Bez nich nie byłoby insuliny ani opery, czyli o sensacyjnych rodach

Ludwik Spiess/Jan Kreczmar, źródło: Wikipedia

Dawno, dawno temu do Warszawy przybyli i się osiedlili na długie lata. Kto? Niezwykłe rodziny o nieprzeciętnych zasługach. Ich osiągnięcia w dziedzinie sztuki i kultury przechodziły z pokolenia na pokolenie częściej niż dobra materialne. Dzięki swojej pasji, wspieraniu finansowym artystów stolica zawdzięcza im wiele! Odwiedzając groby w listopadzie można przejść obok ich wiekowych rodzinnych grobowców.

SPIESSOWIE

Każdy aptekarz i większość z nas zna nazwę… Polfa Tarchomin. Producent leków! Ale niewielu kojarzy się ona z nazwiskiem Spiess. Historia rodu zaczyna się około 1796 roku, kiedy to ze Szczecina do Warszawy przywędrował pan Melchior Spiess, pruski urzędnik. Opowieść o fabryce leków zaczyna się od jego syna Henryka. Był wykształconym w Niemczech aptekarzem, który przy ulicy Koziej założył aptekę. Wyrabiał w niej leki, a ze względu na zbyt małą przestrzeń do produkcji – w  1823 roku kupił działkę na terenie wsi Tarchomin, na granicy Żerania, gdzie zaczął działać. W tym samym czasie ze wspólnikami założył obok Ogrodu Krasińskich pijalnię wód mineralnych. Biznesy się rozkręcały, zyski były spore. Kiedy umarł rodzina dostała w spadku 32 tysiące rubli srebrem, co sugeruje, że na pigularstwie można było już wtedy dobrze zarobić. Potomkowie nie roztrwonili majątku a w tarchomińskiej fabryce zaczęli produkcję farb, lakierów, artykułów chemicznych i farmaceutycznych. Przed wojną pracowało w niej ponad 300 osób! Druga wojna światowa przyniosła ogromne straty, ale firma szybko się odbudowała. Już w 1948 roku rozpoczęto w fabryce produkcję penicyliny. Pięć lat później jako jedna z pierwszych na świecie rozpoczęła produkcję insuliny.

Czym jeszcze zajmowali się Spiessowie?

Gdyby nie prywatny mecenat tej rodziny, a szczególnie jednego jej członka – Stefana Spiess… nie powstałoby wiele dzieł muzycznych. Przykładowo, nie moglibyśmy dziś pójść do Opery na „Króla Rogera” Karola Szymanowskiego…. Dlaczego?

„Byłem współwłaścicielem firmy chemicznej, ponieważ jednak prowadził ją głównie mój brat, mogłem swobodnie oddawać się ulubionym studiom nad historią sztuki, uprawiać muzykę, a także słuchać jej w kraju i zagranicą” – mówił  pan Stefan.

Pan Stefan przyjaźnił się z Karolem Szymanowskim.

„Karola i jego brata, Feliksa, poznałem u Wertheimów jesienią 1904 roku. Moment ten tak wyrył mi się w pamięć, że wiem nawet, w jaki sposób Karol miał zawiązaną czarną krawatkę… Ręką ogarniał czuprynę. Zauważyłem jego jakby nieobecność, oderwanie się od otaczającego świata”.

Razem podróżowali po świecie, pan Stefan wspomagał kompozytora finansowo i organizował koncerty w odpowiedzi na wrogą atmosferę w Polsce, jaką był otoczony Szymanowski. Ich wyprawy, szczególnie jedna do Afryki stały się źródłem inspiracji wielu utworów m.in. „Króla Rogera”. Stefan Spiess przez wiele lat był mecenasem sztuki, a po wojnie przez 10 lat pracował w płytotece Polskiego Radia. 

Grobowiec rodziny Spiessów znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim.

Łopieńscy

Trudno sobie wyobrazić Warszawę bez pomników. Wiele z nich wyszło z pracowni artystów brązowników o wspólnym nazwisku „Łopieński”. Ta marka nadal istnieje w Warszawie i jest jedną z  najstarszych rodzinnych firm w stolicy. Założona została w 1862 roku przez Jana Łopieńskiego, rzeźbiarza, cyzelera, brązownika i odlewnika. Od początku istnienia pasjonowała ich kultura. W 1898 roku odleli część brązów do pomnika Adama Mickiewicza, a po drugiej wojnie światowej odtwarzali i naprawiali m.in. bardzo zniszczony pomnik Kopernika, figurę Chrystusa sprzed kościoła św. Krzyża, pomnik Kilińskiego i odtworzyli  wszystkie brązy przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Poza tym, że ratowali i rekonstruowali pomniki i inne dzieła sztuki-w czasie powstania 1944 roku zakład Łopieńskich przy ulicy Hożej 55-stał się fabryką broni. W suterynie zorganizowano odlewnię granatów z cynku. Za surowce służyła blacha z okolicznych dachów. Odlewy granatów napełniano parę domów dalej, w znajdujących się tam zakładach mleczarskich i na terenie Politechniki, materiałem wybuchowym. W ten sposób Łopieńscy z mleczarzami zaopatrywali powstańców w broń!

Kiedy w latach 70. pracownię odwiedzał Olgierd Budrewicz, kronikarz miasta i autor książki „Sagi warszawskie”, pisał, że było w niej tak skromnie, że nie różniłaby się od byle banalnego warsztatu ślusarskiego. Zaskoczyło go też, co usłyszał od ówczesnego właściciela: Tadeusza.

„Nikt z Łopieńskich, proszę pana, nie zrobił majątku, a wielu z nich było w tarapatach finansowych”.

 Wspominał bolesną plajtę dziadka.

„Na pewno staruszek się przeliczył i wpadł na jakiejś pracochłonnej robocie. Do Kilińskiego też, proszę pana, nasza firma dołożyła”.

Pokazywał mu potwornie zniszczone ręce, mówiąc: to od cyzelowania i barwienia. Zakład Łopieńskich należał do najcenniejszych firm  i był chlubą powojennej Warszawy. Pan Tadeusz Łopieński w 1971 roku otrzymał Złotą Odznakę Honorową „Za zasługi dla Warszawy”. Zawsze zgłaszał się bezinteresownie do odtworzenia skarbów kultury, przykładowo zniszczonego gnomona w zegarze słonecznym w Ogrodzie Saskim czy przekazywał oryginalne rysunki klamek, dzięki którym odtworzono je na Zamku Królewskim. 

Groby rodzinne Łopieńskich znajdują się na Cmentarzu Powązkowskim.

Kreczmarowie

Każdy kto interesuje się historią teatru, nie może nie zauważyć istnienia i działalności tej rodziny w Warszawie. Kreczmarowie zajmowali się nauką i teatrem. Większość członków tego zacnego rodu wybierała jedną z tych dróg, niektórzy poszli obiema.

Historia zaczyna się w pierwszej połowie XIX wieku od Edwarda Kreczmara, pastora ewangelickiego, którego syn rzucił się w nurt stołecznego życia i zajął się działaniami związanymi z teatrem. O Jerzym Kreczmarze (ur.1902 rok) mówiono, że jest „komputerem wiedzy teatralnej”. Miał innowacyjne jak na tamte lata podejście do aktorstwa. Mawiał:

„Aktor powinien być nie takim, jakim jest, ale jakim chce być (oczywiście w granicach określonych jego możliwościami fizycznymi), inaczej nie jest naprawdę aktorem. Zmienność, transformacja, objawianie się wciąż na nowo – oto cechy, które powinny charakteryzować prawdziwego aktora. Myślę, że my dzisiaj mamy nadmierną skłonność do przystosowywania każdej roli do siebie”.  

 Ten wszechstronnie wykształcony teatrolog, profesor warszawskiej szkoły teatralnej, reżyser, kierownik literacki Teatru Współczesnego był od 1936 roku dyrektorem gimnazjum im. Bolesława Limanowskiego, jedynej szkoły w Warszawie bez wykładów religii.

Jego brat – Jan Kreczmar (ur. 1908 roku) należał do czołówki aktorów polskich. Bilans jego zawodowego życia zamyka się około 140 dużymi rolami teatralnymi, 10 filmowymi, sporą ilością występów telewizyjnych i radiowych. Zajmował się też pracą pedagogiczną, był przez długie lata rektorem PWST, gdzie lansował (tak jak jego brat) własne teorie o aktorstwie i jego nauczaniu. Jedną z nich była „teoria konfliktu”, czyli gra aktorska polega zawsze na jakimś konflikcie – z innymi, z samym sobą czy przedmiotami. Konflikty mogą być małe, ale także wielkie, jak hamleta, który pragnie zmienić świat.

„Bez konfliktu nie ma dramatu, a bez dramatu nie ma teatru” – mawiał.

Nazywano go „artystą odznaczającym się niezrównoważoną inteligencją”. Tragicznym zakończeniem losu Jan Kreczmar utracił prawą nogę i posługiwał się protezą. Pomimo dotkliwego kalectwa nie skapitulował. Już po amputacji nogi kręcił filmy, grał w teatrze i pisał książki.

Groby rodziny Kreczmarów znajdują się na Cmentarzu Powązkowskim.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: