„Oglądanie własnego dzieła w druku jest jedną z największych radości, dostępnych w tym życiu”

Małgorzata Musierowicz/Emilia Kiereś

Duża radość, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! – prawdę mówiąc, jeśli chodzi o mnie (a myślę, że mam prawo wypowiedzieć się również w imieniu Kochanej Współautorki, czyli córki), oglądanie własnego dzieła w druku jest jedną z największych radości, dostępnych w tym życiu. Obie cieszymy się bardzo i zapraszamy do lektury! Napisała Małgorzata Musierowicz na swojej stronie internetowej. Radość pisarki spowodował drugi tom tajemnej wiedzy dla wszystkich fanów Jeżycjady, czyli Na Jowisz! Nadal uzupełniam Jeżycjadę 2 (wyd. HarperCollins, Warszawa, 2021 roku). Dla jej wielbicieli to też wielka radość, bo tomisko zawiera niespotykane sekrety z życia ulubionych bohaterów jej książek.

O siostrach Borejko 2021 i bibule z PRL-u

Jest pachnący drukarnią, świeżutki, miły dla oka i przyjemny w  dotyku, a jakie ma bogate wnętrze… Znajdziemy w nim niemal 100 haseł, kolorowe oraz archiwalne fotografie, a także nowe ilustracje, stworzone specjalnie do tej publikacji. Fanów sióstr Borejko (no, właśnie jak się powinno pisać ich nazwisko autorka też wyjaśnia), na pewno ucieszy namalowany specjalnie do kompendium ich portret, dzięki któremu widzimy jak wyglądają w 2021 roku! Nie tylko ich aktualne wizerunki można obejrzeć, ale też Genowefy Bombke i jej córek, Sławka Lewandowskiego i stryjaszka Józefa.

Autorki (książka powstała przy współpracy z córką, też pisarką, Emilią Kiereś) wyruszają w niej w podróż po wydarzeniach ze swojego życia, prezentują zdjęcia z rodzinnych albumów i własnego autorstwa. W drugim tomie postanowiły też przybliżyć najmłodszych fanom zjawiska, pojęcia i szczegóły związane z PRL-em. Ciekawy jest wpis na temat bezdebitowych tytułów, czyli znanych bardziej pod hasłem bibuła-czasopism, gazetek, miesięczników i książek antysystemowych, które ukazywały się poza zasięgiem wszechwładnej cenzury.

O czytelnikach zakazanych tytułów!

Okazuje się, że jednym z bohaterów Jeżycjady był brat Musierowicz: Stanisław Barańczak. O tym, że chce wystąpić na jej łamach poinformował siostrę z Bostonu za pomocą niezliczonych faksów, które w czasach, gdy nie było tak powszechnie dostępnych komputerów, a co za tym idzie, wysyłek mailowych, były pomocne w korespondencji. Pisarka umieściła postać Staszka w „Kalamburce”, który rozprowadza właśnie bibuły po znajomych. W jednym z dialogów, w którym bierze udział w książce, pada zaszyfrowane zdanie:

„Jak już zjesz te śliwki, co ci przyniosłam, to mi je zwróć najdalej w ciągu tygodnia!”.

Chodzi oczywiście o zakazane materiały, które jak się okazuje były przechowywane w czasach Polski Ludowej w domu u Państwa Musierowiczów. Tą konspiracyjną rozmowę o śliwkach naprawdę usłyszała znajoma redaktorka z wydawnictwa i opowiedziała ją pisarce.

„W tym powszechnym procederze nielegalnego kolportażu i my, skromni a wielodzietni plastycy, braliśmy żywy udział”.

Szło im sprawnie, bo byli dobrze zorganizowani. Otrzymywali od zaufanego kuriera paczkę gazet, czasopism, które czytali łapczywie, a następnie przekazywali zaufanym znajomym.

„Oni nam oddawali pozycje pożyczane wcześniej, a te zwracaliśmy kurierowi, żeby puścił je w dalszy obieg”.

Musierowicz wspomina, że bywali i tacy kurierzy, którzy (zupełnie, jak przy stole w kuchni Borejków) spędzali przy herbatce długie wieczory, prowadząc długie monologi. Może wynikało to z tego, że właściciele stołu potrafili słuchać albo przyciągał ich „zawsze zastawiony czymś stół”.

O nazwisku Borejko czy Boreyko

Czytelnicy często pytają autorkę skąd wzięło się w Jeżycjadzie nazwisko tej rodziny. Odpowiedz jest prosta… z pamięci. Pisarka jako nastolatka poznała pacjentkę swojej Mamy. Zresztą cała jej rodzina przychodziła do niej leczyć zęby. Po wojnie, uciekając spod Wilna przed władzą radziecką, Borejkowie prawdziwi przybyli do Polski, a dokładnie do Poznania, skąd przypominamy pochodzi Małgorzata Musierowicz. Jako młoda dziewczyna zaprzyjaźniła się z tą rodziną. Atmosfera ich kresowego domu ją urzekła.

„Dużo ludzi, gwar i gościnność, żarty, śpiewy, a przede wszystkim – serdeczność, bezinteresowność i ciepło”.

Musiało jej to dobrze zapaść w pamięć, bo po 20 latach, przy pisaniu pierwszej książki, to pozornie zapomniane nazwisko, okazało się idealnie pasować do książkowej rodziny umiejącej wytworzyć taką właśnie wesołą i ciepłą aurę.

„W istocie. Ród mój wywodzi się spod Wilna – wyjaśnił jej mimochodem Ignacy. – Choć mamy i odnogę kiejdańską, a słynny opój Piotr Borejko, opisany przez Jędrzeja Kitowicza, był kasztelanem zawichojskim.” (fragm. Kalamburki)

Pisarka wyjaśnia w książce, że dotarła do źródeł i podaje, że poprawna jest zarówno forma Borejko jak i Boreyko.

O Poznaniu oczami bohaterów Jeżycjady

Lektura tomów Na Jowisza to też piękny spacer po zabytkach, ciekawych miejscach stolicy Wielkopolski, czyli Poznania, małej ojczyzny Małgorzaty Musierowicz. Miasto może budzić różne skojarzenia – jednym kojarzy się z koziołkami, innym ze słynnymi targami, a jeszcze innym z rogalami świętomarcińskimi. Jest jednak mnóstwo osób, dla których Poznań to miejsce akcji Jeżycjady. Jakby nie było autorka powieści od ponad czterdziestu paru lat przenosi czytelników na poznańskie ulice i pozwala im poczuć się prawdziwymi mieszkańcami Jeżyc. Dzięki temu życie rodziny Borejków i wszystkich innych postaci ukazanych w książkach wydaje się bardzo prawdziwe, a czytelnik ma poczucie, że Ida, Kreska czy Ignacy ożywają na kartach powieści. Najbardziej znaczącym dla całej Jeżycjady jest adres Roosevelta 5, pod którym mieszkają najważniejsi bohaterowie serii, czyli rodzina Borejków. Tutaj mała Genowefa Bombke przychodziła na proszone obiadki, a mama Borejko rozmyślała nad sylwestrową kreacją Gabrysi.

„Ulica Roosevelta, od krzyżówki z Poznańską zabudowana po jednej stronie pięknymi starymi kamienicami z początków wieku, po drugiej – nowoczesnym torem szybkiego tramwaju, wspartym na potężnych żelbetowych filarach, doprowadziła całe towarzystwo pod bramę numeru pięć, zdobną w dużej urody secesyjne motywy, wstęgi i nawet dwie maski”. (fragm. Imieniny)

Małgorzata Musierowicz nigdy nie mieszkała na Roosevelta, ale piękno tej secesyjnej kamienicy zachwycało ją za każdym razem, gdy podążała dawno, dawno temu ze swoimi pociechami na spacer do parku Sołackiego. Wybór głównego miejsca akcji był zatem oczywisty. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s