Jak się pisze sceny erotyczne – zdradza topowa pisarka

Seks to nie tylko sam akt spółkowania, ale też a może nawet przede wszystkim emocje, które się w nas kłębią. Anna Szczypczyńska piszę powieści obyczajowe, romanse, w których nie wyłącza się światła, gdy się wchodzi do sypialni. W rozmowie zdradza sekrety swojego warsztatu i opowiada o debiutanckiej powieści, na podstawie której powstaje film, który jest produkcją Netflixa.  

Twoją najnowszą książkę „Dziewczyna mojego męża”, wyd. Luna, 2022 r.,  czyta się jak pamiętnik. Masz dar „czytania” w ludzkich duszach czy przeżyłaś wszystko o czym napisałaś?

Anna Szczypczyńska: To dla mnie ogromny komplement, dziękuję, bo nie doświadczyłam tych rzeczy na sobie (śmiech). Nie urodziłam wcześnie dziecka, nie przeżyłam z moim partnerem dwudziestu lat, nie wiem, jak to jest zakochać się w mężczyźnie, który ma dzieci, przykładam jednak ogromną wagę do tego, by stworzyć bohaterów z krwi i kości. Mam wrażenie, że przydaje mi się tutaj doświadczenie dziennikarskie. Nim siądę do pisania, robię spory research i rozmawiam z ludźmi, którzy znaleźli się kiedyś w podobnej sytuacji. Chodzi o to, by lepiej zrozumieć, wręcz poczuć te emocje, które potem przekazuję swoim postaciom.

Jedną z bohaterek książki jest dojrzała, trochę zestresowana i mądra kobieta. Drugą żyjąca we wspólnocie ze światem i naturą. Identyfikujesz się z którąś z nich?

Prawdę mówiąc z żadną z nich się nie identyfikuję, ale z pewnością można w nich znaleźć jakieś maleńkie cząstki mnie. Drobiazgi, choćby to, że podobnie jak Jaśmina uwielbiam nosić trampki. Do wszystkiego (śmiech).

W książce dużo jest scen erotycznych, choć bardziej pasuje do nich określenie: wysmakowane, pełne pikantnych fragmentów, ale pozbawione cech wulgarności i rozbudzające zmysły. Jak się je pisze, gdzie szukasz inspiracji?

Niezwykle trudno jest napisać scenę erotyczną, która nie będzie wulgarna albo śmieszna. W języku polskim niestety mamy wiele słów, które nie brzmią dobrze, a jeśli w powieści obyczajowej czy romansie zaczniemy zbyt mocno metaforyzować, zrobi się dziwnie, wręcz groteskowo. W tej materii znacznie bardziej niż filmy czy książki, inspiruje mnie poezja i w muzyka. Zawsze, kiedy siadam do sceny, włączam odpowiednią playlistę (można ją znaleźć na ostatniej stronie każdej z moich powieści) i staram się wczuć w rolę bohaterów.

Na kimś je testujesz po napisaniu, dajesz komuś do przeczytania?

Tak. Mam koleżankę, której podsyłam pojedyncze sceny i pytam, czy je czuje. Jest szczera. Jeśli coś jej się nie podoba, dzwoni i mówi: „Ta scena jest jakaś taka zachowawcza. Przecież umiesz odważniej. Co cię powstrzymuje?” albo „Poczułam to! Chcę więcej!” i to jest dla mnie dobry sygnał (śmiech).

Co wnoszą sceny erotyczne do twojego pisania?

Seks to nie tylko sam akt spółkowania, ale też a może nawet przede wszystkim emocje, które się w nas kłębią. Kiedy decyduję, że teraz jest miejsce na scenę, zastanawiam się, co chcę nią przekazać. Liczy się nie to, jak ktoś kogoś złapał za biodra, ręką lewą czy prawą, a to, dlaczego to zrobił. Poprzez to, w jaki sposób bohaterowie uprawiają miłość, można o nich tak wiele powiedzieć! Czy czegoś się boją? Czy czegoś im brak? Czy potrafią jeszcze wykrzesać z siebie emocje? Skoro mówimy o „Dziewczynie mojego męża” – jak się czuje dojrzała kobieta, która po dwudziestu latach życia z jednym mężczyzną na nowo odkrywa swoje ciało? Jak wygląda seks z mężem, a jak z kochankiem? Pierwszy seks. Seks z dawną miłością. Seks z nieznajomym. Seks może być dziki, namiętny, ale też nijaki albo smutny. Pierwsze zdania mojej powieści „Gdzieś pomiędzy wierszami” brzmią tak: „Nie ma dobrych i złych kochanków, są tylko dobrze i źle zestrojone potrzeby. […] Do łóżka nie idzie się przecież wyłącznie z chętnym do igraszek ciałem, zabierasz tysiące przesłuchanych płyt, stosy przeczytanych książek, mnóstwo filmów, rozmowy, doświadczenia, wspomnienia.”

I to jest prawda! Dlatego ten temat jest tak ciekawy. Fascynuje mnie to, że o seksie można opowiadać na tak wiele sposobów, dlatego nie zamierzam z tych scen rezygnować.

Bohaterka twojej książki jest tłumaczką m.in. Harlekinów i ma niezły ubaw pracując nad scenami erotycznymi. Panuje w nich sztampa: ona słaba białogłowa, on świetnie zaopatrzony przez naturę… Dalej wiadomo. Czy twoje pisanie o seksie jest też formą buntu przeciwko temu?

Nie mam nic przeciwko Harlekinom. Każdy z nas lubi inne książki, mało tego, ma inne potrzeby na danym etapie życia. Raz chcemy się wzbogacić, a za chwilę szukamy rozrywki. Pomysł na to, by „dać” bohaterce „Dziewczyny mojego męża” zawód tłumaczki, wziął się stąd, że mam kilka koleżanek, które się tym trudnią. Często rozmawiamy o tym, w jaki sposób konstruuje się fabułę tych powieści, dużo żartujemy, wymyślamy własne warianty. Uznałam, że to może być ciekawe zajęcie dla mojej bohaterki: w pracy dba o to, by podgrzać atmosferę w związkach swoich czytelniczek, za to w jej własnej sypialni od lat jest chłodno…

Ostatnio chciałam napisać artykuł o książce, którą wiele dzieciaków urodzonych w czasach PRL-u z wypiekami na twarzy, w czasie nieobecności rodziców w domu, przeglądało, czyli „Wielki las” Zbigniewa Nienackiego. Kultowe dzieło erotyczne w PRL-u, ale  obrzydliwe. Gwałt na kobietach, żonach. Fajnie, że teraz piszesz o seksie, gdzie kobiety pociągają za sznurki, ale robią to w piękny dla obu stron sposób. Jakie masz zdanie na temat tego, jak obecnie pokazuje się seksualność kobiet?

Wiesz, niestety to nie jest tak, że podoba mi się to, w jaki sposób dziś pisze się o seksie. Tak jak mam koleżanki, które tłumaczą Harlekiny, tak mam też i takie, które redagują powieści stricte erotyczne. Ja takich nie piszę. Ja piszę powieści obyczajowe, romanse, w których po prostu nie wyłącza się światła, gdy się wchodzi do sypialni. Niestety w wielu erotycznych tytułach wciąż mamy zjawiska, o których mówisz: gwałt, przemoc – stąd to upodobanie do mafijnych erotyków. I tak jak w porządku jest to (powiedzmy), że dojrzała, ukształtowana kobieta sięga po taką powieść, bo to jest coś, co ją kreci, tak nie jestem pewna, czy w porządku jest to, że w tych historiach zaczytują się nastolatki. Że w ten sposób budują swoją seksualność, swoje fantazje erotyczne. Że dobry seks to dla nich takich seks, jaki jest tam opisany, bo innego jeszcze nie znają. W Harlekinach niestety też to mamy: te wymuszone małżeństwa, układy finansowe. To nie jest coś, co mi się podoba. Dlatego ja chcę pisać o seksie inaczej. I na szczęście nie tylko ja.

Na podstawie twojej pierwszej powieści powstaje film, zdradzisz coś więcej?
Póki co mogę powiedzieć tylko tyle, że na podstawie mojej debiutanckiej powieści „Dzisiaj śpisz ze mną” powstaje film, który jest produkcją Netfliksa. Premiera już na początku przyszłego roku. Jestem podekscytowana i bardzo ciekawa efektu. Jeśli chodzi o książkę „Dzisiaj śpisz ze mną” to opowieść o miłości i namiętności. O tym, że każdy z nas czasem tęskni za starą wersją siebie. Wersją, w której nie wchodzi się w rolę matki, żony czy przykładnej szefowej. O tęsknocie za „motylami w brzuchu” i o tym, czy warto za nimi podążać.

foto: Anna Leak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: