Chciałbym, żeby moją bohaterkę zagrała Beata Tyszkiewicz

Zofia Wilkońska jest jak skrzynka dynamitu. Nic jej nie straszne. Niska emerytura? Jej plan posiłków i codzienne oszczędności pozwalają jej dotrwać do pierwszego! Nie da sobie w kaszę dmuchać, w końcu przeżyła niejedno! O kim mowa? O głównej bohaterce książek kryminalno-humorystycznych – pisarza, Jacka Galińskiego.

Musiałeś jej dać w łapy czerwony wózeczek, z którym podróżuje po mieście… Mam taki sam, ale jakoś dziwnie mi z nim, kiedy idę na bazarek, bo a nuż za roku wyskoczy jakiś zbir…, jak jej. Skąd się wziął ten wózek i czerwony berecik?

Jeżeli wyskoczy ci jakiś zbir, to przyłóż mu właśnie tym wózeczkiem. A tak na serio, to dobry rekwizyt i trafnie określa bohaterkę, która podróżując po mieście jest w ciągłej gotowości do znalezienia jakichś przecen i promocji. Beret natomiast nie jest częścią mojej wizji. Wymyślił go rysownik, który stworzył okładkę. W treści nie ma o nim ani słowa, bo nie chciałem, żeby Zofia była kojarzona z moherowymi beretami. Światopoglądowo ona jest zdecydowanie na przeciwnym biegunie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś: byłem uczony, że wszystkie historie już zostały opowiedziane, stąd należy szukać własnego oryginalnego języka i perspektywy. Jesteś dość młody, więc skąd pomysł na taką jeszcze dla ciebie odległą wizję…

Niestety fizycznie nie jestem już taki młody, ale jak większość ludzi, wciąż czuję się młody mentalnie. Dlatego nie lubię nudnych, smutnych i łopatologicznych historii. Chciałem napisać coś szalonego, zabawnego i dającego ludziom siłę do działania. I to mi się chyba udało.

Pomysł na starszą bohaterkę wziął się właśnie stąd, że większość autorów opowiada historie z perspektywy młodych, atrakcyjnych, dobrze sytuowanych bohaterów, ewentualnie po przejściach. To już było wiele raz. Poza tym świat tak nie wygląda i nie jest to żadna prawda o nim, a już na pewno nie jest to coś odkrywczego. Stąd moje poszukiwania na zapomnianych skrajach społeczeństwa, na jego marginesie.

Jak zbudowałeś jej postać? Zawsze jest ulepiona w kogoś lub z autora… Ile jej furii jest z ciebie 😉?

Trudno mi powiedzieć z kogo jest posklejana. Na pewno sporo inspiracji pochodzi z Karlsona z Dachu, energii zaczerpnąłem także z szalonego umysłu narratora Lotu nad kukułczym gniazdem. Ale gdyby się dobrze zastanowić, to pewnie najwięcej wziąłem od siebie. Przy czym zdecydowanie nie jest to mój temperament, ja chciałbym być już teraz tak żywotny jak moja bohaterka, a co dopiero na starość.

Tak czy inaczej czytelnicy są zgodni, że jest to jedna z najbardziej irytujących i jednocześnie najbardziej pociągających bohaterek literackich jaką znają.

Skąd bierzesz jej komentarz, które naprawdę idą niektórym w pięty? Masz jakiś swój ulubiony? Zdarza się, że napisałeś któryś, by odreagować coś z realnych scen życia codziennego? 😉

Szczerze mówiąc, wciąż mnie zaskakuje, to że powstało w tych książkach tyle kultowych tekstów, które czytelnicy powtarzają w życiu codziennym. Zawsze podziwiałem twórców, zwłaszcza filmowych, którzy sypali dobrymi tekstami. Nie myślałem, że i mi się to uda.

Nie mam chyba ulubionych scen. Trudno byłoby mi wybrać jeden fragment. Jakimś cudem udało mi się stworzyć całkiem sporo niezłych scen komediowych, z których jeszcze sam za każdym razem się śmieję, gdy je czytam. Nie mówiąc już o czytelniczkach, które przysyłają mi wiadomości o tym, że ludzie dziwnie się patrzą w komunikacji miejskiej, gdy one śmieją się do książki.

Raczej staram się nie odreagowywać w książce własnych frustracji, bo zanudziłbym czytelników, a to ma być dla nich książka, nie dla mnie. Natomiast zdarza mi się umieścić jakąś anegdotę, czy myśl, ale zawsze staram się zrobić z tego żart.

Widujesz czasem – lub znasz takie Zofie Wilkońskie na ulicy lub masz takie agentki w rodzinie?

Nie, ja nigdy nie miałem większego kontaktu z osobami starszymi. Może na tym właśnie polega tajemnica tego że udało mi się stworzyć postać tak lubianą przez czytelników. Gdybym znał podobnie kontrowersyjną osobę, podejrzewam, że mógłbym ją znienawidzić na tyle, że nie byłbym w stanie o niej napisać, a już na pewno w sposób tak zabawny.

Ostatnio szukałam książek zabawnych, z humorem napisanych. I jakoś cienko, poza twoimi, nie ma ich wiele. Ostatecznie sięgnęłam po Ostatnią Arystokratkę, czeskiego autora. Polecisz coś zabawnego z biblioteczki?

Jest kilkoro autorów komedii kryminalnych. Każdy pisze trochę inaczej i ma inne poczucie humoru. Od lat na rynku jest Olga Rudnicka i Alek Rogoziński, są też nowe autorki jak Marta Kisiel czy Małgorzata Starosta, które mają już sporo wielbicieli. Poza komedią kryminalną jest też MalkolmX czy Joanna Mokosa-Rykalska.

Czym – kim się inspirujesz przy pisaniu. Może jakiś serial na Netflixie?

Ja bardzo długo nie dawałem wciągnąć się w seriale i oglądałem tylko filmy. Ale jak już wpadłem to na całego. Uważam, że trendy są obecnie wyznaczane właśnie na platformach streamingowych typu Netflix. Seriali komediowych jest tam naprawdę sporo. Genialny jest Norsemen, Brooklyn 9-9, Orange is new black czy Real Rob

Twoje książki są zabawne, ale pokazujesz też trudy życia polskich emerytów? Jak jej poznajesz i skąd taka ciekawość?

Moje książki są przede wszystkim zabawne i z tego się bardzo cieszę, bo śmiech jest bardzo ważnym aspektem życia. Nigdy jednak nie chciałem pisać książek płytkich, bezwartościowych i o niczym. Stąd są w nich także wątki społeczne, ekonomiczne i ogólnoludzkie. Może dlatego, że odebrałem wykształcenie ekonomiczne, a może dlatego, że filmowe. Tego nie potrafię rozstrzygnąć. Na pewno obserwuje ludzi i życie i staram się twórczo i w zabawny sposób przetworzyć otaczającą nas rzeczywistość.

Jak wygląda zwykły dzień życia. Piszesz od rana? W Domu?

Kilka miesięcy temu w nieco dramatycznych okolicznościach okazało się, że nie jest już możliwe łączenie pracy zawodowej z pisaniem. Musiałem na coś się zdecydować. Wybrałem to drugie. Nie była to łatwa decyzja choćby dlatego, że praca w projektach IT była całkiem dobrze płatna i umożliwiała wygodne życie dla mniej i mojej rodziny. Nie mając już innego zajęcia piszę od rana, ale nie w domu, bo przy licznej rodzinie, nie mógłbym się zupełnie skoncentrować. Na szczęście mam własną pracownię, gdzie panuje cisza i spokój. Staram się pisać też trochę po południu i jeszcze 2-3 godziny wieczorem. Ale pierwsze trzy książki pisałem po pracy, w kawiarniach, gdzieś pokątnie, sam nie wiem kiedy, gdzie i jak to się wszystko udało.

Skąd bierzesz energię do pisania, zawsze się chce? A co jak się nie chce?… 😉

Przez długie lata próbowałem sowich sił pisząc autorskie projekty seriali. Niewiele udało mi się na tym polu osiągnąć, a poświęciłem temu dobrych kilkanaście lat. Nazbierało mi się zatem sporo frustracji, która albo mogła mnie zniszczyć, albo dać siłę do dalszej walki. Kilkukrotnie było bardzo blisko tego pierwszego, ale ostatecznie zebrałem się w sobie jeszcze raz kilka lat temu napisałem „Kółko się pani urwało” i ono okazało się hitemJ

Przeważnie trudno jest zebrać się do pisania jak do każdej pracy, ale nie ma wyjścia. Codziennie trzeba stoczyć tę walę, trudną, bo z samym sobą i z własnymi słabościami, po to żeby po kilku miesiącach móc cieszyć się z dobrej książki i móc zacząć pisać kolejną.

Skończył Warszawską Szkołę Filmową i Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Niezły mix? Skąd takie zamieszanie i czy to pomaga z pisaniu?

Na Uniwersytet poszedłem jak prawie każdy po liceum, czyli nie mając bladego pojęcia o życiu i o tym co chciałbym w nim robić. Po mniej więcej dziesięciu latach pracy w dużych projektach informatycznych głównie w branży telekomunikacyjnej, stwierdziłem, że to co robię nie ma większego sensu. Szkoda mi było na to życia. Chciałem pisać dla teatru, ale zamknięto wtedy Laboratorium Dramat, więc poszedłem na scenopisarstwo do Warszawskiej Szkoły Filmowej. Tam rozpoczęło się, jak powiedziała jedna z moich nauczycielek, uczłowieczanie małpy. Dosyć bolesny i długi proces, który chyba jeszcze się nie zakończył.

Przez jakiś czas zazdrościłem młodym autorom, tego że wcześnie zaczęli, mają czas, mogą pisać po kilkanaście godzin na dobę, ale teraz myślę, że te moje zawirowania życiowe i różne doświadczenia powodują, że mam o czym pisać.

Może jakiś serial na podstawie twoich książek powstanie? Kogo byś obsadził w głównej roli?

Nie ukrywam, że od samego początku jest zainteresowanie ze strony środowiska filmowego. Zabawna, nieoczywista i oryginalna historia oparta na nietuzinkowej bohaterce, to atrakcyjny towar, którego stale się poszukuje na rynku. Mam nadzieję, że serial powstanie w najbliższym czasie.

Odnośnie głównej roli, to zawsze widziałem w niej Beatę Tyszkiewicz. Ale staram się o tym za dużo nie myśleć. Dla mnie najważniejsze jest napisanie kolejnej dobrej książki. Jeżeli to się uda, to reszta w postaci adaptacji, czy sprzedania praw zagranicę, sama przyjdzie.

Jesteś też… sportowcem… Aktywnym?

Od kilkunastu lat uprawiam sporty walki, jednak za późno zacząłem, żeby dojść do poziomu zawodniczego. Generalnie nazywanie mnie sportowcem jest raczej na wyrost, ale to przez mój błąd, bo nie sprostowałem tego odpowiednio w momencie kiedy to do mnie przylgnęło. Aktualnie liczne kontuzje, które wlekły się za mną od lat, wyeliminowały mnie chyba ostatecznie z treningów. Chociaż gdyby jakiś pisarz zaproponował mi walkę na zasadach K1 na charytatywnej gali, to pewnie bym nie odmówił.

Jedna myśl na temat “Chciałbym, żeby moją bohaterkę zagrała Beata Tyszkiewicz

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: