Marzena Mróz-Bajon od kilkunastu już lat odwiedza domy największych pisarzy świata.

 
Marzena Mróz-Bajon od kilkunastu już lat odwiedza domy największych  pisarzy świata. Kładzie się do ich łóżek, wącha należące do nich bibeloty. Zafascynowana horyzontem, dopatruje się związku między widokiem z okien, a zachowaniem bohaterów literackich wykreowanych w umysłach wielkich twórców.

W Dolinie Issy

Praca nad książką i podróże do miejsc związanych z ukochanymi pisarzami trwały kilkanaście od lat. W pierwszym rozdziale „Domów pisarzy” poświęconym Czesławowi Miłoszowi zobaczymy zdjęcie pisarki w towarzystwie śp. Gustawa Holoubka, któremu opowiadała o wyprawie do Wilna i Szetejń.

– Wyruszyłam w tę literacką podróż kilkanaście lat temu i zdaje się, że ona nie ma końca. Odbyłam kilkadziesiąt wypraw do miejsc gigantów literatury. Rzeczywiście na jedynym ze zdjęć w książce siedzimy przy stoliku w kawiarni Czytelnika w Warszawie: Gustaw Holoubek, Henryk Bereza – wybitny krytyk literacki i ja. Uchwycona chwila, w której opowiadam o wyprawie do Szetejń na Litwie, do miejsca w którym urodził się Czesław Miłosz, którego obaj moi rozmówcy bardzo cenili – mówi Marzena Mróz, pisarka.
Czesław Miłosz dzieciństwo spędził w Szetejniach, na Litwie.

Dolinę Issy napisałem jako zabieg autoterapii po to, żeby spróbować czy nie otworzy się zamknięta wena poetycka – twierdził – byłem wtedy w okropnym stanie, czego w książce nie widać. (Czesława Miłosza autoportret przekorny. Rozmowy z Aleksandrem Fiutem). 


Szetejnie Miłosza z czasów młodości, opisywane w Dolinie Issy już nie istnieją. Dom został spalony, a ogród wycięty. W swojej książce „Domy pisarzy”, Marzena Mróz-Bajon pisze, że w dorosłym życiu Miłosz przyznawał, iż znaczna część jego wierszy powstała pod wpływem ilustracji, rysunków i obrazów oraz książek, które znajdował w bibliotece dziadka, będąc małym chłopcem. W dokumentach, do których dotarła pisarka można przeczytać, że w czasach dzieciństwa Miłosza w dworze znajdowały się salony z wywoskowanymi pokojami i fortepianem, gdzie przyjmowano gości. Było też niezwykłe pomieszczenie, nazywane przez małego Czesława: apteczką.


„Apteczka była najbardziej magicznym pokojem. Boże święty! Mnie się wydaje teraz, że cała moja poezja
wzięła się z apteczki” – wspominał po latach Miłosz. (źródło: „Domy pisarzy” (wyd. Marginesy, 2021 rok, Warszawa)

Pisarka jechała do Szetejn drogą pełną zakrętów, wzdłuż wysokich drzew. Chciała przede wszystkim zobaczyć rzekę Niewiażę – miłoszowską Issę!

– Dlaczego w powieści była Issa, a nie Niewieża? Zapytany o to Miłosz twierdził, że wybrał tę nazwę, ponieważ powtarza się ona w różnych krajach Europy. Jej przeciągłe brzmienie bardzo mu się podobało, podobnie jak to, że nazwa ta ma bardzo stare konotacje oraz że równoległą rzeką do Nieważy jest Dubissa – tłumaczy Marzena Mróz.

Bardzo ciekawe, co się stało ze śmigłem kupionym podczas podróży na Litwę, w jednym z wileńskich antykwariatów? Marzena Mróz-Bajon opowiadała o tym przedmiocie w kawiarni Czytelnika w Warszawie, przy stoliku Henryka Berezy, przy którym jadał również obiady Gustaw Holoubek.

– Wszyscy pytają mnie o to śmigło. Zapewniam więc, że śmigło ma się dobrze. Stoi w moim domu nad morzem, przy biurku na którym piszę właśnie drugi tom „Domów pisarzy”. Stało się moim talizmanem – dodaje ze śmiechem Marzena Mróz-Bajon.
 
Fetyszyzm literacki, czyli położyć się do łóżka Oscara Wilde’a…
Marzena Mróz-Bajon uprawia swojego rodzaju fetyszyzm literacki. Odwiedza domy pisarzy, kładzie się do ich łóżek, wącha należące do nich bibeloty. Z ciekawością przegląda książki w ich bibliotekach i zanurza się w zapachu mieszkań. Bo domy pisarzy pachną wyjątkowo!

W domu Konstandinosa Kawafisa w Aleksandrii czułam zapach kadzidła i kwiatów jaśminu. Farma Williama Faulknera – Missisipi Rowan Oak w Stanach Zjednoczonych, w której napisał „Wściekłość i wrzask”, a także „Światłość w sierpniu” pachnie trawą i dobrze wypastowaną podłogą. W domu Gabriela Garcii Marqueza w Acaracata w Kolumbii, a więc w powieściowym Macondo snuje się ledwo wyczuwalny zapach karmelu. Każdy dom ma swój zapach. Nawet dom Czesława Miłosza w Szetejniach na Litwie, którego… nie ma. Pachnie powietrzem, litewskim lasem – cząbrem i mchem – opowiada pisarka.
 
Położyła się do łóżka w pokoju, w którym w Paryżu umarł Oskar Wilde. Pisarza, do końca jego życia, nie opuszczał angielski humor, z którego słynął.

Moja tapeta i ja prowadzimy pojedynek na śmierć i życie. Jedno z nas będzie musiało odejść” – to jedno z ostatnich zdań, jakie wypowiedział.
 
– Długo nie mogłam zasnąć, wpatrywałam się w wędrujące po ścianach ptaki. Szmaragdowe tło, złote ogony całujących się delikatnie pawi i orzechowa boazeria idealnie do siebie pasowały. Pokój był ciemny i przytulny, przypominał bombonierkę. Łoże – zwieńczone rzeźbami łabędzi po bokach, było tak wygodne, że niemal natychmiast zasnęłam. Czegóż się bać, kiedy nie ma się nic do stracenia? – dodaje Marzena Mróz-Bajon.

Pisarka odwiedziła wiele domów pisarzy na całym świecie. Czy był taki, w którym poczuła ducha pisarza albo – bardziej schodząc na ziemię – klimat, który jest w jego twórczości?

– Jeżdżąc po świecie i odwiedzając domy gigantów literatury, zastanawiam się jak bardzo czerpali oni ze swojego najbliższego otoczenia pisząc książki i konstruując bohaterów literackich. Czy widok z okna przez które patrzyli w dzieciństwie, albo przez całe życie, miał wpływ na ich twórczość? Faulkner traktował dom jako swoją duchową lokalizację. Stworzył świat literackich bohaterów w oparciu o swój własny. Opisywał wciąż to samo – okolicę i historie sąsiadów. Myślę, że domy pisarzy mogą być wrotami, przez które wchodzimy do ich świata. Sprawdzam, czy są jakieś związki między tym, co widzieli, gdzie żyli, umierali, spędzali szczęśliwe bądź nieszczęśliwe dzieciństwo, a tym co napisali. Ważne w tych podróżach są dla mnie detale. Z domu Williama Faulknera pamiętam bardzo wyraźnie jego buty do jazdy konnej i numer startowy konia – 63. W domu dziadków Marqueza, w Kolumbii w Aracataca, zwróciłam uwagę na zastawę – białe talerze z niebieskim rantem –  takie same jakie opisywał w „Stu latach samotności” – opowiada.

A czy jest dom, do którego nie udało się jej dotrzeć, zwiedzić, choć bardzo chciała?

– Nie ma takiego miejsca. Jeżeli już coś postanowię – dopinam swego. Nie zawsze jestem grzeczna podczas tych podróży. Zdarza się, że przeskakuję płoty i dzwonię do drzwi – aż do skutku. Domu Miłosza w Szetejniach na Litwie, jak wiadomo, już nie ma. Ale opisałam go „z powietrza”. Poza tym, od czego jest wyobraźnia! – tłumaczy Marzena Mróz-Bajon.

W czasie literackich wypraw, pisarka znajduje czas, by wyskoczyć na małe zakupy. Poza wspomnianym śmigłem samolotu, we Florencji kupiła też szpilki na swój własny ślub.

Szpilki spisują się znakomicie. Wciąż w nich biegam, zdaje się, że są niezniszczalne. Podobnie jak moje małżeństwo – kończy ze śmiechem.

Zdjęcie z archiwum prywatnego Marzeny Mróz
 
 
 
 
 
 
 
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s