Jesteśmy przyzwyczajeni do życia w strachu

foto: Jacek Poremba

Wojciech Chmielarz, autor bestsellerowych kryminałów, które pokochali czytelnicy, nagradzając go licznymi nagrodami!  Pisarz ma 37 lat, napisał 13 książek, a wciąż chce mu się tworzyć. Jego kultowa powieść pt. „Żmijowisko”  pojawiła się na małym ekranie. Pisarz opowiada m.in. o nowej książce z marihuaną na okładce, byciu tatą i pisaniu w towarzystwie psa…

Jest 9.00 rano. Zwykle tak wstajesz i od razu zabierasz się za pisanie?

Trochę trwa zanim się rozkręcę. Potrzebuję czasu, by się uspokoić i wewnętrznie ogarnąć. Przez pierwszą godzinę praca jest mało efektywna. Udaje mi się wtedy napisać jedno, dwa zdania i dopiero po godzinie swobodnie popłynąć z tekstem. Potem piszę przez około 4-5 godzin. 

Nawet jak się nie chce? Pisarz robi sobie wtedy urlop na żądanie?

Pisanie to praca i trzeba ją wykonywać codziennie bez względu na nastrój. Nie ma czegoś takiego, jak czekanie na wenę… Nie mam nad sobą szefa ani nikt z wydawnictwa, nie dzwoni każdego dnia z pytaniem, jak tam idzie praca. Sam się muszę pilnować. Wyrobiłem w sobie samodyscyplinę i trzymam się planu działania. Nie jest tak, że przez cały rok, nic innego nie robię, tylko piszę książki. Są tygodnie, miesiące, kiedy nic nie powstaje…

Co wtedy robisz?

Przez jakiś miesiąc odpoczywam na wakacjach z rodziną i wtedy nie robię nic. A potem znów coś robię, nie są to działania, tak intensywne, jak pisanie książek. Ogarniam swoje media społecznościowe, nagrywam podcasty Zbrodnia na poniedziałek, czytam książki i jeżdżę na spotkania z czytelnikami.

Pracujesz w domu. Jak łączysz pisanie, często o trupach, z byciem tatą. Zdarza się, że siedzisz z bohaterem na łodzi, która zaraz wybuchnie, a tu wchodzi dziecko i prosi o zupkę?

Piszę w normalnych godzinach pracy, kiedy dzieci idą do szkoły czy przedszkola. Nie wymagam od swojej rodziny ciszy, kiedy pracuję, bo musiałaby ona trwać czasem przez kilka miesięcy. Piszę, kiedy w domu nikogo nie ma… poza psem.

Potem rodzina wraca, a ty ciągle w swoim świecie?

To nie jest tak, że pstryczek elektryczek i wszystko wraca na miejsce. Dlatego kończę pisanie w momencie, kiedy jeszcze nikt nie wrócił do domu. Mam wtedy dla siebie 30-40 minut, by posprzątać w kuchni czy pójść na zakupy. To jest moment, kiedy mogę się przestawić z trybu pracowniczego, pisania o tych wszystkich strasznych sprawach – na tryb domowy.

Pisanie kryminałów zostawia jakiś ślad w mózgu?

Nie będę ukrywał, że tak nie jest. Ale moje książki nie są takie straszne… Bardziej męczące dla mnie są nie opisy samych brutalności, ale to, co się dzieje przed nimi. Kiedy tworzę całą sytuację, która do nich prowadzi. Do swoich bohaterów staram się podchodzić z dużą dozą empatii, nawet tych najgorszych. Spędzam z nimi dużo czasu!

Męczące… ciągle jesteś w pracy.

Kilka razy obracam sceny, szczególnie dialogi w głowie. Zastanawiam się nad nimi pod różnymi względami. Nawet jak już je napiszę to potrafi do mnie wracać. Takie rzeczy dają w kość. Ten ciągły stan, twórczego pobudzenia, potrafi zmęczyć.

Zdarza się widzieć wszędzie zwłoki po pracy?

