Jerzy Waldorff kochał ich obu

Ostatni baron Peerelu. Pisarz, znawca muzyki, społecznik. Człowiek, który uratował przez zagładą Stare Powązki w Warszawie. Walczył o zabytki. Uważał, że powinny być własnością publiczną . Na zarzuty jednego z właścicieli majątku, że zabiega o nie, gdyż sam niczego nie posiada, Waldorff miał powiedzieć w charakterystyczny dla siebie sposób: „Proszę pana, ja miałem taki dwór, utraciłem go i nie dopominam się zwrotu, a chcę panu powiedzieć, że jestem największym z polskich arystokratów, bo mam brwi Burbonów, nos Hohenzollernów, wargi Habsburgów i jajo Kolumba!”. Jerzy Waldorff miał dwie niezwykłe miłości… Do grobowej deski.

29 grudnia mijają 23 lata od jego śmierci.

Miłość numer 1…

„Najmądrzejszy pies na świecie” , czyli jamnik Puzon. Był nieodłącznym towarzyszem Waldorffa podczas występów w telewizji. Pan Jerzy kochał go nad życie.

„Zostałem właścicielem potwora, postrachu okolicy, tyrana w domu, satrapy, który traktuje kota i mnie jak służących, kontroluje, co jem, a jeśli to lubi, zostawia mi resztki” – pisał Waldorff o swoim jamniku. 

Puzon swoje imię zawdzięczał Natalii Gałczyńskiej. Żona poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego uważała, że pies – wielbiciela muzyki, musi mieć koniecznie muzyczne imię.

Gdy pierwszy odszedł, Jerzy Waldorff sprawił sobie kolejnego jamnika, który dostał imię po swoim poprzedniku, przez co wiele osób myślało, że Puzon jest długowieczny.

– Pierwszego Puzona, który był duży i masywny, dotknęła przypadłość, na którą choruje wiele jamników. Wyskoczył mu dysk i pies stracił władzę w tylnej części ciała. Patrząc na nich, trudno było się domyślić, kto cierpi bardziej, Waldorff czy Puzon – wyznał w jednym z wywiadów Jerzy Kisielewski, przyjaciel pisarz.

To właśnie Puzon i charakterystyczny głos Waldorffa pamiętają widzowie i słuchacze mediów w PRL-u. Można nawet stwierdzić, że Puzona znała cała Polska. Szczekał w radiu, występował w telewizji, jego zdjęcia ukazywały się w gazetach i na okładkach książek. Waldorff mówił i pisał o Puzonie tak, jak potrafi to robić tylko człowiek głęboko w swoim zwierzęciu zakochany:

„Puzon liże mi nos. Ma język przyjemnie chropowaty i ciepły, ale szczerzy zęby. Jezus, Maria! Żeby mi nie odgryzł nosa… W nocy nie pozwala mi przewrócić się z boku na bok i zaraz warczy, ale sam przerywa kilka razy sen, żeby dla zdrowia zrobić mały spacerek po mnie!”.

Pisarz poświęcił swojemu jamnikowi nowelkę „Bracia mniejsi”, w której nazwał Puzona „człowieczkiem”. Przypisywał mu ludzkie cechy, uznawał go , na przykład za „wysokiej klasy neurastenika, którego przed południem mało co może wyprowadzić z ponurego nastroju”. Puzon ożywiał się dopiero wtedy, gdy jego właściciel postanawiał wreszcie uczynić to, do czego człowiek został stworzony, zesłany na ziemię i oddany na posługi jamnikom, czyli zabierał swego psa na spacer.

Waldorff był tak związany z Puzonem, że jamnik towarzyszył mu też w wyprawach zagranicznych. Kiedy wracał z Targów Midem w Cannes, w Paryżu zmieniał samolot linii szwajcarskich na maszynę LOT-u. Stewardesa podsunęła mu listę pasażerów. „Na dwóch pierwszych miejscach figurowali… Herr Hau i monsieur Puzon”.

Wesprzyj totalnie zagłodzonego jamnika. Uratuj proszę!

 Miłość numer 2… a może 1?

Partnerem życiowym Jerzego Waldorffa był tancerz Mieczysław Jankowski, z którym spędził 60 lat. W czasach PRL-u wywiadach na pytanie, kim jest mężczyzna, z którym mieszka, mówił, że to cioteczny brat, który przyjechał do Polski w 1939 r., uciekając przed wywiezieniem na Sybir.

„Tak jak stał, przyszedł do naszego domu i został uznany przez moją matkę za drugiego syna. Matka umarła, a my obaj dalej toczymy ten bardzo głęboko kawalerski żywot” – mówił.

Taka była wersja dla opinii publicznej. Czasy PRL-u niszczyły wszystko, co było niezgodne z jedyną słuszną wizją świata komunistów.

Prawda była inna. Piękna!

Mieczysław Jankowski był jego partnerem, bez którego Waldorff pod koniec życia, kiedy poruszał się już wyłącznie o kulach, nie poradziłby sobie.

„Mieliśmy przychodne służące, ale okradały nas. Mieczysław wziął na siebie trud prowadzenia domu. Gotował, sprzątał i prał. Nie zmuszały go do tego trudne warunki. Jako tancerz Teatru Wielkiego, a później inspektor baletu i pedagog w Warszawskiej Szkole Baletowej zarabiał wystarczająco dużo, żeby się utrzymać. Za samodzielne prowadzenie domu nigdy nie pobierał żadnej pensji, czym zyskał we mnie dłużnika, na jaką sumę?” – pisał Waldorff w testamencie. 

Mieczysław Jankowski codziennie rano przynosił mu filiżankę herbaty, choć sprawiało mu to mnóstwo trudu – miał już wtedy początki choroby Parkinsona. Przeżył Jerzego Waldorffa o 7 lat. Po jego śmierci załamał się, stracił sens życia. Za swoją misję uznał porządkowanie rzeczy po Jerzym i wypełnienie jego testamentu. Został pochowany w tym samym grobie co Waldorff.

 Jerzy Waldorff (1910-1999): znawca muzyki, autor ponad dwudziestu książek, publicysta, społecznik, dzięki któremu odrestaurowano setki nagrobków na Powązkach, wykupiono willę Karola Szymanowskiego w Zakopanem, zdobyto trzy tysiące eksponatów dla Muzeum w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Mieczysław Jankowski ( 1917-2005): polski tancerz Opery i Teatru Wielkiego w Warszawie i pedagog w warszawskiej Państwowej Szkole Baletowej.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: