Lubię się wydrzeć na scenie

Jesteś totalną kobietą rakietą. Masz 26 lat a dokonałaś mega dużo! Nie dość, że grasz topowe role w operze, kręcisz show w burlesce, piszesz scenariusze i z sukcesem występujesz w monodramach, to jeszcze podpisałaś kontrakt i lecisz na dwa lata występować do Opery w Saksonii. Kobieto, zmiłuj się…

MAŁGORZATA PAWŁOWSKA: Jeśli pytasz kim się czuję najbardziej to jestem śpiewaczką operową!

Widzowie kochają cię za występy w burlesce. Co odnajdujesz na tej scenie?

Opera często kojarzy się z patosem, sztywnymi ramami, od których się zresztą teraz odchodzi. Burleska daje mi więcej swobody, pozwala rozwijać się, wychodzić z objęć, w które wsadzają nas nauczyciele śpiewu. Teraz jest trendy, by być wszechstronnym – również w kierunku ról dramatycznych. W tym pomocna jest burleska, dzięki niej odnajduję też siebie.

Na scenie operowej w Teatrze Wielkim śpiewałaś arię Tatiany w operze Eugeniusz Oniegin trwającą około 15 minut. To łatwe zadanie dla tak ekspresyjnej osoby? Stać i śpiewać…

Jej aria jest najdłuższa w spektaklu, ale też jest jedną z dłuższych arii w ogóle w operach. To świetna muzyka i dobrze napisana opera. To nie jest tak, że ja stoję i śpiewam: kocham, kocham, umieram i dziękuję. Ja naprawdę czuję, jak ona przeżywa napisanie tego listu przez 16 minut. To jest młoda dziewczyna, której towarzyszą te same emocje, co nam współczesnym. Trzeba bardzo wczuć się, by przekazać je widzom. Cały czas na scenie trwa bitwa Tatiany ze sobą, myślami.  Zawsze staram się uniwersalnie podejść do swoich postaci, a nie tylko stać na scenie i odśpiewać rolę.

Jak zaczęła się twoja przygoda z operą?

W domu było pianino, na którym grała moja siostra jako dziecko, ale przestała. Mi jakoś pasowało i szybko zaczęłam na nim grać, wchodząc w ten sposób w świat muzyki. Grałam przez 6 lat na fortepianie, a potem naturalne dla mnie było pójście na śpiew klasyczny. Zresztą wtedy w Kutnie była tylko taka klasa w szkole muzycznej II stopnia. Okazało się, że dobrze mi to wychodzi.

Lubisz operę unowocześnioną za pomocą kostiumów, scenografii?

Różnie. Nie lubię, kiedy reżyser tak odchodzi od oryginału, że w ogóle nie wiadomo, o co chodzi. Takich smaczków jak Cyganeria zrobiona w kosmosie też nie jestem fanką. Można dojść do granicy możliwości, ale nie dodawajmy za dużo od siebie, bo autor przecież miał jakiś zamysł pisząc. Niektóre opery są ciekawie zrobione, co dowodzi ich uniwersalności jak Halka wystawiana w Wiedniu. Reżyserował Mariusz Treliński! To był szalony wysiłek, bo to polskie dzieło narodowe, silnie osadzone w folklorze. Nie można było jej za bardzo zabarwić, bo widz zagraniczny nic by nie zrozumiał. Na szczęście cała akcja została umieszczona w hotelu w górach. Jednym się to podobało, innym nie. Na pewno było to przedstawienie świetnie zaśpiewane.

Za co lubisz operę?

To magiczne miejsce. Patos, który jest z nią związany też dodaje jej magii. Można się w niej wywrzeszczeć, co jest dla mnie oczyszczające. Lubię przeżywać na scenie, umierać! Bo ile osób ma szanse umierać na scenie? 😊

Jakie wrażenia z powrotu do żywych?

Jeszcze nie miałam okazji zmartwychwstać, bo dopiero zaczynam swoją drogę w operze, ale już w najbliższym sezonie mam grać takie role. Ostatnio usłyszałam, że emocje przed wyjściem na scenę są takie, jak przed śmiercią. Zaczęłam to analizować i wiadomo, że to indywidualna sprawa, ale coś jednak w tym jest, bo ja też się stresuję…

Jak to się u ciebie objawia?

W dniu koncertu czy spektaklu po prostu nie odzywam się do nikogo. I wolę, by nikt nie odzywał się do mnie.

Wychodzisz na scenę i stres odpuszcza?

Wszystko zależy od sytuacji. Jak wchodzę – śpiewam – schodzę na koncertach to też nie jest łatwa sytuacja, bo wchodzę w jakiś świat, w pewien charakter utworu. W operze – grając w spektaklu muszę się skupić na danej chwili i stres jest wtedy mobilizujący, a nie przerażający. Jak śpiewałam Tatianę – skupiłam się na tym, co mam do zrobienia. Najważniejsze było przekazać emocje, a nie zamykać się w sobie, bo widz to zauważy.

Napisałaś świetny monodram – spektakl kabaretowy, w którym grasz ,,Like a diva” w Teatrze Druga Strefa.

W czasie spotkań z reżyserem Sylwestrem Biragą, padło, że dopiero na próbach będziemy coś wymyślać. Ja jestem wytresowana klasycznie, więc dla mnie przyjście na próbę nie przygotowana to jest sytuacja niemożliwa. Tak stresująca, nawet gorzej niż przed wyjściem na scenę. Dlatego postanowiłam napisać scenariusz – zajęło mi to trzy godziny.

Na koniec takie pytanie: jesteś taka filigranowa. Jak się czujesz stojąc koło takich dużych śpiewaczek na scenie?

Pavarotti powiedział kiedyś taką anegdotę: szedł ulicą, popchnął go jakiś człowiek, mówiąc: przepraszam nie widziałem pana. Powiedział, że to był najlepszy komplement jaki w życiu usłyszał. Faktycznie jest taki stereotyp, że na scenę operową wychodzi kobieta ma 70 lat i śpiewa, że ma 14 i kocha po raz pierwszy. Ma takie wibrato,  że w ogóle nie wiadomo, co śpiewa i jaki to dźwięk. Teraz to się zmienia. Z jednej strony jest to okrutne: sam głos już nie wystarczy, bo teraz trzeba dobrze wyglądać. Taki jest rynek, że reżyserzy chcą mieć dobry obrazek. Istotny jest teraz  wygląd. To jest nawet dobre, bo zdarza się, że jakaś pani śpiewa od lat arię, która jest przeznaczona na lżejszy głos i młodszą osobą. Jest to dobre też dla higieny głosu, który się zmienia z wiekiem i z tego powody jest to też ważne!

Fotografię Małgorzaty wykonał duet Karpati&Zarewicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s