Stefan Dymiter: niewidomy skrzypek fascynował przechodniów i znawców muzyki

Fot. Piotr Tabor z archiwum Michała Misztala. Na zdjęciu S. Dymiter z Michałem Misztalem.

Stefan Dymiter, grał na skrzypach przy ulicy Floriańskiej w Krakowie.  Starszy, niewidomy skrzypek na wózku fascynował przechodniów i znawców muzyki. Podobno sam Yehudi Menuhin usłyszał go i zaproponował mu wspólny występ, a artysta Michał Misztal kultywuje pamięć o Kororo….

Kororo?

Przydomek „Kororo” pochodzi z dialektu Romów Wyżynnych zwanych także Karpackimi w języku naukowym Bergitka Roma. „Koro” oznacza „niewidomy” zaś „kororo” to zdrobnienie, które tłumaczy się jako „ślepiutki”, „ślepaczek”.

Słuchałeś go na ulicach, prawda?

Od zawsze interesowałem się Romami: muzyką, historią, językiem Romani. Pierwszym Romem, z którym nawiązałem znajomość był właśnie skrzypek Stefan Dymiter i kapela „Romano drom”. To był rok 1992, chodziłem wtedy do Państwowego Liceum Plastycznego w Krakowie. Od tej pory każdą wolną chwilę spędzałem na ulicy Floriańskiej: słuchałem, nagrywałem na dyktafon genialnego skrzypka, dostarczałem mu struny, smyczki, a nawet zamieniłem się z Nim na skrzypce! Wprawdzie sam nie gram na tym instrumencie, ale skrzypce znajdowały się w moim domu (gram trochę na gitarze).

Mieliście okazje poznać się bliżej czy tylko na ulicy? O czym rozmawialiście, co mówił o sobie?

To były wspaniałe czasy, bywałem niejednokrotnie w mieszkaniu, w którym ostatnie lata swojego życia spędził Stefan Dymiter w Krakowie. Wspólne spotkania, biesiadowanie, możliwość poznawania kultury romskiej, rozmowy z Stefanem,  a nawet próby wspólnego muzykowania – wspominam ten czas jako coś wyjątkowego w moim życiu, coś czego mocno doświadczyłem. Dowiedziałem się bardzo dużo o jego życiu osobistym, chorobie, która towarzyszyła mu przez całe życie. Warto zaznaczyć, że Stefan wspominał, iż urodził się niewidomy, a amputacja nogi skazała go na opiekę innych. Nigdy nie użalał się nad swoim kalectwem, był pogodnym i dowcipnym człowiekiem. Dzisiaj, temat Kororego powraca, współpracuję z osobami, którym temat genialnego skrzypka „nie daje spokoju”, chcemy dowiedzieć się więcej. Wiem, że obecnie powstaje biografia Dymitera (forma książkowa), wspieram również projekty tworzenia filmu dokumentalnego i słuchowiska radiowego. Co z tego wyniknie? Zobaczymy.

Co cię najbardziej w nim fascynowało? Akceptacja losu, talent, bezbronność? Musiał być, jak nie z tego świata? Dziś, a już chyba od dawna… prawdziwych Cyganów już nie ma…

Trudne pytanie, nie znajduję jednej cechy, która by w jakiś szczególny sposób fascynowała mnie w tym człowieku, tu wszystko było pozornie nie pasujące do siebie: okaleczone ciało, „melodyjność” skrzypiec, które trzymane w tak nienaturalnej pozycji nie powinny teoretycznie wydawać równie subtelnych dźwięków. A sam instrument? pęknięty, wysuszony przez słońce, ubrudzony popiołem z papierosa i kalafonią, obmyty deszczem, to wszystko potęgowało zaskoczenie przechodzących ulicą Floriańską. I zapewniam, dzisiaj nadal spotkać można „prawdziwych Cyganów” – ludzi posiadających zdolność wyczarowywania muzyki z niczego, wystarczy gliniany dzban czy drewniana misa a zaraz rozbrzmiewa dynamiczna, rytmiczna muzyka porywająca do tańca.

Co grał? Podobno w wyjątkowy sposób trzymał skrzypce?

Wszystko, od szlagierów, poprzez tematy muzyki klasycznej, po melodie patriotyczne, czardasze. Cygański muzyk samouk trzymał instrument w charakterystyczny sposób: prawą ręką za gryf, opierając skrzypce na brzuchu a w lewej trzymał smyczek. Był to wyjątkowy na skalę światową sposób używania tego instrumentu, przywołujący na myśl muzyków indyjskich, którzy instrumenty smyczkowe trzymają w podobnej pozycji.

W jednym z wywiadów wspominałeś, że był zawsze otoczony kimś z romańskiej eskorty. To głupie pytanie, ale… wykorzystywali go, w sensie zabierali mu pieniądze? Dbali o niego?

Jego romska eskorta, jeśli zaszła taka potrzeba przenosiła go z miejsca na miejsce. Cały czas ktoś nad nim czuwał, opiekował się, smarował smyczek kalafonią, podawał papierosa. Dymiter był centrum, wokół którego wszystko się działo. Ale wiadomo, że jego opiekunowie korzystali często z datków, które zostawiali przechodnie.

Cenili go? Co o nim wiemy?

 O Stefanie Dymiterze naprawdę niewiele do dziś wiadomo. Podobno Stefan urodził się w Płonnej, pow. sanockim w województwie podkarpackim, w roku 1938. Później losy wielu rodzin romskich zależały od trudnej, historycznej rzeczywistości. Wraz z ludnością łemkowską wielu z nich wyjechało na tereny dzisiejszej Ukrainy. Ale prawdziwą tragedią stała się słynna „Akacja Wisła”, kiedy to wywieziono pozostałych mieszkańców na ziemie północnej Polski. Rodzina Stefana podążyła śladem innych szukających miejsca do życia na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Taką ciekawostką jest to, że  spotkałem kiedyś, w Krakowie osobę z rodziny Kororego, która twierdziła, że Stefan urodził się w Słupsku. To kolejny dowód, jak niewiele naprawdę wiadomo o Dymitrze. W roku 1960, według dokumentów, rodzina osiedliła się w Kowarach, miasto w powiecie karkonoskim. Stefan podkreślał, że to właśnie Kowary są jego ulubionym miejscem. Tam chciał być pochowany i tak się stało.

W samych Kowarach Stefan Dymiter jest wciąż pamiętany. Odbywa się tam festiwal jego imienia.

Słyszałem o tym festiwalu, ale nigdy nie udał mi się tam pojechać. Najbardziej żałuję, że nie mogłem być na pogrzebie Stefana. Był On dla mnie kimś wyjątkowym i już nigdy w życiu nie spotkałem takiego człowieka. Chyba mnie lubił, a nie wszystkich obdarzał sympatią. Była między nami jakaś więź, którą dzisiaj trudno mi zdefiniować. W każdym razie dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.

Udało się też odsłonić mural na przystanku na podkarpaciu z jego wizerunkiem. Pamięć o artyście wraca…Chyba dobrze, nie?

Przez wiele lat nie było żadnych inicjatyw upamiętniających tę postać. Teraz rzeczywiście pamięć o artyście wraca. Wspomniany mural jest najlepszym tego dowodem. Szkoda, że w Krakowie jak dotąd nie udało się zrealizować pomysłów ludzi, którzy chcieli upamiętnić osobę skrzypka. To przykre. Mam jednak nadzieję, że teraz wraz z grupą moich kolegów, również zafascynowanych Stefanem, zrealizujemy plany i zamierzenia, o których wspominałem wcześniej.

Zdradzisz co robisz poza kultywowaniem pamięci o p. Stefanie?

Zawsze interesowała mnie etnografia, w szerokim tego słowa znaczeniu. Urodziłem się w mieście, ale dzieciństwo spędziłem na wsi i stąd ciekawość kultury ludowej. Kolekcjonuję prawie wszystkie wytwory tej sztuki, od rzeźb po teksty literackie, obrazy, zabawki i muzykę. Jestem również od wielu lat związany z Zakonem Ojców Kamedułów na Bielanach w Krakowie. Bywam w tym miejscu dość regularnie, poznałem bliżej kilku przebywających tam pustelników. Zafascynowała mnie atmosfera tego miejsca. Każdy wolny czas poświęcam jeszcze jednej pasji, jaką jest świat przyrody, rodzima flora i fauna. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: