Jan Misztal – pasjonat zdjęć i potężnego archiwum

Rozmawiamy o czasach, kiedy miało się do dyspozycji 36 klatek, filmach ORWO kupowanych w Berlinie i wyciecze z aparatem na Ukrainę w latach 70.

Skąd pasja do fotografii?

W moim domu rodzinnym było dużo zdjęć. W szufladkach, do okazjonalnego oglądania oraz w albumach oglądane w święta i podczas rodzinnych spotkań. Większość tych zdjęć robił mój wujek Józef Gargasz. Marzyłem, żebym sam mógł takie zdjęcia wykonywać.

Pamięta Pan swoje pierwsze zdjęcie?

Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1960 roku, otrzymałem od rodziców aparat fotograficzny Druh. Wreszcie mogłem sam robić zdjęcia, lecz nie miałem o tym większego pojęcia.

Początki były trudne, mieszkałem na wsi a rolkę z naświetlonym filmem trzeba było zawieźć do Krakowa, żeby zrobić odbitki. Przeważnie nieudane.  Jedno z pierwszych zdjęć, z którego byłem zadowolony przedstawia furmankę z moim dziadkiem jako woźnicą oraz ciocią wraz z moim rodzeństwem.

foto: Jan Misztal

Uczęszczając do technikum w Krakowie zobaczyłem u kolegów aparaty „prawdziwe”  małoobrazkowe. W Foto-Optyce przy ulicy Grodzkiej zakupiłem aparat Smiena 2 i już się czułem prawdziwym fotografem. Zwłaszcza, że mój starszy kuzyn, nie tylko fotografował, ale sam wywoływał filmy i robił odbitki. Stopniowo wciągałem się w chemie fotograficzną. Postanowiłem nie tylko pstrykać i wywoływać, ale i archiwizować filmy. W tym celu kupiłem albumy na negatywy.

Ile fotografii liczy archiwum?

Obecnie moje archiwum liczy 34 takich albumów, w każdym ok. 500 klatek oraz 60 kartkowy segregator co daje około 19 000 klatek. Do tego ok. 250 kolorowych przeźroczy. Wszystkie filmy i odbitki wykonywałem osobiście w różnych ciemniach, w akademiku, domu.

Łatwo było realizować pasję do zdjęć w PRL-u?

W technikum moim profesorem był Władysław Klimczak, prezes Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego, organizator wystawy Venus. Zacząłem chodzić na spotkania w KTF- ie i z czasem przynosiłem swoje prace do oceny. Niestety zachwytów nie było, ale uczyłem się od najlepszych.

Podczas wycieczki 1969 roku w Berlinie udało mi się kupić aparat Praktica Super TL. Kupiłem też zapas filmów ORWO które u nas było bardzo trudno zdobyć. Mogłem robić dobre zdjęcia i szybko. Aparat ten miałem prawie zawsze przy sobie. Każda podróż była dla mnie okazją do udokumentowania ciekawych sytuacji, krajobrazów czy zabytków.

Dotarł pan z aparatem na Ukrainę.

W 1973 roku odwiedziłem do mojego kuzyna, który studiował na Politechnice w Kijowie. Wystarczyło wyrobić wkładkę paszportową, a bilet dla studentów był za połowę ceny. W Kijowie, moja uwagę zwróciło wszechobecny język rosyjski. Od napisów po rozmowy. Jak poszukałem to znalazłem jakiś napis po ukraińsku, ale była to rzadkość. Po paru dniach zwiedzania miasta oraz klubów studenckich polecieliśmy do Odessy, a potem statkiem na Krym. W Kijowie mieszkałem w akademiku u mojego kuzyna, a w Odessie i na Krymie w kwaterach prywatnych na wsiach. Wszędzie spotykaliśmy się z życzliwością i uśmiechem mieszkańców, którzy wynajmowali nam swoje domy, a sami mieszkali w prowizorycznych letnich domkach w ogrodach.

Ulubione zdjęcie?

Nie mam mojego ulubionego zdjęcia, ale mam takie do których czuję szczególny sentyment.

Jak się pan odnajduje w świecie typu instagram, gdzie ludzie robią fotki wszystkiego?

Nie ma mnie na Instagramie. Jak zaczynałem robić zdjęcia ludzi to zawsze myślałem czy ta osoba nie będzie miała do mnie żalu, że ją fotografuję lub, że źle wyszła. Nie spotkałem się nigdy, żeby ktoś zabronił mi robić zdjęcie. Teraz boję się robić zdjęcia obcym ludziom. Obecnie używam aparatu cyfrowego. Obecnie fotografowanie nie wymaga specjalnych umiejętności, bo aparat posiada takie funkcje, które umożliwiają wszelkie poprawki. 50 lat temu mając aparat z filmem, musiałem pamiętać, że mam do dyspozycji 36 klatek. Jeśli fotografuję ślub, imprezę sportową, Papieża na Błoniach krakowskich to musze myśleć czy film mi się nie skończy wtedy, gdy będzie najważniejszy moment. Pamiętać też muszę, aby spokojnie przewinąć film i nie doprowadzić do jego zerwania, co mi się zdarzyło. A wtedy dobrze mieć kurtkę, żeby owinąć nią aparat i włożyć odwrotnie ręce przez rękawy, żeby wyjąć przerwany film zawijając  go w czarny papier. Uff. A po wywołaniu filmu okazuje się, że najlepszym zdjęciem jest niezwykle wyglądający człowiek idący z imprezy!

Co charakteryzuje dobre zdjęcie?

To, że się podoba.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: