Pomaga innym robić swoje!

Jak się czujesz, pogoda za oknem mało motywująca do działania…

Aneta Montano: Bardzo dobrze, żyję swoim rytmem!

Trochę zajęło zanim go złapałaś? Jak to w ogóle możliwe, że porzuciłaś stanowiska, o których większość śmiertelników marzy – prezes, rady nadzorcze…

Wszystko ocenia się inaczej z perspektywy szpitalnego łóżka. Okazuje się, że to co robisz w życiu zawodowym nie określa ciebie ani twojej tożsamości. Zdarza się, że stanowisko jakie zajmujesz potrafi ją zaburzyć. Pracując zawodowo na 130% łatwo jest zapomnieć o niej. Mój pobyt w szpitalu udowodnił mi, że ciało wysiadło fizycznie z powodu zaniedbań, których się dopuściłam przez 20 lat wielogodzinnej pracy. Nie słuchałam siebie, zagłuszałam sygnały ostrzegawcze, odkładałam życie na później.

I nagle zrezygnowałaś ze wszystkiego?

Nie, nadal mam pracę, wyzwanie, dziś pracuję zgodnie z moimi wartościami. Nadal chcę się rozwijać, zachowując dystans z życiem osobistym. Rodzina daje mi dystans, jest fundamentem, który przypomina, gdzie są moje korzenie. Dopiero teraz widzę, jak urósł mój 15 letni syn. Mam wreszcie czas dla męża, z którym jestem dopiero 27 lat (śmiech).

Dlatego zostałaś coachem, by przypomnieć o tym innym?

W moim przypadku – te zaniedbania spowodowały chorobę fizyczną, a zmiany zawodowe są wynikiem głębokich przemyśleń i uczciwego przyznania się do moich talentów – pełnej akceptacji siebie. W przemianie bardzo pomógł mi mąż, Pablo. Kiedy zmieniasz swoje życie, wchodzisz w podróż, w którą zabierasz całą swoją rodzinę. Nagle, po latach – dziecko wraca do domu – a mama podaje mu obiad (śmiech).

Czy ty się teraz nie nudzisz?

Robię obecnie wszystko w proporcjach dobrych dla mnie. Są dni, kiedy pracuję cały dzień, będąc np. na konferencji. Pracuję zgodnie ze swoim rytmem – wiem, ile potrzebuję odpoczynku i jak chronić się przed przejmowaniem na siebie emocji innych osób. Odzyskałam poczucie szczęścia i równowagi psychicznej.

Daje ci go obecna praca?

Każdy z nas ma jakiś talent i mocne strony. Przez długi czas wiedziałam, że mam dar głębi rozmowy z ludźmi, ale nienawidziłam tego! Przeszkadzał mi w codziennej pracy. Byłam na wysokich i eksponowanych stanowiskach, gdzie nie możesz mieć odruchu, że nagle chcesz wysłuchiwać i pomagać innym. Taki talent w biznesie może rozpraszać cele biznesowe, które masz osiągnąć. Przez lata miałam więc na sobie skorupę obojętności, którą musiałam na siebie przywlec, by odgrywać swoją rolę zawodową.

Nie wyłaziło z ciebie prawdziwe ja?

Zdarzało się, że na lotniskach czy na wspólnych konferencjach ludzie zupełnie mi obcy zaczynali się przede mną otwierać i angażowali mnie w swoje życie, problemy. Nie chciałam, aby to wszystko wlewało się we mnie, ale były to częste przypadki. Nie umiałam sobie tego poukładać.

To strasznie obciążające, większość ludzi teraz mówi ciągle o sobie i nie zwraca uwagi, czy drugi jest na te zwierzenia gotowy…

Nie akceptowałam tego, że nie potrafię być twarda! Dopiero nauczyłam sobie z tym radzić, gdy zaczął się we mnie proces pozbywania się „pancerza menadżera”. Odkrywanie swojej tożsamości: poczucie, że powinnam docenić swój dar, zamiast go ukrywać i zaczęłam wchodzić z ludźmi w świadome relacje. Długą drogę przeszłam, by być coachem, autentycznym i „po przejściach”.  Mam doktorat z życia.

Udało się?

Towarzyszę ludziom w ich przemyśleniach, pomagam im odnaleźć siłę do osiągania celów osobistych i biznesowych. Stałam się mentorem liderów w Fundacji Liderek Biznesu. Jestem coachem transformującym, który nadal prowadzi własną firmę. Nie jest tak, że się całkowicie odcięłam od elementu biznesowego, bo to jest nie możliwe, a poza tym znam się na biznesie. Po prostu robię to, co jest moim talentem i umiejętnością.

Co to jest coaching transformujący?

Polega na pomaganiu ludziom w udoskonalaniu siebie w obszarze zawodowym i osobistym poprzez wprowadzanie niezbędnych zmian. To praca nad zmianą postrzegania siebie, w życiu zawodowym lub osobistym. Chodzi o to, by nauczyć się być wobec siebie autentycznym – to z braku autentyczności (udajemy że jesteśmy kimś innym, nosimy maski) i nieumiejętności zrozumienia emocji, które się w nas gromadzą, gdy przeżywamy jakaś sytuację, gubimy siebie i popadamy w stany poczucia braku sił/mocy do dalszego działania. W moim przypadku coaching transformujący jest zawsze przyprawiony coachingiem biznesowym, bo wywodzę się z biznesu – przez 20 lat pracowałam jako lider w organizacjach w Polsce i w Stanach Zjednoczonych.

Czego musiałaś się nauczyć, by pomagać ludziom?

Otwartości i ciekawości, a nie oceniania. Coachowi nie wolno oceniać osoby, która do ciebie przychodzi. Gdy nie jesteś  odpowiednio przygotowana i wykwalifikowana do pomagania innym, od razu włącza się przycisk – ocena, a ten trudno jest wyłączyć, bo włącza się bezrefleksyjnie.

Trwa od lat spór o wyższości psychoterapii nad coachingiem…

Odpowiem tak: ja nikogo nie muszę naprawiać, bo nikt nie jest zepsuty. Często ludzie myślą, że są w jakiś sposób zepsuci, co prowadzi do depresji, stanów napięcia nerwowego lub wypalenia zawodowego. Wynika to z tego, że nie umiemy sobie poradzić z emocjami i uważamy je za coś złego.  A są one normalną, zdrową reakcją na to, co się dzieje wokół nas. Dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, nie wiemy, czy iść do terapeuty czy coacha. Nie każdy potrzebuje od razu leczenia klinicznego czy farmaceutycznego, ale CZASU i kogoś, kto będzie miał chęć i ciekawość, by zajrzeć w głąb siebie. Przepracować te skrzętnie ukrywane emocje, zakamarki umysłu. Czasem wystarczy kilka sesji i poprawia się samopoczucie, bo człowiek po prostu rozumie dlaczego tak reaguje. Podobno najdłuższa droga to droga od głowy do serca. To, że wiemy, że coś jest dla nas niedobre, szkodliwe, nie oznacza, że automatycznie przestaniemy to robić. Dam Ci przykład, każda kobieta wie, że nie powinna porównywać się do pięknych celebrytek, a robimy to i mocno sobie szkodzimy, bo wpadamy w kompleksy! Musimy też pamiętać, że są osoby, które potrzebują leczenia i psychoterapii, i wtedy obowiązkiem coacha jest skierowanie ich do odpowiedniego specjalisty.

Jesteś fanką prostego życia. Jak to się objawia?

Musiałam się tego też nauczyć. To nie jest tak, że wstajesz rano i mówisz sobie: od dziś będę toczyć proste życie. Dla mnie jest to systematyczna redukcja stresu. Im życie jest bardziej skomplikowane, im więcej rzeczy gromadzimy, tym większy mamy stres. A on był chmurą, przez którą mało widziałam. Jako kobieta miałam tendencje, by kupować na przykład kolejne pary niepotrzebnych butów, sukienek czy kolczyków. Cierpiał na tym nie tylko budżet domowy, ale stresem była chęć posiadania większej ilości modnych rzeczy. Teraz już wiem, że nie mogę chęciom materialnym podporządkowywać życia. Zaczynam to mocno ograniczać i walczę z innymi nawykami myślowymi.

Kupujesz mniej?

I tylko te rzeczy, które są mi potrzebne. Jeżeli mam ochotę dokonać jakiegoś emocjonalnego zakupu – wychodzę ze sklepu i zastanawiam się, czy jest mi to naprawdę potrzebne. W 95% nie wracam. Czasami ulegam….

Synonimem prostoty jest też porządek?

O tak! Bałagan wokół to kolejne bodźce, które wprowadzają stres do naszego umysłu. Takie przebodźcowanie mózgu ogromną ilością informacji, jakie do niego wpuszczamy, prowadzi do odczuwania nerwowości i spada jakoś życia. Staram się oglądać jak najmniej telewizji, w social mediach przeglądam tylko to, co jest mi potrzebne lub co mnie interesuje. Nie przeglądam wszystkich postów, nie porównuję się do ludzi. Nie patrzę, jakie wspaniałe życie prowadzi jakaś znana osoba, bo jest mi to do niczego niepotrzebne. Z drugiej strony nasz umysł jest też ewolucyjnie przystosowany do wykonywania tylko jednej czynności, a nie do „multitaskingu”. Jeśli jesteś kierowcą, to spróbuj parkować równolegle tyłem i jednocześnie dokonać prostego obliczenia 19×7. Nie zrobisz tego!

Jak jeszcze można nauczyć się prostego życia?

Zacznijmy od spotkań z rodziną i przyjaciółmi, na które wcześniej nie było czasu. Każdy człowiek potrzebuje relacji, akceptacji i wsparcia. Wyjście na spacer, obserwacja przyrody, jej kolorów i zapachów, ciekawego przyglądania się ludziom to wspaniały czas na pobycie z samym sobą. Sama się ciągle uczę doceniać chwilę i cieszyć drobnymi rzeczami. W tej dziedzinie jest jeszcze wiele lat przede mną, zanim osiągnę tytuł master in mindfullness (śmiech). To są rzeczy-optyka, którą trzeba zmienić w swoim życiu. Prostota dla każdego znaczy coś innego. Samemu musimy zdecydować z czego jesteśmy w stanie zrezygnować.

Trudne…

Dojrzały człowiek dochodzi do zrozumienia, że harmonię wprowadza się poprzez eliminację i zmianę, a nie trzymanie się kurczowo swoich złych nawyków lub wyborów życiowych.  W moim przypadku była to eliminacja np. zakupów, stresu i zmiana pracy. Obecnie, jak otwieram swoją szafę, to większość rzeczy do siebie pasuje. Nie mam już źródła stresu, że mam się w co ubrać, by dobrze wyglądać…, bo z klientami pracuję on-line (śmiech).

Aneta Montano: work and life transformation coach i bizneswomen.

Doświadczenie biznesowe zdobywała w Polsce oraz w Stanach Zjednoczonych. W swojej karierze zawodowej zajmowała  stanowiska zarządcze, przez ponad 20 lat zajmowała się prowadzeniem i rozwojem firm. Jest doświadczonym liderem, coachem i konsultantem, a obecnie także mentorem w Fundacji Liderek Biznesu i innych organizacjach, gdzie pracuje pro bono. Specjalizuje się w pracy z managerami, a szczególnie z tymi, którzy przeżywają wypalenie zawodowe, poczucie przytłoczenia lub depresję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s