Kochamy polskie plakaty

Sylwia i Harriet z „Projekty 26” opowiadają, za co kochają polskie plakaty.

Sylwia, jak się znalazłaś w Anglii?

Sylwia: Złamane serce zdecydowanie pomogło mi podjąć decyzję o wyjeździe z Polski. (Śmiech). Przyleciałam w 2005, żeby odetchnąć i zobaczyć, jak to jest poza granicami Polski. Studiowałam zaocznie na Uniwersytecie Warszawskiem,  więc planowałam tylko wyjazd na wakacje. Plany są jednak od tego, aby je zmieniać i jestem już na emigracji ponad 15 lat… 

Jak poznałaś Harriet?

Sylwia: Poznałyśmy się pod szkołą naszych dzieci. Potem była herbata (po angielsku z mlekiem) u mnie w domu, gdzie na ścianie wisiało kilka plakatów cyrkowych (Jodłowskiego i Hilschera), które zaciekawiły Harriet. Ona była akurat po kursie Graphic Designer i można powiedzieć, że od razu zakochała się w polskim plakacie. Od słowa do słowa i tak właśnie narodził się nasz pomysł założenia galerii internetowej. (Śmiech).

Harriet, za co polubiłaś polskie plakaty?

Harriet: Zawsze lubiłam naiwne i żartobliwe style w ilustracji i litografii. Na początku zakochałam się w aspekcie wizualnym, w projekcie, kolorach i pięknych niedoskonałościach druku polskiego plakatu. Potem zrozumiałam, że postery miały wiele różnych znaczeń i warstw, a cała ich historia zwaliła mnie z nóg. Kocham to, że artyści mieli w sobie ducha wolności i poczucie przynależności, które jest i obecnie  bardzo ważne.

Macie swoich ulubionych artystów?

Harriet:  Ciężko wybrać tylko jednego, ale na pewno Jan Młodożeniec jest tym, który poprzez swój odważny sposób, w jaki wybierał kolor, linie i żartobliwy nastrój, zawsze wywołuje u mnie uśmiech na twarzy. Mam u siebie w salonie jego plakat Cepelia, który po prostu uwielbiam. 

Sylwia: Nie mam jednego ulubionego artysty. Mam ich przynajmniej czterech! Uwielbiam Andrzeja Krajewskiego, Mieczysława Wasilewskiego (którego poznałyśmy osobiście w zeszłym roku), Hanne Bodnar i Marie Muche Ihnatowicz. Mam w swojej własnej kolekcji przynajmniej po jednym tytule każdego z tych artystów. Ulubionym plakatem jest zdecydowanie Siedem Razy Kobieta Andrzeja Krajewskiego z 1968 roku. Udało mi się jakiś czas temu zdobyć oryginał i właśnie zawisł na ścianie w salonie.

Wielu współczesnych ilustratorów czerpie z Polskiej Szkoły Plakatu, prawda?

Sylwia/Harriet: Tak, zdecydowanie duża cześć. To dotyczy ilustratorów w Polsce i na świecie. Od czasu, gdy zaczęłyśmy naszą podróż z „Projekt 26” udało nam się poznać i zaprzyjaźnić z wieloma bardzo utalentowanymi młodymi artystami,  którzy mają swoich ulubionych Polskich twórców i są pod ich wielkim wpływem. Przykładem jest nasza ulubiona ilustratorka Maria-Ines Gul, która uwielbia Jana Młodożeńca i ma kilka jego plakatów, z tym jeden od nas. (Śmiech).  

Co musi być na plakacie, by znalazł się w Waszej galerii?

Sylwia/Harriet: Jest kilka różnych rzeczy, które mamy na uwadze wybierając plakaty. Nie kłócimy się, bo na szczęście mamy bardzo podobny styl pod względem estetycznym, nie mamy z wyborem żadnych problemów! Czasem po prostu sięgamy po plakaty artysty, którego uwielbiamy lub jest to niszowy poster. Bardzo często cechą wspólną naszych plakatów jest ich kolorystyka oraz radość, jaką nam dają. Czasem mogą też mieć w sobie bardzo delikatną „urodę” lub być bardzo odważne i abstrakcyjne. Zawsze jednak wybieramy tylko te, które same chciałybyśmy mieć w prywatnej kolekcji. (Śmiech).

Kto w Anglii kupuje polskie plakaty?

Sylwia/Harriet: Bardzo dużo osób ze środowiska artystycznego: projektanci wnętrz, graficy, styliści i fotografowie. Czasem są to fani filmu, teatru albo osoby, które mają korzenie polskie. Ale tak naprawdę to… każdy i wszyscy. Mamy takie powiedzenie, że „Gdzieś tam jest plakat dla każdego!” (There’s a Polish poster out there for everyone!).

Skąd w ogóle macie plakaty?

Sylwia/Harriet: Z Polski – w 99% są to oryginały. Czasem mamy limitowane edycje dodruków bardzo rzadkich plakatów, które są poza budżetem naszych klientów.

Największy skarb kolekcji?

Plakat Waldemara Świerzego Nocny Kowboj z 1973 roku oraz 2001 Odyseja Kosmiczna Wiktora Górki z tego samego roku. Obydwa raczej na zawsze z nami zostaną. (Śmiech).

W ciągu ostatnich 2 lat udało nam się poznać i zaprzyjaźnić z wieloma wspaniałymi ludźmi i kolekcjonerami w Polsce, którzy bardzo często pomagają nam znaleźć rzadko spotykane tytuły. 

Niestety, bardzo wielu twórców z Polskiej Szkoły Plakatu nie ma już z nami, ale miałyśmy zaszczyt i przywilej spotkać się  z Mieczysławem Wasilewskim, w lutym zeszłego roku. Jest on nie tylko geniuszem artystycznym, lecz i wspaniałym człowiekiem.  

Co robiłyście zawodowo zanim się spotkałyście?

Sylwia: Zaczynałam od sprzątania hoteli zaraz po przyjeździe do Londynu, pracowałam w sklepie Gucci, potem w bankach, jako asystentka w dziale rekrutacji. Pomiędzy tym wszystkim, udało mi się urodzić dwóch synów. (Śmiech).

Harriet: Pracowałam w telewizji jako producent, a potem przeszkoliłam się, jako grafik designer, bo zawsze o tym marzyłam. W przeciwieństwie do Sylwii, mam 2 córki. (Śmiech).

Skąd taka nazwa „Projekt 26”?

Harriet/Sylwia: Nazwa była częściowo zainspirowana wspaniałym polskim magazynem „Projekt”, który był wydawany od 1956 i stanowił źródło wielu inspiracji pod względem sztuki wizualnej i projektowania. Drugim powodem jest to, że numer 26  to nasz kod pocztowy i marzenie,  żeby znów mieć 26 lat. (Śmiech). 

wywiad przeprowadzony dla Damosfera/Onet

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s