Marcel Woźniak: obiecałem sobie, że zrobię dla świata coś ważnego

Zdjęcie Marcela Woźniaka: Piotr Haltof,
Zdjęcie Leopolda Tyrmanda: Lolek, koniec lat 50. Archiwum Mary Ellen Tyrmand

Robiłeś różne rzeczy zawodowe, trochę jak Tyrmand. Co musi mieć w sobie twórca, że postanawiasz napisać jego biografię. Identyfikujesz się z nim?

Zaczęło się od Złego. Podczas lektury wiedziałem, że takiej książki nie mógł napisać przeciętny człowiek. Tajemnica zawsze zaklęta jest w człowieku i jego wyjątkowości, tak też się okazało być z Tyrmandem. Zaczynałem karierę pisarską od poznania życiorysu Tyrmanda. To wyjątkowe szczęście i zrządzenie losu, tak myślę. Bo jeśli ktoś, tak, jak ja, zawsze chciał pisać, to prześledzenie biografii innego pisarza jest najlepszym chyba do tego przygotowaniem. Po napisaniu pierwszej książki, zacząłem pisać powieści, opowiadania i szybko znalazłem wiele podobieństw – branżowych, sytuacyjnych, twórczych. Podobnie z postawą życiową: czytanie czyichś przemyśleń i obserwacja, jakie mają pokrycie z decyzjami, które ktoś podejmuje, to też ciekawa lekcja. Czasem może się okazać, że ma się podobnie, czasem można się czymś zainspirować. Ale wobec Tyrmanda zawsze staram się być krytyczny.

Dziennikarz – też nim byłeś, jesteś, to obecnie zawód bez swojego piękna – pomocy innym, wpływaniu na świat, opisywaniu go. Dlatego zacząłeś pisać książki?

Uważam, że zawód dziennikarza jest jednym z najważniejszych we współczesnym świecie. To ludzi piszących jest po prostu więcej i mediów jest więcej. Dziesięć, dwadzieścia, sto razy więcej? Prawdziwe dziennikarstwo – śledcze, reportażowe, wcieleniowe, informacyjne, dalej istnieje i zmienia świat. Zawsze miałem naturę kronikarza rzeczywistości, dlatego nazwy „pisarz”, „reporter”, „dziennikarz” czy „scenarzysta” są bardzo umowne. Szukałem odpowiedniej formy. Interesuje mnie człowiek, a żeby człowieka opisać, potrzeba trochę czasu…

Pisanie książek to robota czy pasja?

Jedno i drugie. Tylko wtedy ma to dla mnie sens.

Czy pisanie w twoim przypadku, to tak jak u Tyrmanda – próba ocalenia godności? Dziennikarstwo zaczyna być trochę obciachem. Liczy się liczba wejść, pisanie pod SEO…

Nie każdy, kto pisze, jest od razu dziennikarzem… Więcej i szybciej przesyłamy dziś różne treści, jest też na nie większe zapotrzebowanie, więc zaczyna się zabawa w znaki, słowa kluczowe. W jakimś sensie przecież to również jest potrzebne w dzisiejszym świecie. Jeśli chodzi o media masowe – zrodziły się z tego samego powodu, co same gazety. Miały dostarczać informacje, bawić, przykuć uwagę. Gazeta miała swój rytm wydawniczy, liczbę stron i możliwości składu. Internet natomiast nie ma końca i można produkować, ile się chce. Masz ochotę czytać o piłce nożnej? Możesz o niej czytać przez miesiąc i nie skończysz. Filmy? Historia szabli? Rynki walutowe? Nie ma problemu. Niestety, informacje w sieci trudniej odróżnić od nagłówków gazet, które wisiały kiedyś jedna obok drugiej w kawiarni. Masowe media oznaczają masową dezorientację. Nadal jednak nie zgodzę się, że dziennikarstwo jest obciachem. Ilość prywatnych klinik lekarskich czy ilość reklam suplementów w telewizji również nie oznaczają, że bycie lekarzem, to obciach. Zawsze będą profesjonaliści i misja, by docierać do prawdy. To ona jest najważniejsza. Jest taka scena w filmie The Spotlight, kiedy jeden z głównych bohaterów napisał właśnie tekst, który wstrząśnie światem. Siedzi w aucie, o świcie i patrzy przez szybę, jak na rampie drukarni wrzucane są paczki z najnowszym numerem do ciężarówki. Gdy załadowana ciężarówka rusza w miasto, bohater wzdycha z ulgą. Wie, że wykonał swoją robotę i za kilka minut gazety trafią do kiosków, a stamtąd w ręce czytelników. I że po lekturze numeru świat nie będzie taki sam. To symboliczne, ale oglądałem ten film na pokładzie samolotu, lecąc gdzieś nad Kalifornią, kiedy pisałem swoją książkę. I wzruszyłem się razem z bohaterem. Obiecałem sobie, że któregoś dnia zrobię dla świata coś równie ważnego, jak on.

Lolek, koniec lat 50. Archiwum Mary Ellen Tyrmand

Pisałeś książkę Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka jak życie bez używania czasownika w pierwszej osobie.

Nie chciałem być jednym z tych reporterów, którzy z samych siebie robią najważniejszych bohaterów historii. Że czego-to-nie-przeżyli, a mniejsza z tym, co tak naprawdę się działo. Obserwuję, że to częsta praktyka dzisiaj. Dla mnie najważniejszy jest bohater.

Jako pisarz i tak jesteś uczestnikiem jego życia i nieżycia…

Wszyscy się nimi stajemy czytając książkę. Drugą opowieść o Tyrmandzie, książkę Tyrmand. Pisarz o białych oczach pisałem już tak, bym był w ważnych momentach razem z czytelnikami. Opisywałem wzruszenia, emocje, jakie towarzyszyły moim rozmówcom. Jak wyszło? Recenzje pozostawiam czytelnikom (premiera w październiku, wyd. Marginesy – przyp. blog).

Co było ważne podczas pisania książek o Tyrmandzie?

Starałem się zrywać etykiety, stereotypy z nim związane. Bardzo łatwo się je przykleja, tymczasem kiedy zacząłem wchodzić w temat, okazało się, jak niewiele mają wspólnego z Tyrmandem. Podczas pisania tych książek ważne było, ażeby pamiętać, jak inne to były czasy i co się na nie składało. Co to znaczy, że była komuna? W czym się przejawiała? Była jedna czy było ich kilka? Ta z lat 40., 50., 60. – czym się różniły? Opinie o Tyrmandzie – kto je wygłaszał i kiedy? Nagle się okazało, że większość ze znanej historii o Tyrmandzie, to półprawdy i fałszywki. Z mojej strony taka teza była dużym ryzykiem. Bo oto podważam to, co inni mówili i pisali. A na to trzeba mieć dowody. No to je znalazłem.

Tamte czasy były trudne. Choćby kolorowe ciuchy, które ludzie mieli pewnie z paczek, bo było biednie.

Ludzie uczyli się mody, przywracali sobie godność tym, co mogli sobie uszyć, stworzyć czy zdobyć na tzw. „ciuchach”. Tyrmand nosił garnitury nie dlatego, żeby pokazywać, że jest ponad wszystkimi, a po to, by mieć swoją godność! Pisał o tym w Dzienniku 1954, że kiedy spruł mu się kołnierzyk, to wycinał z pleców fragment materiału i szedł do krawca, który dosztukowywał mu z tego kołnierzyk. Ludzie i tak gadali, że skoro Tyrmand tak dobrze wygląda, to mu się nie dzieje źle.

Wiele osób myślało też, że po nim wszystko spływa jak po kaczce…

To kolejna etykieta. Tyrmand był tymczasem jakby… magikiem! Zmieniał wszystko, czego dotknął. Robił niesamowite wrażenie na ludziach, których spotykał. Nawet po jego śmierci jeden gość powiedział, że mimo upływu lat wciąż ma wrażenie, że duch Tyrmanda krąży wokół niego. Nie było osoby, która nawet, jak go przeklinała, nie mówiła o nim z pasją!

Która historia z jego biografii najbardziej cię poruszyła?

Poruszyło mnie całe jego życie, właśnie o tych poruszających historiach jest Tyrmand. Pisarz o białych oczach. Najbardziej dotknął mnie tragizm jego samotniczego w gruncie rzeczy losy. Był człowiekiem wielkiej pasji i wielkiego serca. Do tego odnoszą się tytułowe, białe oczy, do człowieka, który ma wielki apetyt na życie. Jednocześnie – coś mu zawsze każe uciekać i wyrażać niezgodę na zastaną rzeczywistość. Tyrmand był jednocześnie i optymistą i samotnikiem.

Co warto zapamiętać o Tyrmandzie, zapominając o etykietach?

Był polskim pisarzem, emigrantem. Napisał bardzo dobre książki, które nie trafiły do kanonu lektur i dlatego zostały zapomniane. Szkoda! Kiedy wyjechał z Polski, pamięć o nim zniknęła. W Stanach zaczął żyć tak jak chciał i pisał, to co chciał, osiągnął tam niesamowity sukces. W połowie lat 60. pisał do „The New Yorker”, największej wtedy amerykańskiej gazety. Reklamy z jego artykułami jeździły na autobusach w Nowym Jorku. W tym samym czasie w Polsce w magazynie „Szpilki” publikowano szydercze wierszyki o nim. Musimy zapamiętać Tyrmanda takim, jakim był, ale wiedząc, kim był naprawdę. A był przede wszystkim polskim pisarzem. Jednym z najlepszych, jakich mieliśmy.

Zdjęcia pisarza z archiwum Mary Ellen Tyrmand

Zdjęcie Marcela Wożniaka: Piotr Haltof

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s