Kobieta pełna pasji: dyryguje, montuje i fotografuje

Dlaczego zostałaś dyrygentem?

PAULINA KARDAS: Można powiedzieć, że moja muzyczna droga była bardzo spontaniczna. Jedynie sam początek był świadomy i zaplanowany, ponieważ w przedszkolu, podczas zajęć rytmicznych niesamowicie zafascynowało mnie pianino, a najbardziej możliwość wciskania tych wielkich biało-czarnych “przycisków”. Kiedyś wyznałam to mamie, która lekko zaskoczona moim marzeniem zapisała mnie na egzaminy do szkoły muzycznej. Komisja egzaminacyjna po sprawdzeniu moich zdolności słuchowych i obejrzeniu budowy mojej ręki stwierdziła, że ja jestem stworzona do… skrzypiec. Z wielkim trudem zaufałam profesjonalistom i przeszłam 12 lat edukacji w klasie skrzypiec, natomiast do tej pory to fortepian jest instrumentem, do którego siadam z przyjemnością i sentymentem.

W szkole śpiewałam też w chórze Laudate Dominum, z którym przez wiele lat koncertowałam i jeździłam po świecie, zdobywając wiele nagród. Wtedy moje odczuwanie muzyki, rozumienie jej i umiejętność wyrażania się w muzyce, w dużej mierze zawdzięczam właśnie pracy w chórze, a szczególnie jego dyrygentce p. Annie Perzanowskiej – Tarasiuk. To był czas wielu odkryć i wspaniałych doświadczeń, które skłoniły mnie do podążania w kierunku dyrygentury i pracy w zespole. Chór czy orkiestra mają w sobie niesamowitą siłę. Jeśli jeden wykonawca może wzbudzić w słuchaczu niesamowite emocje, to co dopiero grupa kilkudziesięciu muzyków, która wspólnie chce przekazać jedną prawdę. 

Założyłaś zespół Singin’ Warsaw. Opowiedz coś o zespole.

Większość studentów kończących mój kierunek marzy o swoim zespole. O stworzeniu chóru, który można na własnych zasadach kształtować i rozwijać. Zazwyczaj problemy w założeniu zespołu są przyziemne takie jak np. brak sali na próby. Ja miałam to szczęście, że pracowałam w organizacji artystycznej, która zaproponowała mi stworzenie własnego projektu udostępniając salę, i zaplecze prawne. Od razu wiedziałam, że będzie to chór, a nawet kilka, bo podzieliłam swoje zespoły na grupy wiekowe (dzieci, młodzież i dorośli). I tak w 2015 roku powstało Singin’ Warsaw. Jeden z pierwszych amatorskich chórów w Warszawie wykonujący muzykę rozrywkową, musicalową i filmową. Jeszcze wtedy słowo “chór” kojarzyło się raczej z grupą śpiewaków ubranych w ten sam sposób, stojących nieruchomo i prezentujących repertuar muzyki poważnej czy sakralnej. Z mojej perspektywy brakowało czegoś nowego, świeżego i idącego z duchem czasu. Stworzyliśmy nazwę, zaprojektowaliśmy logotyp i założyliśmy funpage na facebooku. Na początku przychodziło na próby kilka osób, były próby, gdzie pracowałam nawet z duetami. 😉 Po pół roku było nas kilkanaście, a po roku musieliśmy zacząć prowadzić nabory, ponieważ ilość chętnych przewyższała ilość miejsc 🙂

Udało nam się stworzyć grupy, w których znajdują się tak niesamowici ludzie, że już trochę staliśmy się jak rodzina. Każdy podczas dnia zajmuje się czymś innym – pracuje, studiuje, uczy się, a wieczorem spotykamy się, żeby dzielić się ze sobą naszą wspólną pasją jaką jest muzyka.

Dyrygujesz w nim całą sobą – chyba dużo energii cię kosztuje ta praca?

Ha! Od zawsze profesorowie mówili mi, że się “za bardzo” ruszam.  😉 Ale ja tak trochę mam, że jestem bardzo ekspresyjna i moi chórzyści już wiedzą, że jak nie umiem czegoś przekazać werbalnie to wystarczy na mnie spojrzeć i już jest wszystko jasne. 😉 

Wyobraź sobie, że stajesz przed grupą ludzi, którym wysyłasz energię, z powrotem dostajesz jej dwa razy więcej, po czym tę siłę przekształcasz w jeszcze większą i znowu wraca jej zwielokrotnienie. To jest najpiękniejsze, co może Cię spotkać w wykonywaniu muzyki zespołowej. To jest taka bomba energetyczna, która sprawia, że przenosisz się w inny wymiar i liczy się tylko tu i teraz. Dlatego w żadnym wypadku nie nazwałabym tego kosztem. Ta energia to moja nagroda.

Czy to Ty decydujesz o interpretacji utworów?

Dyrygent musi mieć wizję wykonywanych utworów. Musi również umieć ją przedstawić w taki sposób, żeby każdy wiedział w jakim kierunku podąża. Jeśli zdarzają się wątpliwości, to staramy się wspólnie wybrać najlepszy wariant. Podczas studiów, przestrzega się młodych dyrygentów przed takimi pytaniami do zespołu, bo faktycznie najczęściej jest tyle samo opinii co osób, ale ja wychodzę z założenia, że o muzyce warto rozmawiać. Chcę, żeby moi chórzyści czuli, że mają możliwość wypowiedzieć swoje zdanie, bo przecież zespół tworzymy razem. 

Kobieta dyrygent w męskim świecie… łatwo chyba nie jest?

W mojej specjalizacji, czyli dyrygentura chóralna jest chyba równowaga pomiędzy liczbą mężczyzn i kobiet, jeśli nie z przewagą dyrygentek. Dlatego ja nigdy tego nie odczuwałam, natomiast kobiet pracujących z orkiestrami jest faktycznie dużo mniej. Wynika to z mylnego przekonania, że kobieta jest słabsza fizycznie i psychicznie, że nie poradzi sobie z emocjami w sytuacjach kryzysowych czy może nie ma takich zdolności przywódczych co mężczyźni. Takie myślenie można zaobserwować również w innych zawodach np. wśród lekarzy, polityków. Na szczęście dziś ten stereotyp zanika. Jest coraz więcej niezwykle uzdolnionych kobiet, które dyrygują największymi orkiestrami, zostają premierami czy prezesami potężnych firm. Wiemy już, że czasy dyrygentów – dyktatorów, krzyczących na zespół się skończyły. Dziś ważne jest, aby zbudować muzykom bezpieczną przestrzeń do tworzenia, gdzie priorytetem jest wzajemny szacunek. A to, że kobiety są silne, odpowiedzialne, zadaniowe, a przy tym wyważone i empatyczne, tylko potwierdza ich coraz większą obecność w dyrygenckim świecie. 

Skąd taka pasja w zespole do utworów Jacksona?

Wiele lat byłam związana z teatrem najpierw jako uczestnik Ogniska Teatralnego u Machulskich, a potem jako instruktor muzyczno – teatralny. Tworząc zespół artystyczny wiedziałam, że chcę, aby nasze koncerty były czymś więcej niż tylko występem muzycznym. Zaczynaliśmy od zabaw z kostiumami czy rekwizytami. Do dziś wspominamy te początki jak np. przez pół koncertu ściskaliśmy w ręku małe brokatowe ścinki, które wbijały nam się w dłonie, ale wyrzucone w górę na koniec utworu Abby “Money, money” zrobiły niesamowite wrażenie 😉 

Po dwóch latach istnienia wymarzyliśmy sobie wielkie widowisko, w którym będzie miejsce na choreografię, kostiumy, światła, i wystawimy je na deskach teatru. Szukaliśmy motywu przewodniego i tak przyszła nam do głowy postać Michaela Jacksona, który ze swoich koncertów czy teledysków tworzył wielowymiarowe dzieła. Z inspiracji jego twórczością powstało widowisko pt. Singin’ Warsaw with Michael Jackson, które w roku 2018 miało swoją premierę w Teatrze Rampa w Warszawie.

Co najbardziej cenisz w jego twórczości?

Jego utwory mają niesamowity ładunek emocjonalny. Stworzył arcydzieła muzyczne, które się cudownie śpiewa i wspaniale słucha. Kolejnym charakterystycznym elementem jego twórczości jest taniec. Nasza niezwykle uzdolniona choreografka Magda Czapnik odnalazła tyle inspiracji, że nawet my, jako tancerze-amatorzy, mogliśmy się poczuć pewnie i z dużą satysfakcją wykonywać nawet te bardziej skomplikowane ruchy. Jego styl w ubiorze świetnie oddała wspaniała kostiumografka Zuzia Berlińska, która własnoręcznie zaprojektowała i uszyła kostiumy. Weszliśmy w jego twórczość wielopłaszczyznowo, co dało nam niesamowitą frajdę i ogromne doświadczenie.

