Andrzej Reczyński – piekarz od dwóch pokoleń!

Andrzej Reczyński to piekarz od dwóch pokoleń. Pracuje siedem dni w tygodniu, na okrągło. Chleb piecze w klasycznym, murowanym, poniemieckim piecu z lat 40., który musi być cały czas dogrzewany, żeby utrzymał temperaturę. Nawet jak idzie na trzytygodniowy urlop, to ostatni tydzień poświęca na jego rozgrzewanie. Korzysta tylko ze starych receptur (jego wypieki składają się z trzech składników).

Dawno, dawno temu, na zachodniopomorskich ziemiach w mieście Stettin (aktualnie Szczecin) zbudowano budynek, a w nim powstała piekarnia. Prowadził ją pan Bronisław Ruciński, który w 1945 r. przyjechał na zachodnie ziemie z Poznania.

– Nie zabawił w nim długo, bo ze względu na niestabilną sytuację polityczno-militarną szybko wyjechał, by ponownie wrócić za kilka miesięcy, kiedy przynależność Szczecina do Polski była już potwierdzona traktatem granicznym. 27 lipca otrzymał kartę rejestracyjną mieszkańców Szczecina z adresem zamieszkania König Albert Str. 5/16 (obecnie ulica Śląska) i rozpoczął intensywne starania o zdobycie dla siebie warsztatu pracy – opowiada Włodzimierz Ruciński, syn założyciela.

Pan Bronisław na początku sierpnia zgłosił w Zarządzie Miasta chęć zajęcia piekarni przy Kronprinzenstr. 17 (obecnie Rayskiego). Zabiegał również o uzyskanie zgody na zamieszkanie w lokalu nr 1 pod tym adresem (mieszkanie przylegające do piekarni). Z zachowanej karty rejestracyjnej dotyczącej działalności polegającej na wypieku i sprzedaży pieczywa wynika, że formalnie piekarnia zaczęła działać 11 września 1945 r.

Ten rok był dla Bronisława Rucińskiego wyjątkowo obfity w życiowe i zawodowe osiągnięcia, a szczególnym akcentem było uzyskanie 21 grudnia tytułu mistrza piekarskiego potwierdzonego jednym z pierwszych dyplomów Izby Rzemieślniczej w Szczecinie opatrzonego numerem 9. W lutym 1946 r. akceptację uzyskał projekt zmiany witryny sklepowej i choć nie został zrealizowany dokładnie według dokumentu, witryna przetrwała ponad 30 lat.

– Mój tata z mamą przyjechali do Szczecina z Kielc w 1962 r. I wtedy zaczęła się współpraca mojej rodziny z Bronisławem Rucińskim. Ojciec też był piekarzem i podjął pracę u pana Bronka. Długo razem pracowali, więc tata po śmierci pana Bronka i rocznej działalności jego żony, przejął zakład w 1979 r. Prowadził go sam do 1985 r. (następnie od tego czasu pracowaliśmy razem, aż do 2011 r.). Od 10 lat zakład prowadzę wspólnie z żoną, Ewą. Od najmłodszych lat pracowałem w piekarni, nawet jeszcze za czasów pana Bronka przychodziłem i pomagałem, ucząc się zawodu – opowiada Andrzej Reczyński.

W piekarni pana Andrzeja, chleb do dzisiaj powstaje na maszynach z początków otwarcia piekarni, a piekarz pilnie strzeże receptur, z jakich powstaje pieczywo. Lubi swoją pracę, choć…

– Szczerze mówiąc, to jestem zmęczony, mimo że uważam swoją pracę za powołanie. Chcę dobrze ją wykonywać i lubię widzieć, że sprawiam ludziom przyjemność, kiedy mogą zjeść smaczne pieczywo. Oczywiście nie zawsze wszystko wyjdzie tak, jakbym chciał – dodaje ze śmiechem.

W swoje ofercie piekarnia ma różne rodzaje chlebów, a na jej ścianach wiszą zdjęcia i podziękowania znanych postaci ze Szczecina.

– Mamy wciąż w ofercie wilgotny chleb, który był dostarczany kapitanowi Maciejowi Krzeptowskiemu, raz na dwa tygodnie na statek, w czasie jego rejsu na Spitsbergen – opowiada.

W jego zakładzie nie modyfikuje się receptur. Zero ulepszaczy. Mówi, że u niego nie ma tak, jak w marketach, że „kupujesz worek i od razu masz chleb”. On kupuje, ale czystą mąkę, niestandaryzowaną, czyli taką bez dodatków i witamin. Teraz bardzo dużo osób jest uczulonych na różne składniki, więc pieczywo musi być czyste.

– Nawet do chleba razowego nie dodaję drożdży. Tam jest woda, mąka i sól. Kwas do wypieków, czyli ukwaszoną mąkę przerabiam sam cały czas – opowiada.

Pan Andrzej mówi o sobie, że jest pracoholikiem, okres przedświąteczny spędzi będąc w pracy non-stop. Czy ma pomocników, osoby, którym przekaże swój dorobek życia? Niestety, nie.

– Młodzi nie garną się do pracy albo uciekają za granicę, bo to ciężki zawód. Co to za przyjemność iść na noc do pracy, kiedy inni idą na imprezę? Poza tym w piekarni jest dużo pracy ręcznej. Wyrabiamy ciasto, tak jak się robiło to wcześniej. Nosimy worki z mąką, a na szlaku układamy po 10-15 bochenków i wsadzamy je do pieca – dodaje.

Pan Andrzej śledzi doniesienia o naborach w szkole gastronomicznej. Słyszał, że w tym roku na wydział pieczenia chleba zgłosiły się dwie osoby, więc nie rozpoczęli nauki.

– Teraz w prowadzeniu biznesu najgorsze są braki w ludziach – dodaje ze smutkiem.

Piekarz nie skupia się na negatywach. Mimo napiętego grafiku – ciekawie i z fantazją prowadzi profile zakładu w mediach społecznościowych, a klientów wita szerokim uśmiechem, kiedy tylko wejdą w jego progi. Zdarza się też, że z odwiedzającymi przybija „żółwika”, z czego znany jest w całym Szczecinie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s