Janis Joplin zawsze miała przy sobie książkę i butelkę gorzały

foto: wikipedia CC

Biografię Janis czytałam rozdziałami od końca. Fani wiedzą, że skończyła żywot, jak rasowa gwiazda rocka lat 60. – złotym strzałem. Dlatego przyjemnie było trochę z nią pobyć i przyjrzeć się jej całemu życiu, w którym robiła to, co kochała. Bez kompromisów, po prostu bawiła się i śpiewała. Uwielbiała się wyróżniać, a może musiała tak żyć skoro jej motto brzmiało: nie sprzeniewierzaj się samu sobie. Ty sam – to wszystko, co masz.

Biografia „Janis, życie i muzyka”, autorstwa Holly George-Warren (wyd. Czarne, 2020) jest encyklopedią wydarzeń, szczegółową relacją z całego 27 letniego życia Joplin. Reporterka pracowała nad nią cztery lata! To okres porównywalny do kariery Janis, która trwała od czerwca 1966 roku, kiedy dołączyła do zespołu Big Brother, aż do jej śmieci w październiku 1970 roku.

„Kozmiczny dół”

Zawsze chciała być wierną sobie. Powtarzała często to zdanie dziennikarzom, że stara się tak żyć. Chciała być wierna nie tylko sobie, by zrealizować marzenia o sławie, ale dobrze wiedziała, że zawsze pragnęła miłości. Pustkę z nią związaną starała się zapełnić dragami i alkoholem. Ciągle miała – „kozmicznego doła”, którego starała się zlikwidować, nawalając się i bawiąc najlepiej, jak się da. Pod koniec życia nauczyła się z nim żyć – lekarstwem były spacery po lesie, lekcje jogi i posiadanie domu. Niełatwo było jednak „bluesowej mamie”, mówiła, że z Janis Joplin nie łatwo jest żyć.

„Kozmiczny dół” znaczy, że bez względu na to, co robisz  – i tak jesteś do odstrzału. Pewnego dnia w końcu dociera do ciebie, że nigdy nie będzie dobrze, że zawsze coś będzie nie tak. To, czego pragniesz, było tym, co cię unieszczęśliwia – to dół próżnia. (J.J)

Ojciec nigdy niezaakceptował jej jako kobiety

Niepokój towarzyszy jej cały czas. Ta część życia ludzkiego: rozczarowanie, cierpienie i ból będące stałym elementem losu, były dla niej, nie do zniesienia. Artystka często powtarzała, że przyczyną smutku i tego, że nie radziła sobie ze sobą, była postawa, w pewnym momencie – niezwykle ważnego dla niej ojca:

Tata zawsze śmiał się głośno i swobodnie ze swoimi dziećmi, dopóki mu, dziewczynki, nie stałyśmy się kobietami. Ojciec rozmawiał ze mną, kiedy miałam 14 lat. Potem odwrócił się ode mnie. (J.J)

Jak czytam w jej biografii – właśnie w tym wieku postanowiła zostać rewolucjonistką.

Kogo kochała Janis?

Warto słuchać piosenek Janis czytając jej biografię albo odpalić muzykę Bessie Smith, która Joplin ubóstwiała i słuchała w kółko. Fascynacja była tak wielka, że wyolbrzymiała wpływ artystki na swój styl wokalny (choć jak się słucha nagrań Smith, czuć ducha Janis 😉).

Przez pierwsze dziesięć lat, odkąd poznałam Bessie, śpiewałam jak ona  – twierdziła w wywiadach. Kopiowałam ją totalnie, śpiewałam wszystkie jej piosenki.  (J.J)

Zaledwie dwa miesiąca przed swoją śmiercią pomogła sfinansować umieszczenie nagrobka na nieoznaczonym dotąd grobie „królowej bluesa” i omawiała możliwość utworzenia upamiętniającego ją funduszu stypendialnego.

Nikt nigdy nie trafił do mnie tak mocno. To Bessie sprawiła, że zapragnęłam śpiewać. (J.J)

Dlaczego Joplin nie została malarką?

Artystka przez długo czas uważała się za malarkę. Rozdawała swoje obrazy przyjaciołom. W jej pracach (nagie autoportrety w odcieniach błękitu) widać wyraźne wpływy malarstwa Amedeo Modiglianego. O tym włoskim artyście, którego krótkie życie było naznaczone narkotykami i alkoholem – Janis czytała z równym zapałem, co słuchała Bessie. Jednak zachwyt nad jej malarstwem, rodziny, przyjaciół czy klientów, kupujący prace Joplin, nie wystarczył, by zapewnić pewność siebie i zwrócić uwagę, jakiej potrzebowała jako artystka.

Ciągle czytała książki

Joplin zawsze podróżowała z książkami, czytała na lotniskach i między koncertami: jej duża futrzana torebka była wystarczająco pojemna, by zmieścić książkę i butelkę gorzały. Bardzo lubiła książki J. R.R. Tolkiena: Hobbita i trylogię Władca Pierścieni. W jej mieszkaniu było pełno książek. W ogóle wyglądało ono jak wnętrze z Księgi tysiąca i jednej nocy.  Przyjaciele byli nim zachwyceni w przeciwieństwie do rodziny. Kiedy ją odwiedzili stali w milczeniu przed jedną ze ścian, którą ich córka wytapetowała mnóstwem plakatów na których była półnaga. Rodzice po wizycie w jej domu, zaprzestali z nią kontaktów, stwierdzając, że kompletnie już jej nie rozumieją…

Trzy miesiące przed śmiercią Janis opisywała muzykę jako ten aspekt jej życia, który nigdy jej nie zawiódł.  Mówiła, że śpiew stanowi prawdziwy wyraz jej „ja”. Kiedy ją pytali, gdzie nauczyła się tak śpiewać bluesa odpowiedziała:

Po prostu otworzyłam usta i tak właśnie zabrzmiałam. Nie możesz wymyślić czego nie czujesz

Porzuciła wszystko i zostawiła tylko muzykę

Janis uważała, że muzyka jest jedyną rzeczą na świecie, którą miała. Oddawała się jej całkowicie. Na scenie wyglądała jak opętana. Czysta emocja i dzielenie się nią. Niektórzy mówili nawet, że usłyszeć jak Janis śpiewa Ball and Chain, to jak pójść do łóżka z ukochaną osobą. Spalała się na scenie totalnie. Zespół z którym grała nie nadążął za nią. Miała swoją wizję muzyki. Kiedy miała opinię na jakiś temat, zdecydowanie nie zachowywała jej dla siebie. Dotyczyło to wszystkiego – od partii gitarowych i tempa utworów po miksy i wybór odpowiedniej wersji na płytę. Kochała koncertować, nie lubiła nagrywać w sterylnych warunkach studyjnych. Technicy budowali dla niej scenę symulującą warunki klubowe, by mogła nagrać. Aby lepiej odtworzyć koncertową atmosferę, muzycy zrezygnowali ze słuchawek i użyli głośników do odsłuchu. Występowali razem na „scenie” w przeciwieństwie do typowych sesji, w których poszczególne partie nagrywano w odizolowanych kabinach. Janis zajmowała się też realizacją całości. Potrafiła przez dwa tygodnie siedzieć z realizatorem w studiu od drugiej po południu do siódmej rano. Bywały dni, kiedy nie wychodziła z niego (rekord bez przerwy 36 godzin).

Poświęciła muzyce całe swoje życie i stała się legendą. Ciągle uznawana jest za jedną z najbardziej wpływowych postaci współczesnej kultury masowej, a jej styl śpiewania jest ikoniczny.

Na scenie kocham się z 25 tysiącami ludzi, ale do domu wracam sama. (J.J).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s