakarz, który przepłynął Atlantyk  i został Podróżnikiem Roku „National Geographic” po prostu skupia  się na tym, co się aktualnie dzieje.

 – Media pokazują nam tyle złych rzeczy, że nam się po prostu odechciewa i ciągniemy do tych dobrych spraw, chcemy się nimi inspirować – mówi Olek.

Podróżnik dobrej energii szuka w działaniach niewidomych kajakarzy.  Sam kiedyś pływał z niewidomym kolegą. Ludzie mówili wtedy, że płynie dwóch inwalidów – głuchy z niewidomym.

– Bo ja mam problemy ze słuchem, a aparatu słuchowego na spływ nie zabieram, bo może mi zmoknąć. I jak tak pływaliśmy to robiliśmy sobie żarty, kiedy wiedzieliśmy, że ktoś jest w pobliżu. Pytałem niewidomego kolegę „Jędras, jak tak przeszkody?”, a on odpowiadał „Nie widzę przeszkód”.

Cisza w eterze jest czymś normalnym

Olek zaczął pływać w 1980 roku, zdobywając nagrody i ustanawiając kolejne rekordy (np. w ciągu jednego roku spędził w kajaku 108 dni i przepłynął 5125 kilometrów).

– Brak kontaktu z bliskimi nie podłamuje mnie. Pływam już ponad 30 lat i gdy zaczynałem, to o telefonach można było tylko pomarzyć. Cisza w eterze była czymś normalnym, gdy wyruszyłem na pierwszą dłuższą wyprawę w 1989 roku.

Pierwszy telefon komórkowy dostał na wyprawę w 1999 roku, gdy opływał Bałtyk dookoła. Wyglądał jak mały komputer.

O czym myśli przez tyle samotnych dni?

Gdy ciągle trzeba reagować na niekorzystny wiatr jest się zajętym myśleniem, jak się zachować. A gdy pojawiają się usterki to myśli o nich. Kiedy na oceanie panował spokój, to wspominał swoje życie.

– Myślałem też o tym, co będzie, kiedy wrócę. Najlepiej się myślało, gdy pojawiały się gwiazdy. Byłem też przygotowany na pojawienie się meteoru, czyli spadającej gwiazdy. Miałem cały zestaw życzeń. A tak w ogóle to myślałem o wszystkim. O ludziach.

Olek tęsknił głównie za to, żeby z kimś pogadać, uścisnąć komuś dłoń czy uśmiechnąć się do kogoś.

Zawsze zaleca ludziom, by nie bali się marzyć

A część z marzeń zamieniali w plany, a potem je konsekwentnie realizowali, dobrze się przygotowując. Jeśli plany są ambitne, to trzeba się nieźle napocić, by coś wyszło. Zdaniem Olka życie trzeba przeżywać na bieżąco.

– Zawsze nam czegoś brakuje – to trzeba zdobyć, tamto kupić. Nie można się zaharowywać z myślą, że na emeryturze sobie pofolgujemy. Nie! Wtedy już nie ma się siły, chęci. Trzeba dzielić życie rozsądnie i nie myśleć o dalekiej przyszłości, tylko robić wszystko, by z dnia na dzień cieszyć się nim. Ktoś powie: dopiero na emeryturze czekają mnie rozrywki. A skąd wiesz, że dożyjesz?

 Denerwuje go brać samodzielności

Uważa, że skoro czegoś się chce, to trzeba ruszyć głową. Nie ma według niego recepty na gotowe rozwiązania, trzeba do nich dojść samemu.

– Wystarczy się postarać i tak szybko nie poddawać.

W życiu jest wiele rzeczy, które mogą nas załamywać, a nie powinny.

– Na przykład niekorzystne wiatry, przez które nie mogę się ruszyć w czasie wyprawy do przodu. 

Według Olka nie ma się co przejmować takimi rzeczami, bo im trudniej, tym ciekawiej.

Całe życie próbujemy coś osiągnąć – uważa Olek, a strach przed tym, że się nie uda, paraliżuje nas. No, i przez wygody oceniamy nasze życie, a to nie dobrze.

– Nie mam recepty na szczęście, ale jeśli ktoś ma w życiu  pasję, to już jest dobrze!

 

Tekst/wypowiedzi pochodzą z książki „Na ocenie nie ma ciszy” biografia Aleksandra Dobry. Autor: Dominik Szczepański.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s