Są momenty, gdy biegam po lesie kabackim i zastanawiam się, co będzie, jak nagle zobaczę jakiegoś trupa lub, co by się stało, jakby facet z naprzeciwka okazał się seryjnym mordercą. Nie jest tak, że nieustannie mam zwidy, ale myśli, że coś się może wydarzyć są naturalne. Zresztą kryminał jest jednym z najbardziej pozytywnych gatunków literackich.

Że niby dobro zwycięża zło?

Dokładnie tak! Finalnie zawsze znajdzie się sprawiedliwy, który ukaże winnych i doprowadzi sprawę do końca.

Czyli  jesteś dobrym szeryfem!

Nie ja, tylko moi bohaterowie. Nie utożsamiam się z nimi, bo to się zawsze źle kończy.

Na okładce twojej najnowszej książki są rośliny marihuany. Nie lepiej było dać na nią stokrotki. Zaraz ktoś zrobi bojkot i będzie zakaz jej reklamowania…

W obecnych warunkach dużo większą kontrowersją byłoby, gdybyśmy dali na nią tęczową flagę. Może wtedy by się przynajmniej parę osób oburzyło.

Dlaczego tak lubimy czytać kryminały? Mamy 21 wiek, a ludzie wciąż pragną… zewu krwi.

To literatura o tym, że świat jest generalnie sprawiedliwy, a zło zostaje ukarane. To jest przekonanie fundamentalne naszego społeczeństwa, a kryminał w nim utwierdza. Potrzebujemy opowieści o zwycięstwie dobra! Drugi powód jest taki, że żyjemy w niewiarygodnie bezpiecznych czasach!

Jak to? Po przejrzeniu wiadomości w internecie, można się tylko schować do jakiejś bezpiecznej norki.

Wystarczy, że porównamy Polskę do tej sprzed 20 lat, kiedy ulicami rządziła zorganizowana przestępczość i gangsterzy. Wtedy nieustanne słyszeliśmy, że ktoś kogoś zamordował w brutalny sposób. Ulicami ciągle przechodzili ludzie w marszach milczenia-sprzeciwu, a artyści (m.in. Kasia Kowalska, Myslovitz) pisali protest songi przeciwko przemocy.

Wcześniej też nie było łatwo.

My, jako gatunek od tysięcy lat żyliśmy w sytuacji ciągłego niebezpieczeństwa. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni i nie do końca radzimy sobie, kiedy nic nam nie zagraża. Taka jest moja teoria.

Potrzebujemy bodźców i czytamy kryminały!

Bo jaki jest sens, żeby oglądać horrory? Chcemy się bać! Jakaś część naszego mózgu tego potrzebuje. Oglądamy sceny przemocy, by zaspokoić te potrzeby, a czytamy kryminały, by pobyć ze złem i niebezpieczeństwem.

Masz dopiero 37 lat, a napisałeś już 13 książek, a wciąż chce ci się pisać nowe!

Czuję się człowiek sukcesu, bo piszę książki i zarabiam na tym dobrze, a to jest w Polsce dużym osiągnięciem. Mam w głowie wciąż mnóstwo historii do opowiedzenia czytelnikom.

Dużo ludzi teraz pisze książki… Gdybyś znów zaczynał, podjąłbyś się tej roboty?

Tak, bo warto poświęcić czas na pisanie, mimo, że to trudny proces.

Od lat grzebiesz w kryminalnych opowieściach. Zdarzyło się, że dostałeś jakieś pogróżki?

Pamiętam, po pierwszej książce „Wampirze” dostałem wiadomość dotyczącą bohatera:  mechanika, który hodował marihuanę. Anonimowo ktoś napisał, że powinienem trzymać gębę na kłódkę w tej sprawie. Nie przejąłem się tym specjalnie, bo ten wątek wymyśliłem. Ale ten moment zdziwienia, rozbawienia i nie ukrywam, strachu, był.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Moja głowa jest jak pudło z różnymi kompletami klocków lego, do układania których zginęły instrukcje. Wyciągam z niej to, czego potrzebuję przy pisaniu.

Nad czym teraz pracujesz?

Piszę kolejną część powieści o komisarzu Jakubie Mortce, a potem mam pomysł na kolejną część o bezimiennym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s