Próbuje ocalić od zapomnienia niewinnych czarodziejów m.in. Barbarę Krafftównę, która obchodzi w tym roku 75-lecie pracy artystycznej

Remigiusz Grzela z Barbarą Krafftówną. Foto: archiwum prywatne

Izraelska poetka powiedziała Remigiuszowi Grzeli, że ma starą duszę. Może dlatego tak tka swoje książki czy pisze scenariusze, że czytelnik wpada całkowicie w sidła  przedstawionego świata. Kalina Jędrusik, Barbara Krafftówna, Oriana Fallaci to tylko niektóre z opisanych przez niego postaci.

Czytając pana osiągnięcia,  mam  wrażenie, że można nimi obdzielić kilka osób. Pisarz, dziennikarz, tłumacz itd. Pasuje do pana określenie: tkacz opowieści, Barbary Krafftówny. Kim pan się czuje najbardziej?

Robię dużo rzeczy na różnych polach. Nie widzę swoich działań oddzielnie, co może tak wyglądać, bo z jednej strony zajmuję się  teatrem, z drugiej literaturą i całą masą innych zainteresowań. Wszystko to łączy ciekawość świata i potrzeba jego uporządkowania oraz chęć poznawania ludzi. To proste, czasem opowieść domaga się większej książki a czasem scenariusza albo monologu.

Czytając pana książki ma się wrażenie, że pan całkowicie się zanurza w rzeczywistość swoich bohaterów. Tak jest w  Z kim tak ci będzie źle jak ze mną? Historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata. Tam się pojawia nawet James Dean.

Pisząc o swoich bohaterach staram się dowiedzieć o nich, jak najwięcej w różnych kontekstach: psychologicznym czy obyczajowym. Nie oceniając postaci, daję czytelnikowi puzzle do samodzielnego  poznania. Tkam swoje opowieści, by uniknąć wyrażania jednoznacznej oceny.

Dzięki temu każdy układa bohaterów po swojemu.  Nie jest to łatwe, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko nam się objaśnia szybko i łatwo. Czytając pana książki mam wrażenie, że czytam coś ważnego.

Nikt nie żyje w próżni. Moi bohaterowie żyli w konkretnym czasie, dlatego dbam o opisanie epoki. A książki takie jak Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska czy ta o Dygatach trafiają również do czytelnika, który tej epoki nie znał. Dlatego z klocków, które znalazłem konstruuję dla niego cały świat. On wchodzi w tę książkę jakby wylądował na nowej planecie i dostaje wiedzę, o ludziach, których opisuję i czasie, w którym żyli. Może to sprawiać wrażenie, że pewne rozdziały czy fragmenty są niepotrzebne. Przykładowo, w książce o Dygatach opisuję ostatnią przejażdżkę wspomnianego James’a Deana, który  ginie. Na pierwszy rzut oka, nie ma on wiele wspólnego z Kaliną Jędrusik, ale jak pomyślimy, że książka jest o czasach, gdy ludzie się spalali w życiu, o niewinnych czarodziejach, takich jak Zbigniew Cybulski czy Bogumił Kobiela, a nawet Marylin Monroe to opowiadam o pewnym świecie, który jest ze sobą powiązany, a dotyczy przecież i świata Kaliny Jędrusik. Wydaje mi się to ważne.

Krafftówna w pana książce mówi: Jak się człowiek dobrze przygotuje, jak się naszuka, napracuje, to nigdy nie błądzi. Pan też tak ma…

Bardzo przykładam się do tego, co robię. Myślę, że gdyby większość z nas tak postępowała, to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Kiedy wykonuję swoją pracę, mogę nawet powiedzieć, że jest ona moim życiem, to nigdy nie odpuszczam. Doceniają to krytycy. Nawet kiedy czytam niepochlebną recenzję swojej książki to zawsze jest w niej podkreślona jakość mojej pracy: dokumentacja i konstrukcja książki. Bardzo dbam też o energię tekstu, by na każdej stronie pojawiało się coś, co przykuje uwagę, jakieś słowo czy zabawa nim. Z drugiej strony trzymam się żelaznej konstrukcji opowieści, która jest bardzo przemyślana. 

Pisząc Krafftównę w krainie czarów na początku umieścił pan cytat z Jędrusik: Zobaczysz, kiedyś wszyscy będą pisać książki. Przypadek czy była to zapowiedz przyszłej książki?

Kiedy umieszczałem to motto nie myślałem o następnej książce, ale zrobiłem to przewrotnie, nawet w stosunku do siebie. Zresztą pisałem książkę Z kim tak ci będzie źle jak ze mną? Historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata bardziej dla Dygata, bo Kalina była już opisana. Zależało mi, by odzyskał swoją rolę, przez lata od jego śmierci przestawał być traktowany jak pisarz a zaczął być jedynie mężem swojej żony. Sam jestem autorem, więc upomniałem się o niego. Pisząc, zależało mi też na oczyszczeniu Kaliny z całej masy stereotypów.

Coś łączy Krafftównę i Jędrusik?

Żyły w bardzo kolorowych latach 60. Były indywidualistkami, kobietami, które łamały stereotypy i przyjęte kanony. Łączyła je wolność i niezależność.

Jędrusik nie miał pan okazji poznać, ale z Panią Barbarą łączy pana długa znajomość. Podobno nagrywała wszystkie wasze spotkania podczas pracy nad książką na własny dyktafon. Zdradzi pan coś jeszcze zakulisowego?

Umawialiśmy się na spotkania w różnych miejscach. Ale nie mogliśmy się nigdy umówić w czasie hejnału, czyli o godzinie 12.00. Pani Basia  słucha go namiętnie od lat i sprawdza jego długość. Gdy zdarzyło się, że byliśmy akurat razem, to miała ze sobą małe radyjko, które odpalała zawsze w południe, by odsłuchać hejnału i zapisać ile trwał.  Walczyła, by hejnał był grany w radiu na żywo i w całości.

A gdyby miał Pan okazję spotkać się z Kaliną Jędrusik, o co by ją pan zapytał?

Czy miałaby ochotę o siebie zawalczyć w zawodzie, bo ilość ról, jakie zagrała w filmie może sugerować, że nie bardzo umiała walczyć o swoje. Mimo, że była silną i niezależną osobą. Może to też był znak tamtych czasów, że czekało się na propozycje. Ona i Dygat żyli w fatum niespełnienia.

A o ich relacje?

Czy miała poczucie, że Dygat patrzy na nią, jak na postać ze swojej prozy, bo to by tłumaczyło wiele z teatralizowania ich wspólnego życia. Było oparte na pewnej grze: prowokowaniu rzeczywistości. Mówili o tym ludzie, którzy byli z nimi związani, że u nich się musiało dziać i być wybuchowo.

Mariusz Szczygieł powiedział, że ma pan słabość do silnych i dojrzałych kobiet. A tu proszę… postawił pan w książce na Dygata.

Kobiety są bardziej analityczne, interesują ich różne zjawiska są ciekawe świata. Nie chcę generalizować, ale trudno mi się rozmawia z mężczyznami, bo są zazwyczaj zamknięci i sprawiają wrażenie, że wiedzą wszystko, a to jest dla mnie mało interesujące. Panowie są ciekawi siebie, zazwyczaj… (śmiech)

Czy w dzisiejszym świecie mediów społecznościowych  Dygatowie by się  odnaleźli? Bo pani Krafftówna dobrze sobie radzi.

Tak, choć mam sprzeczne na ten temat myśli. Byli silnymi osobowościami, więc by sobie poradzili.

 Z drugiej strony Kalina już nie mogła się odnaleźć, kiedy nastąpił przełom w 1989 roku. Są jej wypowiedzi, z których wynika, że ona czuje, że nie pasuje do nowej rzeczywistości. W PRL-u była też jak z innego świata. Pani Krafftówna dobrze sobie radzi, bo zawsze była nowoczesną osobą, ciekawą świata.  25 lat mieszkała w Ameryce, co też ma znaczenie. Ma otwartą głowę i niezwykłą łatwość rozmowy z innymi ludźmi, często jej obcymi. Stąd wziął się pomysł nakręcenia filmu o niej pt. Krafftówna w krainie czarów, do którego napisałem scenariusz a wyreżyserowali Piotr Konstantinow i Maciej Kowalewski. Inspiracją była  Alicja w krainie czarów. Przecież Alicja jest ciekawa świata, zadaje pytania i zagadki. Taka też jest pani Basia. Niesie w sobie całą epokę, a w tym roku obchodzi 75- lecie pracy artystycznej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s