Czy publiczność lubi tak znane utwory w nowych aranżacjach?

Tak, cały czas słyszymy pytania czy zaśpiewamy jeszcze piosenki Jacksona. Mieliśmy do niego powrócić podczas tegorocznego koncertu z okazji 5-lecia zespołu, natomiast ze względu na pandemię musieliśmy odwołać wszystkie koncerty. Postanowiliśmy jednak zrobić małą niespodziankę naszej publiczności i miesiąc temu zrobiliśmy film, w którym każdy z domu śpiewa utwór Billie Jean. 

Staramy się zaskakiwać publiczność naszymi aranżacjami znanych utworów. Nadajemy im nowy styl i odkrywamy nowe możliwości wykonawcze. Ostatnim naszym projektem jest koncert “Lovin’ Warsaw”, w którym opowiadamy o miłości piosenkami z repertuaru polskiej muzyki rozrywkowej. Co ciekawe, dostaliśmy już kilka nagród na konkursach wokalnych, właśnie za aranżacje. Więc chyba się podobają 😉

Grasz też na skrzypcach w kwartecie, to taki odskok, relaks od pracy w zespole? Co Ci dają te występy?

Gram w kwartecie smyczkowym Smooth Quartet, który założyłyśmy wspólnie z przyjaciółkami w liceum. Szczerze przyznam, że nigdy nie lubiłam grać na skrzypcach solo. Dopiero na zajęciach z kameralistyki u Michała Pepola – wiolonczelisty ze znakomitego kwartetu Royal String Quartet zrozumiałam, że daje mi to niesamowitą radość. W kwartecie masz ogromną odpowiedzialność, każda z nas gra zupełnie inną partię, musi dać coś od siebie, ale tak jak w chórze czy orkiestrze gramy razem, jako jeden organizm. Tu znowu jest ta przenikająca się energia, której w grze solowej nigdy nie odnalazłam.

Zajmujesz się też montażem? Kręcisz teledyski dla zespołu?

Tak, to jest moja druga pasja. Nagrywam i montuje najczęściej filmy pod muzykę. Przez to, że jestem muzykiem łatwiej mi wysłyszeć np. podczas realizacji koncertu, który głos czy instrument gra w danym momencie. Lubię też zauważać rytm pomiędzy dźwiękiem, a obrazem i na tym tle szukać nowej warstwy rytmicznej jaką stanowi montaż. Moją fascynację odkrywania zależności między obrazem, a dźwiękiem bardzo zgłębiłam podczas studiów. Mój koncert dyplomowy pt. “Muzyka Movie” składał się z kilku audiowizualnych eksperymentów na chór, orkiestrę, solistów i projekcje multimedialne. Jeden z nich polegał na tym, że moi przyjaciele operatorzy nakręcili film z ujęciami ukazującymi naszą stolicę. Gotowy obraz pokazaliśmy dwóm młodym kompozytorom, których poprosiłam, aby napisali do niego muzykę. Powstały dwa dzieła audiowizualne pod tym samym tytułem “Warszawa”, które mając ten sam obraz, wywoływały zupełnie różne emocje. Na jednym muzyka spowodowała, że stolica była zadumana, wręcz smutna, a na drugim tryskająca radością i słońcem. To było niesamowite doświadczenie:) 

Do dziś zajmuje się tworzeniem obrazu i jego postprodukcją. Brałam udział w tworzeniu teledysków dla m.in. Mai Kleszcz, Ralpha Kamińskiego, Marty Zalewskiej, Poli Chobot&Adama Barana. Jestem też częścią teamu video Sofar Warsaw, organizującego koncerty muzyczne w Warszawie, które można obejrzeć na portalu Youtube.

Czy masz jeszcze jakieś inne pasje?

Tak, fotografia teatralna. Uwielbiam teatr i jego tajemniczy klimat. Uważam, że jest to magiczne miejsce i za każdym razem mnie czymś zaskakuje. Robiąc zdjęcia ze spektaklu czuję jakbym tworzyła obrazy z jakiegoś innego świata. Już nie mogę się doczekać, kiedy znowu będzie można przenieść się w ten inny wymiar… 

foto: Dominik Malik

2 uwagi do wpisu “Kobieta pełna pasji: dyryguje, montuje i fotografuje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s