Wakacje w PRL-u, czyli o podróżach Stanisława Barei

Stanisław Bareja z dziećmi – Kasią i Jasiem, foto: archiwum Katarzyny Barei

Stanisław Bareja — postać kultowa! Robił swoje. Kręcił filmy i był tatą… na cały etat, który wakacje spędza z rodziną. Organizując zdjęcia do filmów, dokładał starań, by nie trwały dłużej niż do końca czerwca. Gdzie najczęściej wyjeżdżali? Zdradza córka, Katarzyna Bareja.

W swojej książce „Żaby w śmietanie, czyli Stanisław Bareja i bliscy” – porusza nie tylko letnie tematy, ale opowiada m.in. jaki był jej tata. Okazuje się, że kochał jeść i gotować! Autorka publikuje listy, jakie pisał reżyser do swoich najbliższych i jego znakomite rysunki. Ku radości czytelników jej opowieść jest bardzo obfita i znajduje się na ponad 500 stronach. Dlatego w tym tekście skupiamy się tylko na wakacyjnych przygodach rodziny reżysera.

foto: archiwum Katarzyny Barei

LOT-em do Bułgarii

Gdzie odbyła się pierwsza rodzinna wyprawa? Polecieli samolotem, zachwycając się jego wyposażeniem.

„Do tej pory w szafce kuchennej przy Fitelberga zachowały się miniaturowe, plastikowe pieprzniczki i solniczki z LOT-u z tamtych czasów”.

Na wakacje reżyser zabierał upolowane w księgarniach przez cały rok książki.

„Nie wolno było ich tknąć przed wakacjami”.

Zresztą do wyjazdów przygotowywali się przez cały rok, co wymuszały braki związane z zaopatrzeniem sklepów. Półki świeciły pustkami, dlatego przygotowywali weki z mięsem, dżemy i konfitury z truskawek. Reperowali naddarte namioty. Żona pana Barei szyła plażowe szlafroki i obszywała leżaki nowym płótnem, a reżyser łatał materace, wystawał w kolejkach po gaz do butli turystycznych i konserwował sprzęt pływacki.

Stanisław Bareja był uzależniony od swojego roweru i głównie nim poruszał się po mieście (też na plany zdjęciowe). Był to niebieski składak polskiej produkcji, na którym jeździł niezależnie od pogody, pory roku czy samopoczucia. To właśnie na nim przed wyjazdem jechał do sklepu mleczarskiego przy Nowym Świecie, by zaopatrzyć rodzinę w skondensowane kakao i mleko w tubkach.

Barejowie nie handlują na wakacjach

Wyjeżdżali przeważnie w lipcu, gdy na Bałkanach dojrzewała większość owoców i warzyw.

„Jeździliśmy tam nie tylko dla słońca i ciepłego morza, ale i dla smaków niedostępnych w PRL-u – aromatycznych pomidorów i papryk, winogron, brzoskwiń oraz arbuzów ociekających sokiem i rumem, jako że tata wlewał zwykle odrobinę tego alkoholu do środka”.

Co ciekawe… Barejowie nie handlowali na wyjazdach jak większość narodu w czasach Polski Ludowej. Zdumiewało to mieszkańców mijanych demoludów, czyli krajów tzw. demokracji ludowej. Pytali ich: Plusz? Krem Nivea? Dżinsy? Jak to nie macie… już sprzedaliście?

W latach 70. i 80. wycieczki turystyczne do krajów socjalistycznych musiały się Polakom zwrócić, bo były dość drogie. Dlatego handlowali, czym się dało! Barejowie zachowali w tych zajęciach godność, a swój pojazd wypełniali głównie wspomnianymi książkami. Celnicy osłupiali na widok znajdujących się w nim kilku warstw książek i czasem teksturowej wytłaczanki z jajkami.  

„Po co komu tyle książek na wakacjach?!”.

Stanisław Bareja zabierał też w podróż… duży radioodbiornik. W porach nadawania wiadomości przez Wolną Europę i Głos Ameryki otwierał dach samochodu, wystawiał antenę i szukał dobrego odbioru. Wszystko dlatego, że za granicą była lepsza słyszalność nielegalnych radiostacji, bez zagłuszania stosowanego w PRL-u.

Reżyser już na miejscu, w którym się zatrzymywali i rozbijali namiot, codziennie rano chodził do piekarni, gdzie kupował lokalne specjały. Dzięki temu turystyczny stolik rodziny Barejów kiwał się pod ciężarem ciepłego chleba lub pachnącej chałki. Bardzo lubił gotować i przygotowywać posiłki dla swojej rodziny. Na wakacjach serwował słone sery, gęsty jogurt, pomidory i… przywiezione ze sobą, wystane w kolejkach polskie puszki.

Bareja kochał pływać!

Każdego ranka wyruszał na pływackie wyprawy w głąb morza, wyposażony w plastikową torebkę umieszczoną w kieszonce granatowych kąpielówek. Przepadał na długo, co wzbudzało lekki niepokój rodziny, ale jak już się pojawiał… z dumą prezentował morskie znaleziska.

„Czasem dla przedłużenia napięcia oczekujących na brzegu ukrywał ją w dłoni lub kieszonce. To mogła być muszla albo ślimak morski, interesujący wodorost lub kamyk”.

Prezentacji skarbu towarzyszyła bujna opowieść o tym, jak go zdobył.

A tymczasem na granicy…

Stanisław Bareja lubił wyjeżdżać za granicę, ale cieszył się też na powrót do kraju. Mimo że wiązało się to z gigantycznymi kolejkami na granicy. Nie było żadnej taryfy ulgowej dla artystów w tamtych czasach, a celnicy każdego przeszukiwali do tego stopnia, że żądali wypakowania całej zawartości bagażnika na jezdnię. Reżyser znosił te upokorzenia, ale dawał im upust w swoich filmach. Przykładowo w „Misiu”. Było to tak:

Celnik kontroluje turystę i każe mu wejść na wagę.

Turysta: Schudłem 4 kilo!

Celnik: Y, no, słowem przywozicie do kraju 4 kg obywatela mniej. A gdyby tak każdy wracał ze stratą paru kilo, byłoby nas mniej coraz!

Celnik obok stojący: Polaków!

Turysta: To, co mam zrobić?

Celnik stojący obok: Sześćdziesiąt za każdy brakujący. A wykształcenie macie jakie?

Turysta: Wyższe.

Celnik: A przepraszam, to po siedemdziesiąt pięć.

„Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem dodatkowym dobrem narodu” – „Miś”. 

Wakacje w Polsce… tylko w Goławicach!

To było ukochane miejsce na ziemi reżysera. Od lat 60. sporą część lata spędzał na wsi, w Goławicach leżących nad rzeką Wkrą. To tam reżyser nauczył córkę Kasię pływać.

„Stanisław Bareja, niekwestionowany mistrz kraula, nauczył mnie pływać jeszcze jako przedszkolaczkę i doskonalił w tej umiejętności każdego lata”.

Reżyser tak lubił to miejsce, że w swoim serialu „Zmiennicy” zatrudnił kilku mieszkańców Goławic do sceny przeprawy przez rzekę. To tam też latem 1976 r. wraz ze Stanisławem Tymem pracował nad scenariuszem „Misia”. Opalali się, pływali i pracowali, co jeszcze robili?

Łowili ryby.

„Podczas wspólnej przechadzki z tatą i Jaśkiem (syn reżysera) nad brzegiem rzeki Tym nagle położył palec na ustach, nakazując im ciszę. Następnie, podwinąwszy spodnie, wszedł ostrożnie do wody, schylił się i chlusnąwszy rękoma z całej mocy, wyrzucił na brzeg wielkiego szczupaka!”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: