Piotr ratuje drapieżne ptaki

Młoda samica bielika – Szpona ma wadę genetyczną uniemożliwiającą latanie. Samiec Piorun, uszkodził sobie skrzydła w wypadku, a orły miały zostać uśpione. Wszystkie wylądowały pod skrzydłami Piotra Nadolskiego, który je przygarnął. Opieki nad nimi uczył się na kursach, od sokolników i z książek. Ptaki były zawsze jego wielkim marzeniem. Spędzają z nim i jego rodziną większość czasu, zdarza się, że towarzyszą przy posiłkach.

Jak zaczęła się twoja pasja?

Pochodzę ze wsi. W domu nigdy się nie przelewało. W dzieciństwie godzinami potrafiłem obserwować na niebie latające myszołowy i jastrzębie. Nie było mnie stać na posiadanie ptaków, ale też nie było nikogo, kto by mnie nauczył opieki nad nimi. W wieku 18 lat wyprowadziłem się do miasta, gdzie miałem food tracka, dobrą pracę i mieszkanie w bloku. Założyłem rodzinę, ale wciąż marzyłem  o ptakach. Wreszcie, kiedy po  latach wróciłem znów na wieś do Godzieszy Małych (wielkopolskie, powiat Kalisz), mogłem zrealizować swoje plany. Zaczęło się od dwóch własnych ptaków, a potem pojawiły się kolejne, które potrzebowały pomocy i zaopiekowania. I tak moje stado zaczęło się rozrastać. Ciągle dochodzą nowe. Wczoraj odebrałem kolejne od weterynarza, wcześniej z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt przyjąłem te, które miały być uśpione. Ośrodek nie ma środków na utrzymanie tych, które już nie polecą, a ptaki żyją około 70 lat. Blokują woliery potrzebne dla innych rannych ptaków.

Ile gości masz obecnie?

W specjalnie zainstalowanych  na dworze wolierach przebywa 16 ptaków. Nielatające są zamknięte w nich na stałe, a latające towarzyszą mi na spacerach. Będąc w lesie, przylatują mi na rękawicę. Układam je, spędzam z nimi dużo czasu. Uczę się od nich spokoju i miłości.

Podobno pierwszą noc spędzasz z pojawiającym się u ciebie ptakiem, śpisz z nim na kanapie…

Kiedy się pojawiają… ważne jest pierwsze 48 godzin. Wtedy je oswajam. Dotykam, przebywam z nim, mówię do niego,  by pojawienie się tak blisko człowieka – zaczęło być normalne.  Spędzam z nimi noc na kanapie. Potem trwa codzienna praca, czyli układanie ptaków. Karmienie z ręki, przyzwyczajanie do tego, że jak wrócą na rękawicę to dostaną smakołyk. Gdy wypuszczam je z woliery, krążą dookoła i same wracają. Ten powrót świadczy o tym, że ptak jest dobrze traktowany. W przeciwnym razie, by odleciał.

Masz małe dzieci. Nie boisz się?

Przestrzegam zasad. Nie wpuszczam samych synów, przykładowo do orłów. Zresztą nikt obcy do nich nie wejdzie.  Zawsze jestem obok. Jak żona je karmi, to tylko wrzuca im jedzenie. Dlatego wszystkie negatywne rzeczy, jakie mogłyby się wydarzyć są ograniczone. Poza tym… nie daję się ptakom całować. Ludzie czasem jak widzą jakieś zwierzę, zaczynają do niego cmokać i się przytulać. I od razu chcą pogłaskać. Tu odpada. To jest dziki ptak, nie ma o tym mowy!

Większość ptaków ma sznurki na nogach po co?

To dla nich jest, jak smycz dla psa czy kota. Kiedy nie chcę, żeby ptak latał, bo są w pobliżu linie wysokiego napięcia, ruchliwa droga czy inne zwierzęta, które mogłyby je skrzywdzić – wtedy przywiązuje go za pomocą sznurka do rękawicy.

Czym je karmisz?

Surowym, przemrożonym mięsem, dzięki temu, nie ma w nim bakterii czy pasożytów. Żaden ptak u mnie nie poluje, więc nie dostaje żywego, co nie budzi w nich też agresji.

Masz jakąś więź z ptakami?

Każdy jest inny, ma swoje imię, charakter i zwyczaje. Na przykład z Bonitą, dwuletnią samicą myszołowa towarzyskiego (jastrząb Harrisa) mam super więź. Bardzo często spacerujemy, robimy razem pokazy. A sowa płomykówka jest bardzo do mnie przywiązana. Często towarzyszy mojej rodzinie przy posiłkach.  Uwielbia ją mój najmłodszy syn, Paweł.

Jak się utrzymujesz, z czego leczysz chore ptaki?

Prowadzę własną działalność. Robię też pokazy sokolnicze, gdzie zdrowe ptaki zarabiają na chore. Przyjeżdżają do mnie ludzie z całej Polski na „spacer w drapieżnikiem” – idziemy do lasu, gdzie gość ma możliwość trzymanie ptaka na rękawicy, zrobienia z nim zdjęcia czy nagrania filmu. To dla wielu osób spełnienie marzeń. Płacąc za to, mam środki na utrzymanie ptaków. Biorę też udział w wielu akcjach charytatywnych, które robię za darmo.

Od miesiąca masz też gości z Ukrainy, którym udostępniłeś dom.  Jak zareagowali na twoje pasje, czyli ptaki drapieżne i chodzenie na boso?

Byli bardzo zadziwieni, choć na Ukrainie, w czasie jednego ze świąt prawosławnych kąpią się w lodowanej wodzie, również z dziećmi. Jednak zaskoczyło ich, że chodzę boso nie tylko po lesie, ale i do miasta. Ze swoimi gośćmi staram się spędzać godzinę dziennie. Wieczorem siadamy i rozmawiamy, żeby nie myśleli ciągle o wojnie i negatywnych rzeczach.

Jak im pomagasz, co mówisz?

Mówię im o wdzięczności. Przypominam, żeby wspierali tych, co zostali na Ukrainie i dawali im dużo pozytywnej energii. Oni bardzo potrzebują teraz wsparcia. Mówię im, jak ważne jest to, gdzie kierujemy naszą uwag i jak emocje wpływają na nasze ciało. Częsty  ból brzucha moich gości,  wywołany był strachem i lękiem.

Co jeszcze?

Przypominam im o ich marzeniach, by skierowali swoją uwagę na to, co chcą i co ich rozwesela. Dzieci wolny czas mają wypełniony grą na gitarze, grają w piłkę i chodzą na zajęcia z tańca. Wspólnie razem chodzimy na spacery z ptakami do lasu. Moi znajomi bardzo mnie wspierają w opiece i utrzymaniu gości, za co jestem im ogromnie wdzięczny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: